Luperci Faviani pisze:Nie jest to błędne założenie, lecz proszę wziąć pod uwagę to, że informacje przekazywane nam ze świata niematerialnego muszą być podawane w formie, którą określony odbiorca będzie w stanie przyjąć, a treść zrozumieć.
Generalnie to prawda, ale w tym przypadku, mówiąc szczerze, to sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa i nie wiem, czego nie można by zrozumieć. Nawet na anatomii nie trzeba się specjalnie znać. Poza tym nie przesadzajmy - gdyby Duchy podchodziły do nas jak do małych dzieci i tak silnie starały się nie urażać naszych, czasami błędnych, przekonań religijnych, nie poddałyby krytycznej ocenie wielu twierdzeń, które dominowały w świecie katolickim w czasach Kardeca (np. o stworzeniu świata przed kilku tysiącami lat, potopie, Adamie, reinkarnacji itd.), założenie więc, że Duch boi się urazić kogoś, kto sądzi, że Chrystus miał rany dokładnie na dłoniach, raczej odpada, bo czy to aż tak istotne?
Co do Indii, to założę się, że jest tak jak mówisz, tzn. że nie ma tam tylu stygmatyków - po prostu są pod wpływem innej kultury (a zatem innych treści, które docierają do nich w dużo większym stopniu niż chrześcijańskie), a jeśli przyjąć, że nasz własny duch wpływa na działanie naszego organizmu, to także zdaje się potwierdzać, że źródło tkwi w tym przypadku w nas, nie z zewnątrz.
Jakby nie patrzeć, w takich przypadkach ujawnia się potrzeba dokładnej analizy i trudno tu o całkowitą pewność, mamy więc przedsmak tego, jakie trudności mogą nas spotkać w rzetelnym przyjmowaniu i odrzucaniu komunikatów w pracy mediumicznej...