autor: Kris » 03 lut 2016, 09:18
Może zauważyliście że w młodym wieku jest w nas więcej radości, a w miarę przeżytych lat tracimy tą radość, beztroskę i stajemy się coraz bardziej, no co tu owijać w bawełnę, zgrzybiali, smutni, niezadowoleni.
Niby niezauważalni,e ale jednak coraz bardziej się złościmy, smucimy, czegoś nie wiadomo czego obawiamy, staramy się to nadrobić zdobywaniem dóbr materialnych, czyli pieniędzy, nowy samochód, nowa żona, maż itd, bez końca, ale jednak im więcej lat przybywa tym mniej nas to wszystko cieszy.
A powody tego to to cośmy zrobili w poprzednich żywotach i oczywiście w tym.
Poprzednim żywotom na razie damy spokój, bo to i tak samo wyjdzie, a zajmiemy się tym obecnym.
Zrobię takie małe zestawienie tego co nam szkodzi w tym życiu.
Pisałem już o tym ale nie tak dokładnie jak to zrobię teraz.
Nawet trudno sobie wyobrazić jaki wpływ ma na nas nasze pożywienie, woda i powietrze.
Zjadane zwierzęta to 100 % , czyli największy negatywny wpływ na nasze zdrowie i życie.
Rośliny 80%
Woda 50%
Minerały 50%
Powietrze 40%
Zwierzęta mają w sobie zjedzone inne zwierzęta, rośliny, minerały, wodę i gazy, a to się kumuluje
Rośliny mają wodę, minerały i gazy.
Poprzednie wcielenia 100% bo mają to wszystko w sobie.
W miarę lat życia jest w nas tego coraz więcej i więcej, oddziaływanie poprzednich wcieleń tez nas pompuje tym co one tam naskładały i mamy obraz tego co nam "uprzyjemnia" obecne życie aż do śmierci.
Potem gdy się na nowo odrodzimy będzie to samo, z tym że dojdzie jeszcze to cośmy pracowicie nazbierali w tym życiu.
O złych naszych uczynkach nie będę się rozpisywał, bo tego nikt nie lubi słuchać, ale one też mają ogromny wpływ.
Oczywiście nie pisał bym o tym, gdyby nie było sposobu aby temu zaradzić.
Sporo na ten temat już napisałem w poprzednich postach, ale w między czasie nauczyłem się jak to jeszcze skuteczniej rozwiązywać i postaram się to opisać w kolejnych postach.
Pisałem sporo jak ludziska starają się pozbyć problemów zwalając to na innych, ale te techniki przestają być skuteczne, więc o tym nie będę już może pisał.
Coraz częściej mam jakby wizję przyszłosci w której zbliżamy się do jakiejś bariery, czy granicy, po przejściu której wytrzymałość komórek ludzkiego ciała się załamuje i gwałtownie maleje długość życia, bo komórki tracą odporność nawet na te do tej pory nieszkodliwe wydawało by się choroby.
Takim przykładem może być choćby sepsa, zresztą jakby poszukać to by się znalazło wiele jeszcze innych przykładów.
Aż się wzdrygam przed tym co może nastąpić, a mianowicie na ziemi pozostaje tylko jakieś dwa miliardy ludzi, bardzo to jest wyraźna wizja i straszna, ale jest kila osób które się ze mną kontaktują i też coś podobnego potwierdzają.
Jeśli to nie prawda, pomyłka, to pół biedy, ale co jeśli faktycznie coś takiego się kroi?
Do tej pory powody takiej ewentualności były nie bardzo jasne, ale teraz zaczyna się to jakoś układać w całkiem logiczny ciąg przyczynowo skutkowy.
To już nie są jakieś tam kary Boże, ogień z nieba, a ma to logiczne wytłumaczenie i według mnie to ma sens i jeśli tak by na to patrzeć, to jest to możliwe, bez jakichś tam armagedonów, bo załatwią to nasze przeciążona biologie komórki ciała fizycznego.
Przecież od dawna wiadomo ze spada odporność organizmów ludzkich i przykładem jest choćby aids.
Nie ma rzeczy nie możliwych, poza tym wszystko jest możliwe.