Melduję się jeśli chodzi o relację z Krakowa.
Cóż, wykład księdza Brune możnaby podzielić na 4 częsci:
1. Wyjaśnienia dotyczące transkomunikacji za pośrednictwem znanych nam "środków przekazu" jak magnetofon, radio, telefon, komputer, telewizor - jak ich używać, aby nawiązać kontakt.
2. Doświadczenia (konkretne przykłady) z takich kontaktów,
3. Prezentacja nagranych głosów.
4. Odpowiedzi na pytania zgromadzonego audytorium.
Co do pkt 1 myślę, że wyjaśnienia są ogólnie dostępne choćby na internecie, poza tym myślę że w książce "Umarli..." ksiądz to wyjaśnia.
Jeżeli chodzi o pkt 2, najwyrazniej pamiętam opowiadanie księdza o nawiązywaniu kontaktu z jego zmarłym bratem. Otóż, ksiądz po wcześniejszych już kontaktach z nim, umówił sie na określoną godzinę w celach dowodowo-naukowych. Przygotowano dwa pomieszczenia. W jednym znajdowało się medium które miało notować pismem automatycznym. W drugim przygotowano sprzęt audio. O umówionej porze medium zaczęło pisać, natomiast sprzęt do rejestracji dzwięku się popsuł. Właściciel sprzętu miał duże wyrzuty sumienia, twierdził że zdarza to się pierwszy raz. Po określonym czasie medium przestało pisać kończąc zapis słowami " muszę lecieć, mam sprawę do załatwienia", następnie sprzęt audio zaczął działać a głos powiedział coś w rodzaju "to że nie żyję, nie oznacza że mogę robić kilka rzeczy równocześnie, więc zablokowałem ten sprzęt".
Ad. 3 Prezentacja głosów. Najpierw ksiądz odtworzył śpiewający chór, zwrócił uwagę na wyrażne słowo Marija, i zaznaczył, że nie można przypisać tym śpiewom, żadnego znanego utworu. Śpiew był zagłuszany szmerami.
Następny zapis głosowy to mężczyzna, bodaj znajomy księdza, który część powiedział w języku francuzkim, a część w niemieckim. Słownego przekazu niestety już nie pamiętam. Był to głos odrażający, gdyby ksiądz nie powiedział zkładałabym, że to jakiś demon. Cieszyłam się że nie powtórzył tego nagrania.
Następny był zapis głosu mężczyzny, który pozostawał w kontakcie z pewną kobietą (amerykanką). Był to jakiś naukowiec znany również księdzu. Kontakt był przez telefon. Na jej typowe pytanie : How do you do? odpowiedział : I do like the dead one can be. Po czym rozmowa była kontynuowana czego nie odtworzono.
Póżniej był nagrany głos twierdzono, że to dziecka które mówi " dzień dobry, dowidzenia" po niemiecku też na tle b. mocnych szumów radiowych.
Ad.4 Część pytań. Było dużo pytań osobistych, lakonicznych, nie precyzyjnych. W sumie zadano nie więcej niż 12-15 pytań. Ja zadałam pytanie jako 3 osoba. Wiedziałam że nie będę mogła zadać kilku, a chciałam zapytać o jego zdanie na temat Księgi Duchów i reinkarnacji. Więc zadałam pytanie: Jakie jest zdanie księdza na temat reinkarnacji w takiej formie jak to zaprezentował Allan Kardec w Księdze Duchów? Zanim jeszcze skończyłam księdz zaśmiał się donośnie, po czym powiedział : "To pytanie musiało paść" Tutaj muszę wyrazić moje głębokie rozczarowanie odpowiedzią. Ksiądz odesłał mnie do książek swojego autorstwa. Po czym rozwinął myśl, że my jakoby po śmierci uczesniczymy w życiu innych, spełniu misji tych którzy mają podobne problemy, gdyż stanowimy jedność (porównanie do Boga Trójjedynego). Nawet w sytuacji gdy np. matka, ojciec, syn żyją równocześnie stanowią jedność a ich doświadczenia są doświadczeniami każdej z tych osób z osobna. Nic z tego nie zrozumiałam i odniosłam wrażenie, że skoro Koścół nie potwierdził reinkarnacji, on na pewno tego nie zrobi.
Po spotkaniu moje uczucia były mieszane i sprawiły, że nie mam ochoty zbyt głęboko w TO wchodzić. Po przeczytaniu KD byłam "naładowana" chęcią czynienia dobra, wizja reinkarnacji i rozwoju jaki jest przede mną w następnych wcieleniach dodawał i dodaje mi skrzydeł, ale po spotkaniu z księdzem troche przygasła. Książka "Powiedzcie..." - przekartkowałam ją to zapisy pismem automatycznym 30 letnich kontaktów między dwiema kobietami a trzema mężczyznami (jedna rodzina). Nie czytałam jeszcze ale się nie palę, wyrywkowe konwersacje są górnolotne, nie precyzyjne. Odniosłam wrażenie że te osoby tkwią w jednym miejscu, bez wiedzy na wiele tematów z otaczającej ich nieskończoności. Chyba Kardekc był wybrańcem...
Niemniej, podzielę się jeszcze niesamowitym "zbiegiem okoliczności " że przychodząc jako ostatnia byłam pierwsza. Otóż umówiłam się z przyjaciółką przed czasem koło głównego wejścia do Akademii. Pech chciał że ją coś zatrzymało. Ludzie masowo przechodzili do auli, a ja stałam w umówionym miejcu. W końcu za 5 18.00 poszłam po rozum do głowy, że dalsze czekanie na nią nie ma sensu. Kiedy przyszłam pod salę 9 nie dało sie palca wcisnąć, wszystkie miejsca STOJĄCE były zajęte !!! Kupiłam książkę, co tu robić. Stanęłam na schodzch czekając na przyjaciółkę. Jakiś mężczyzna niósł z 7 składanych krzeseł. Poprosiłam żeby dał mi dwa. Z chęcią pozbył się balastu. Nadeszła przyjaciółka. Stojąc na zewnątrz z tymi krzesłami powiedziałam, proszę się przesunąć mamy krzesła. Ludzie o dziwo się rozchylili i siadłyśmy na jedymym wolnym fragmencie podłogi, na podium obok biurka księdza, co pozwoliło mi zadać pytanie i jako pierwszej uzyskać dedykację. Mój Anioł Stróż nie próżnuje !!!