Strona 1 z 1

Druga faza poznania

Post: 13 sty 2010, 19:40
autor: vinitor
Konstrukcje człowieka nie są perfekcyjne i praktycznie żaden podzespół urządzenia nie ma nic z doskonałości. Chcąc osiągnąć znaczące wyniki w urządzenie montuje się najlepsze nowinki techniczne. W przypadku istoty ludzkiej Duch został wyposażony w bardziej prymitywne elementy niż on sam. Mówi się o powłoce i znajdującej się w niej Duchu. Dlaczego Stwórca, Konstruktor dzieł doskonałych, pozwolił sobie na takie odstępstwo? Tłumaczenie to transformacją nic nie wyjaśnia i jest dla tych, którzy ją znają i są jej niezbicie świadomi. Nie jest mi do śmiechu czuć się jak marionetka. Owszem, miałbym inne zrozumienie, gdybym został wyposażony w szczyptę wiedzy niepodważalnej, że jest to dzieło etapowe. Ja jednak nie mam w świadomości, że tak właśnie jest. Tu nie wchodzą w rachubę argumenty, że to próba etc. Mówi się, że jestem Duchem wcielonym ale ja o tym nic bezpośredniego nie wiem. Muszę nadstawiać ucha, aby dotarły do mnie informacje od istot podobnych do mnie. Nie dowodzi to w żaden sposób, że maja inną świadomość a tylko że wzbogaconą drogą przekazów.
Z doniesień wynika , że Duchy MAJĄ rozeznanie w kwestii wcieleń i ciągłego rozwoju, czego - niestety – NIE MA u ludzi. Na tym polu równości nie ma. Skazany jest więc na domysły, spekulacje, zwątpienie, gdyż nadzieja i wiara mają zastąpić niewiedzę, która z jakichś przyczyn tylko ona została wspaniałomyślnie podarowana. Jak potwierdzić, że docierające wieści nie są iluzją, snem na jawie? Zmusza się niejako człowieka (zapomnijmy przez moment o wolnej woli), do uwierzenia czemuś, czego nie ma w jego świadomości a dokładniej jego Ducha. Czy do przyjęcia jest fakt, żeby istota myśląca opierała się wyłącznie na wierze w słowa lub instynkcie bardziej bliższemu zwierzęciu, bo w świadomości Ducha wcielonego nie ma zakodowanego sensu istnienia i dalszych losów po śmierci? Przecież ten rodzaj wiedzy nie zaszkodziłby rozwojowi a mógłby wyglądać jak pieczęć śmierci i zakończenia jakiegoś odcinka drogi.
Jak można mówić o odrodzeniu. Czego, pytam po raz drugi.? Świadomość bytu w tej czy innej powłoce jest rozłączna i nie ma z nim nic wspólnego. Duch się nie odradza, chyba tylko w przenośni lub symbolicznie, ponieważ on cały czas istnieje. Wszystko czego zaznał w jakimś życiu jest zerem. Ciało umiera i z nim kończy się zaangażowanie zmysłów. Już od samego urodzenia istota ludzka stoi przed wieloma niewiadomymi: jak potoczy się życie, długość i jakość, sens, osiągnięcia itd. Śmierć jest najbardziej znanym przeznaczeniem. Powód do dumy czy dramat? Wszystko co było związane z danym człowiekiem ginie wraz z jego śmiercią, która dla Ducha jest wyzwoleniem. Nie dziwię się. Nie ma już bagażu ziemskich trosk. Jeśli tliła się w nim jakaś miłość zostaje rzucona na pastwę chimerycznego losu. I na tym ma polegać postęp i rozwój? Czy nie jest nam dane, będąc w skórze człowieka, znać swoje miejsce na przestrzeni dziejów? Jako Duch wcielony powinienem rozumieć cykle przemian bez pośrednictwa Duchów, będących przecież moimi duchowymi braćmi.
Świadomość z jakichś powodów przykuta jest do rzeczy materialnych i nie znajduje się w niej ani krzty rozumienia dalszych kolei losu. Czy w takim razie myślenie o nich i niejako tęsknota do nich jest złem i wynika z braku wiedzy? Przywiązanie tłumaczone materializmem ma niewolniczy charakter powodowany ubóstwem wiedzy? Umiejętność myślenia jest pustym słowem, jest nieprzydatna dla poznania programu edukacyjnego, własnego losu, odpowiadającemu dalszemu istnieniu. Czy od człowieka nie wymaga się zbyt dużo? Myśląc konstatuję: Wiem, że nic nie wiem Brak w świadomości informacji czym (kim) się jest i co ma być dalej jest niemal równoznaczne z przyrównaniem człowieka do nędznego robaka. Właściwie nawet jest tak nazywany i traktowany. Ta pustka w świadomości to szeroka droga do iluzji i niewiarygodnych wyobrażeń. Kontakt z Duchami ma tę lukę wypełnić. Człowiek dowiaduje się o tym od osób innych. Czy jest to źródło pewne? Przesłanie Duchów wymaga nastrojonego odbiornika lecz nie każdy go może mieć. Z informacjami ze świata niewidzialnego jest jak z tankowaniem. Raz, że na stacji paliw; dwa, trzeba mieć odpowiedni sprzęt. Wniosek: Nie każdy w takim samym stopniu ma szansę pozbyć się niedostatku. wiedzy o sobie samym. Stoję na krawędzi rozczarowania i niepewności, gdyż niby we mnie Duch jest ale jego wiedza o tamtym świecie wyparowała.
Medytując mam obawy, że to nie powłoka jest potrzebna Duchowi ale Duch ciału i jest to jego wyposażenie. Tylko taka teoria tłumaczy dostatecznie oddziaływanie fizyczne na Ducha w większym stopniu niż Ducha na ciało. Człowiek nie odczuwa jakiejś obcej świadomości, bowiem jest z nią zespolony ale niezupełnie do końca, tworząc jedną (nie może być dwóch, bo ciało jej nie posiada). W tym układzie jest zachowana prawidłowość, że bardziej doskonałe jest w prostszym a nie na odwrót. Odpowiada to konstrukcjom na wysokim poziomie. Mikroprocesor w komputerze pełni podobną rolę. I znowu zasada, na którą powołałem się przed chwilą. Tylko z pozoru nie ma różnicy pomiędzy wcieleniem a wyposażeniem ciała w instrument precyzyjny, który nie jest martwy, co utrudnia przeanalizowanie przeróżnych kombinacji i reakcji. Nie każdy od razu dostrzeże subtelną różnicę w zestawieniu Duch – ciało. Po śmierci Duch przejmuje wszystkie cechy niematerialne, w tym doświadczenia i wiedzę człowieka i jest identyczny, tylko bez ciała fizycznego. Jak głosi spirytyzm ma własną osobowość i świadomość pełniącą rolę nadrzędną. A gdzie się podziała osobowość i świadomość człowieka? Do kogo ona właściwie należała i kto ją reprezentował? Ciało umarło ale pozostało to coś niematerialnego. Tak więc za życia człowiek nie ma świadomości następnego bytu zaś u Ducha przepada z kretesem świadomość człowieka, którego był trzonem konstrukcyjnym.
Coś tu nie gra.

Uwaga: Pytaniami 959 i 353 do których nawiązują pewne fragmenty powyżej, będę się zajmował w innym poście.