Strona 1 z 1

Jacek Kaczmarski

Post: 24 sty 2016, 21:53
autor: cthulhu87


Co sądzicie o Jacku Kaczmarskim? Jako człowieku i o jego twórczości? ;) Liczę na opinie starszych forumowiczów, choć nie tylko :)

Re: Jacek Kaczmarski

Post: 24 sty 2016, 22:02
autor: cthulhu87
O religii:


Re: Jacek Kaczmarski

Post: 24 sty 2016, 22:03
autor: atalia
Jako starszy forumowicz powiem, ze bardzo lubię jego twórczosć, mającą szczególne znaczenie dla ludzi, którzy pamiętają walkę o wyzwolenie z komunistycznego jarzma. Jacek był bardem naszego pokolenia. Szkoda, ze tak wczesnie odszedł.
Niedawno odszedł drugi bard pokolenia Solidarnosci, Przemysław Gintrowski.
Jakoś tak nostalgicznie się zrobiło...

Re: Jacek Kaczmarski

Post: 24 sty 2016, 22:10
autor: cthulhu87
atalia pisze:Jako starszy forumowicz powiem, ze bardzo lubię jego twórczosć, mającą szczególne znaczenie dla ludzi, którzy pamiętają walkę o wyzwolenie z komunistycznego jarzma. Jacek był bardem naszego pokolenia. Szkoda, ze tak wczesnie odszedł.
Niedawno odszedł drugi bard pokolenia Solidarnosci, Przemysław Gintrowski.
Jakoś tak nostalgicznie się zrobiło...


Myślę, że dla Ciebie i dla np. zmarłego Sigmy z forum poznanie twórczości Karczmarskiego to było doświadczenie pokoleniowe właśnie, czego młodsi (np. ja) do końca nie zrozumieją.

Re: Jacek Kaczmarski

Post: 24 sty 2016, 22:43
autor: anima
Jako starsza forumowiczka, podziwiam go jako artyste i jako osobe walczaca z komunistycznym okupantem. Swietne teksty i swietne wykonanie.
Wspanialy poeta.
Smutne, ze tak wczesnie go zabrano z fizycznej rzeczywistosci.

https://www.youtube.com/watch?v=guMyd5c59WY

Re: Jacek Kaczmarski

Post: 27 sty 2016, 01:40
autor: cthulhu87


Film dokumentalny o ostatnich latach życia Kaczmarskiego



Re: Jacek Kaczmarski

Post: 16 lis 2017, 13:51
autor: cthulhu87
http://www.kaczmarski.art.pl/zycie/moj- ... czmarskim/

Prawdę mówiąc, od owego nieszczęsnego spotkania klasowego nie myślałem o Jacku zbyt często. 22 marca 2004 pomyślałem o nim przelotnie, gdy na drugiej stronie “Gazety Wyborczej” zobaczyłem Jego zdjęcie wraz z informacją, że obchodzi właśnie 47. urodziny i z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. “No tak – przypomniałem sobie – przecież on rzeczywiście w tych dniach się urodził. I dobrze zrobił, że się urodził”. Ale nigdy nie pamiętałem dokładnej daty: czy to był 22, 23, a może 24 marca?
Po chwili Jacek zupełnie wypadł mi z pamięci i nie myślałem o Nim aż do poranka dziesiątego kwietnia. A przyczyna była taka: W nocy z dziewiątego na dziesiąty kwietnia miałem dziwny sen. Jacek śnił mi się przedtem kilka razy w życiu, kiedy był na emigracji, ale nie pamiętałem nigdy żadnych szczegółów. Ten sen zapamiętałem jednak (do dziś) bardzo dokładnie:
Byłem na przedmieściach jakiegoś nieznanego miasta i wychodziłem z niego drogą, prowadzącą w stronę niezbyt wysokiej góry. U stóp tej góry rósł jodłowy las, z którego wiodła droga prostopadła do mojej. Tą właśnie drogą wyszedł z lasu Jacek, a za nim podążał jakiś tłum ni to znajomych, ni to jego fanów. Kiedy doszedł do skrzyżowania, a było ono w odległości jakieś 100-200 metrów ode mnie (a więc za daleko, by krzyczeć), pomachałem mu ręką, żeby zwrócić jego uwagę. Jacek zatrzymał się i odwrócił, poznał mnie, uśmiechnął się przyjaźnie i też pomachał mi ręką. Byłem pewien, że skieruje się teraz do mnie, na spotkanie, ale on odwrócił się znowu i poszedł swoją drogą, a za nim tłumek ludzi. Wkrótce zniknął mi z oczu. Pośpieszyłem zaraz jego śladem, szukałem go wszędzie, pytałem ludzi, chodziłem po całej okolicy i nie mogłem go znaleźć. Jakby zapadł się pod ziemię.
Obudziłem się ze smutkiem i jakimś dziwnym ciężarem w sercu. Czułem ten ciężar przez całą Wielką Sobotę. Ciągle podświadomie powracał ten sen i myślałem o Jacku. A pod wieczór nagle ogłuszyła mnie wiadomość o Jego śmierci. I w pierwszej reakcji pomyślałem sobie: “Nie, to niemożliwe: On nie mógł umrzeć!”
Odtąd codziennie o Nim myślę. Nie muszę się starać: myśli o Jacku same przychodzą do mnie. I ciągle nie mogę uwierzyć, że Jego naprawdę już nie ma w moim życiu…

Jarosław Lindenberg
Warszawa, kwiecień 2004 – marzec 2006