autor: agnieszkag » 06 mar 2022, 17:06
Wiem, że straszne Nikito.
Rozmawiałam z mamą, jak codzień. Namawiam ją na przyjazd tutaj od dawna.
Ale ona nie chce. Mówi, że starych drzew się nie przesadza.
Że po naszych strasznych doświadczeniach, nie boi się śmierci, tylko ewentualnego cierpienia.
Ja też nie boję się śmierci, wiem, że to przejście.
Jestem bardzo zmęczona i tęsknię za synem.
Przeraża mnie patrzenie na cierpienie i niemoc.
Bo co mogę zrobić?
Ok, wpłacić parę funtów na fundację.
Jak pojawi się ktoś w Anglii z Ukrainy , to zaoferować miejsce w domu.
Na razie Anglia debatuje ile uchodźców przyjąć i jak dadzą radę.
A z rzeczy niezwykłych to napiszę , że w wieczór poprzedzający wybuch wojny, gadałam jak zwykle z mama przez telefon.
Nagle ona krzyknęła.
I co się stało. Kupiła krzyż, który swieci, trzeba włożyć baterię i nacisnąć przycisk.
Podczas naszej rozmowy ten krzyż, będący w opakowaniu, sam się włączył i zaczął świecić.
Pewnie to znak.
Powtórzę, najgorsza jest bezradność wobec ludzkiego cierpienia i jakieś poczucie winy.