Dusze samobójców

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Re: Dusze samobójców

Postautor: odnowa » 16 lip 2017, 21:21

Niebo i piekło według spirytyzmu - Francois Simon Louvet z Le Havre
Andre Luiz - Nasz Dom (zaniedbanie ciała równoznaczne z samobójstwem, trafienie do Umbralu)
Osobiście jestem za tym by każdy miał możliwość wyboru kiedy chce odejść w "humanitarny" sposób (eutanazja)
Pozdrawiam,
Łukasz
odnowa
 
Posty: 184
Rejestracja: 27 sty 2015, 07:00

Re: Dusze samobójców

Postautor: OneNight » 17 lip 2017, 00:03

Mirek pisze:Nie uogólniaj. Śmierć samobójcza to pogwałcenie Boskiego planu duszy.
Taka śmierć nie jest taka sama jak każda inna i nie jest bez konsekwencji.


Oczywiście, bo wg. Ciebie każdy samobójca jest zły i zasługuje na potępienie. W nosie mam ten wasz cały boski plan - ludzie nie są marionetkami waszego zmyślonego lalkarza, który nakazał kukiełkom wypełniać swój plan. Dołujesz ludzi tylko takimi postami, a te argumenty są dla mnie nielogiczne i wyssane z palca. To tak, jakbyś mi napisał "bo tak".
I see humans, but no humanity
Awatar użytkownika
OneNight
 
Posty: 2399
Rejestracja: 09 lip 2015, 14:38

Re: Dusze samobójców

Postautor: czarnyMag » 17 lip 2017, 01:49

Tak naprawdę nikt nie wie jak to jest po śmierci w 100 procentach (również w przypadku samobójstwa) i wszystko (swoje domniemania) jest oparte o własne chciejstwo i wyobrażenia rozpatrywane w oparciu o ludzki umysł i fantazje.
Samobójców straszy się karami i przekonuje filozofiami które wymyślili ludzie by nie pozbawiali się życia a kiedy wszystko zawodzi tłumaczy jak dzieci które nie wiedziały co czynią więc nie mogą odpowiadać za nic (i tu znowu wchodzi umysł który nic nie wie ale chciałby usprawiedliwić własną niemoc).
"żyj i daj żyć innym"
Awatar użytkownika
czarnyMag
 
Posty: 2145
Rejestracja: 05 gru 2014, 22:22
Lokalizacja: Astral - tu i tam - teraz tu

Re: Dusze samobójców

Postautor: OneNight » 17 lip 2017, 11:02

Doświadczenia NDE to nie żadne fantazje typu katolicyzm - osoby, które przeżyły śmierć kliniczną, nie wymyśliły sobie tego, że coś widziały.
I see humans, but no humanity
Awatar użytkownika
OneNight
 
Posty: 2399
Rejestracja: 09 lip 2015, 14:38

Re: Dusze samobójców

Postautor: czarnyMag » 17 lip 2017, 11:16

W czasie śmierci klinicznej hindusi spotykają bóstwa hinduskie, Indianie indiańskie, a dzieci - kreskówkowe potwory.
Wszystkich łączy pracujący mózg.
"żyj i daj żyć innym"
Awatar użytkownika
czarnyMag
 
Posty: 2145
Rejestracja: 05 gru 2014, 22:22
Lokalizacja: Astral - tu i tam - teraz tu

Re: Dusze samobójców

Postautor: OneNight » 17 lip 2017, 11:32

Źródła poproszę.
I see humans, but no humanity
Awatar użytkownika
OneNight
 
Posty: 2399
Rejestracja: 09 lip 2015, 14:38

Re: Dusze samobójców

Postautor: czarnyMag » 17 lip 2017, 12:05

Jan Stradowski
Szef działu nauki „Focusa”, z wykształcenia lekarz medycyny.
To zjawisko leży u podstaw naszej wiary w istnienie duszy, życie pozagrobowe oraz reinkarnację. Tym bardziej szokujące jest odkrycie, że nie ma czegoś takiego jak śmierć kliniczna, a wszystkie związane z nią fenomeny można wytłumaczyć działaniem mózgu.
...Wyglądało to tak, jakbym znalazł się w długim tunelu z jaskrawym światłem na końcu. Wszystkie dźwięki stopniowo ucichły. Cały czas czułem jednak własne ciało, a szczególnie nagły chłód czegoś dotykającego skóry na moim brzuchu. Chciałem podnieść rękę, by zdjąć to coś – i nie mogłem. Nie mogłem poruszyć nawet małym palcem ani krzyczeć, gdy poczułem rozdzierający ból. Chciałem za wszelką cenę uwolnić się od cierpienia i w końcu poczułem, że wydostaję się z ciała i rozpływam w kojącej ciemności. Trwało to jednak ułamek sekundy – zaraz ktoś mnie poklepał w policzek, przez zamknięte powieki przesączyło się światło, a tuż obok mojego ucha rozległ się głos: „No już, budzimy się, budzimy, już po operacji”...
Nie, nie byłem umierający. W czasie operacji usunięto mi wyrostek robaczkowy, a dziwne doznania wynikały z wpływu środków znieczulających, które – akurat w moim przypadku – zadziałały później, niż przypuszczali lekarze, nacinający mi brzuch. Jednak podobieństwo między moimi przeżyciami a tym, co nazywa się doświadczaniem śmierci (ang. near-death experience, NDE) czy śmiercią kliniczną, jest zadziwiające. Na tyle zadziwiające, że zainspirowało naukowców do badań, a mnie – do podążania ich śladem.
Pierwsze znane opisy stanów przypominających NDE pochodzą sprzed ponad 2 tys. lat, ale z pewnością nasi praprzodkowie doświadczali ich, od kiedy tylko stali się istotami świadomymi. Stany nagłego zagrożenia życia były dla nich przecież codziennością – musieli zmagać się z drapieżnikami, żywiołami, agresywnymi współplemieńcami. Poczucie wyjścia z ciała i znalezienia się w innym świecie to coś, o czym trudno zapomnieć. Psychiatrzy wiedzą dziś, że NDE potrafi zmienić osobowość człowieka, nierzadko pozbawiając go strachu przed śmiercią, skłaniając do silniejszej wiary w życie pozagrobowe czy do altruizmu.
Dlatego prof. Thomas Metzinger, filozof umysłu z Johannes Gutenberg Universität Mainz, uważa, że doświadczanie śmierci stało się kamieniem węgielnym duchowości człowieka. Skoro można porzucić własne ciało, to znaczy, że istnieje coś więcej niż tylko ono – dusza, umysł, jaźń. Skoro można wówczas spotkać jakieś świetliste istoty, duchy przodków czy demony, to obok naszego świata musi istnieć jakiś inny, do którego trafiamy po śmierci, jeśli tylko przejdziemy przez ten ciemny tunel aż do wielkiej światłości. To przekonanie legło u podstaw nie tylko religii, ale i filozofii czy szeroko rozumianej kultury.

prof. Kevin Nelson, neurolog z University of Kentucky w Lexington. „Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak śmierć kliniczna. Mózg pozbawiony dopływu krwi nie umiera od razu, a na dodatek działa na tyle długo, by mogły zajść w nim procesy prowadzące do NDE” – odparł.

dr. Robert Kurzbana „Why Everyone (Else) is a Hyprocrite: Evolution and the Modular Mind”. Ów psycholog z University of Pennsylvania twierdzi w niej, że mózg tak naprawdę nie jest pojedynczym narządem, lecz zbiorem mniejszych „modułów”. Każdy pełni inną funkcję: przechowuje wspomnienia, analizuje bodźce płynące z oczu, steruje nieświadomymi reakcjami mięśni itd. Takich modułów mamy w głowie setki, a może nawet tysiące. Część z nich jest ze sobą ściśle powiązana, inne pracują niemal zupełnie niezależnie, a nawet czasem wchodzą sobie w drogę (dlatego bywa, że działamy wbrew sobie, mówimy coś, zanim pomyślimy czy przeżywany wewnętrzne konflikty). A co najważniejsze, przynajmniej w kontekście NDE, tylko niewielka część modułów obsługuje to, co zwiemy świadomością. Reszta, jak słusznie podejrzewał już Zygmunt Freud, może działać niezależnie, sterując dużą częścią naszych zachowań.

Moduły tworzące naszą pamięć też działają poza świadomością. Ta jedynie dostaje gotowy produkt zwany wspomnieniem, który wcześniej jest „sklejany” z różnych kawałków i nierzadko dość gruntownie przy tym zmieniany. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy do mózgu trafiają dane niezrozumiałe, zaskakujące, trudne do zaszufladkowania. W takich sytuacjach pamięć odwołuje się do tego, co zostało w niej wcześniej zapisane, i przerabia wspomnienia tak, aby pasowały do wzorca.

Jak to się ma do „śmierci” klinicznej? W czasopiśmie „British Journal of Psychiatry” ukazał się niegdyś przegląd wizji życia wiecznego, których doświadczyły w trakcie NDE osoby wywodzące się z różnych kultur. I tak północnoamerykańscy Indianie mówili o wężach, mokasynach, łukach i strzałach, natomiast Japończycy – o długich mrocznych rzekach oraz pięknych kwiatach (częste motywy w japońskiej sztuce).

Chrześcijanie widzieli Jezusa, mieszkańcy Indii zaś Jamę (hinduskiego boga śmierci) – nigdy na odwrót. Choć niektórzy Hindusi twierdzili, że niebo to jedna wielka biurokracja, a oni zostali odesłani z powrotem na ziemię wskutek pomyłki rajskiego urzędnika. Z kolei Amerykanie czy Brytyjczycy najczęściej byli zawracani spod wrót raju po to, aby wykonać jakieś ważne zadanie lub przeżyć wielką miłość...

Wygląda to trochę tak jak w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa – każdy po śmierci dostanie to, w co wierzy.
"żyj i daj żyć innym"
Awatar użytkownika
czarnyMag
 
Posty: 2145
Rejestracja: 05 gru 2014, 22:22
Lokalizacja: Astral - tu i tam - teraz tu

Re: Dusze samobójców

Postautor: OneNight » 17 lip 2017, 13:36

Ten cały Jan nie przeżył NDE, a wszystko to tylko spekulacje i wszędzie jest tylko, że on tak "twierdzi". Ponadto, w jednym artykule z internetu jest napisane, że buddyści widzą buddę itp., w drugim że wszyscy przeżywają to samo niezależnie od poglądów. Natomiast mnie interesują relacje prawdziwych osób, a nie popieranie się relacjami, które nie wiadomo skąd pochodzą i czy w ogóle takie istnieją.
I see humans, but no humanity
Awatar użytkownika
OneNight
 
Posty: 2399
Rejestracja: 09 lip 2015, 14:38

Re: Dusze samobójców

Postautor: czarnyMag » 17 lip 2017, 13:54

OneNight pisze:Ten cały Jan nie przeżył NDE, a wszystko to tylko spekulacje i wszędzie jest tylko, że on tak "twierdzi". Ponadto, w jednym artykule z internetu jest napisane, że buddyści widzą buddę itp., w drugim że wszyscy przeżywają to samo niezależnie od poglądów. Natomiast mnie interesują relacje prawdziwych osób, a nie popieranie się relacjami, które nie wiadomo skąd pochodzą i czy w ogóle takie istnieją.


Czyli ciebie interesują opowieści "Kowalskiego" o tym jak to on przeżywał subiektywnie NDE - trzeba było tak od razu napisać.

A tak na marginesie w Europie i Ameryce Północnej w 2008r pod sufitem na intensywnej reanimacji zamieszczono tabliczki z tekstem który można było przeczytać jedynie będąc pod sufitem zawieszonym i ci wszyscy doznający NDE nie mieli ochoty nic czytać więc eksperyment się nie powiódł, za to widzieli krasnoludki :)
"żyj i daj żyć innym"
Awatar użytkownika
czarnyMag
 
Posty: 2145
Rejestracja: 05 gru 2014, 22:22
Lokalizacja: Astral - tu i tam - teraz tu

Re: Dusze samobójców

Postautor: czarnyMag » 18 lip 2017, 16:40

OneNight pisze:Z relacji NDE wynika, że samobójcy wcale nie trafiają do miejsca zwanego piekłem, ani nawet nie cierpią z tego powodu. Gdzie wg. spirytyzmu trafiają samobójcy?


W poprzednich postach trochę odjechałem od tematu więc teraz się odniosę. Cóż każdy samobójca prawdopodobnie będzie sądzony według innych wartości ponieważ nie miał możliwości trafić na ducha w ciele który by go przekonał bez względu na jego chorobę chociażby. Wiem, że część z nich szuka takich ludzi i trafia jak kulą w płot. Mój kolega szukał tam gdzie nie powinien i w końcu wyszedł na tory rozpędzonego pociągu towarowego i go rozczłonkowano :( Gdyby przyszedł do mnie to bym go przekonał a jakbym go nie przekonał to bym go odprowadził do rodziny i ich przekonał by mu spróbowali pomóc ale pomocy szukał u ludzi którzy go wyśmiali (cóż oni też próbowali mu pomóc lecz przez wyśmianie jego problemu trafili kulą w płot i młody człowiek zaliczył samobójstwo.
A ponieważ to był człowiek którego można by podawać za wzór uczynności i pochylania się nad innymi to nie wierzę że jakaś doktryna zaważy nad jego osobowością i życiem. Facet po prostu miał pecha i był za bardzo wrażliwy (przecenił swoje możliwości wcielając się tu u nas na Ziemi).
"żyj i daj żyć innym"
Awatar użytkownika
czarnyMag
 
Posty: 2145
Rejestracja: 05 gru 2014, 22:22
Lokalizacja: Astral - tu i tam - teraz tu

Poprzednia

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości