Strona 1 z 1

Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 14 lis 2008, 05:27
autor: Jul
Chciałbym założyć taki temat.

Pytanie moje brzmi - jaki jest status aniołów (opiekunów duchowych) w świetle spirytyzmu? Czy teologowie mają trochę racji, czy też z tymi bytami anielskimi jest inaczej niż to potoczna religijność przyjmuje? A może w ogóle nie ma aniołów, są one wytworem wyobraźni i ludzkiej potrzeby bezpieczeństwa? Jakie są także Wasze doświadczenia w tym zakresie oraz koncepcje?
Ciekawą wizję ma tu R.Monroe, amerykański popularyzator podróży poza ciałem (obe). Twierdził on, że anioł-opiekun to tak naprawdę nasze Wyższe Ja, najlepsza część ciała duchowego, która istnieje poza czasem. Anioł to jesteśmy my sami, tylko w dalekiej przyszłości.

Ja przyznam, że próbuję utrzymać kontakt ze swoim opiekunem duchowym. Mam wrażenie, że otrzymuję od niego czasami wsparcie duchowe, był też jeden moment w życiu, w którym mocno odczułem ingerencję takiej pomocy duchowo-anielskiej. Chciałbym tu opowiedzieć tę historię.
Miałem wtedy około 12 lat i wraz ze swoim ojcem i rodziną byłem na wakacjach na Helu. Była piękna, choć bardzo wietrzna pogoda i duże fale. Poszliśmy z ojcem popływać. Z pozoru przyjazne morze stało się tego dnia dla nas koszmarem. Wypłynęliśmy kawałek za daleko, przeceniając nasze umiejętności pływackie (ja uczyłem się pływać na basenie już od 1 klasy podstawówki) i lekceważąc fale. Wyrzuciło nas daleko od brzegu, poza zasięg drewnianych palików. Fale zaczęły nas zalewać i straciliśmy grunt pod nogami. Sytuacja z sekundy na sekundę stawała się coraz gorsza, zaczęliśmy tracić siły do utrzymania się na powierchni, pamiętam przerażony wzrok ojca, oceniający beznadziejność sytuacji (po latach mi powiedział, że myślał, że już z tego topienia się nie wyjdziemy). Wtedy zaczęłem pomimo walki z żywiołem, bardzo gorąco się modlić. Ruszałem nawet ustami, modląc się do Boga i swojego anioła o ocalenie naszego życia. I od tego momentu bardzo trudno mi opisać ciąg dalszy. Resztkami sił jakoś dopłynęliśmy do ostatniego od strony morza paliku, bardzo śliskiego i raniącego,ale dającego krótką możliwość utrzymania się na wodzie. Nie przestawałem się modlić w myślach. Udało się nam nienaturalnymi dalszymi siłami (w takich sytuacjach ruszają jakieś chyba normalnie niewykorzystywane rezerwy energetyczne ciała) pokonać kilka dalszych palików do brzegu, ale jeszcze pozostało nam co najmniej połowa odcinka, a fale naprawdę tego dnia szalały strasznie, niepamiętam już ile razy wpadaliśmy pod wodę i znowu sie wynurzaliśmy. Wtedy stało się coś niesamowitego - przypłynęło do nas dwóch zwykłych, młodych chłopaków, którzy pomogli nam pokonać resztę tego odcinka (wszyscy ludzie byli na brzegu, ratownicy mieli zaś ręce pełne roboty i nawet nas nie zauważono, tak daleko byliśmy od brzegu). Ci "zwykli" chłopacy trzymali nas za ręce w krytycznym momencie i pomagali nam, gdy wreszcie doszliśmy do gruntu dojść do końca (a ojciec był już naprawdę wycieńczony, ja zresztą też padałem z sił, całe ręce mieliśmy poranione i poharatane od tych palików oraz dużo wody w płucach). Co więcej, trudno mi przypomnieć sobie wygląd tych chłopaków. Mieli oni około 17-18 lat wieku, podobni z wyglądu i zaraz po udzieleniu nam pomocy, gdy im podziękowaliśmy, odeszli. Pamiętam, że jeden z nich miał krzyżyk na szyi.
Wiem, że to teraz trochę brzmi irracjonalnie, ale wierzę, że to mogły być anioły, które nam pomogły, bo to naprawdę niezwykłe, że ktoś odważył się do nas wypłynąć, gdy się topiliśmy (i w ogóle zauważyć, bo byliśmy daleko do brzegu), gdy sami ratownicy nie mogli nam pomóc, pamiętam zresztą, że ponton ratowników po prostu nie mógł wyjść w morze przy tych falach. Chociaż oczywiście nie wykluczam, że mogli to być jacyś, zwykli odważni chłopacy, a moja modlitwa jakoś pomogła ich "przyzwać". W ogóle to tego feralnego dnia dwóch innych ludzi utopiło się na tej plaży, ciało jednego z topielców sam widziałem, było bardzo duże zbiegowisko i płacz jego córki...

Po tym wydarzeniu długo miałem traumę do pływania. Do dziś nie lubię pływać (pomimo, że jestem dobrym pływakiem) na dużych głębiach, nie czując gruntu pod nogami. Mam też silne poczucie (ojciec zresztą też), że coś wtedy bardzo silnie zainterweniowało w nasze życie, zadecydowało, że nasz czas jeszcze nie nadszedł. Nigdy od tego czasu nie miałem takiego zagrożenia życia jak wtedy. Pomimo, że moja religijność zmieniła się od tego czasu, a przez pewien czas miałem nawet okres agnostycyzmu, to nigdy nie straciłem do końca wiary w Boga i aniołów - dziś nawet wracam do tego doświadczenia i jakby trochę staram się odnowić kontakt ze swoim opiekunem duchowym.

Re: Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 14 lis 2008, 09:10
autor: lilo
To niezwykła historia i grzechem byłoby tłumaczyć pozytywne zakończenie szczęśliwym zbiegiem okoliczności, bo jak wiesz Jul ja nie wierzę w szczęśliwe zbiegi okoliczności. Uważam, że było to współdziałanie Twojego Anioła z Aniołami tych chłopców, którzy otrzymali impuls od własnych Aniołów (impuls, że Was zauważono i impuls do ratowania). W Księdze Duchów jest piękny rozdział o Aniołach Stróżach czy też Dobrych Geniuszach, bardzo pokrzepiający i dający bodziec energi ale i wzruszenie, że oto jest u naszego boku wyższa istota, która również odbywa własną misję i w celu doskonalenia się towarzyszy takim prymitywnym bytom jak my. Ja pokrzepiona słowami św. Augustyna i św. Ludwika (bodajże - nie mam KD przy sobie) dwukrotnie skożystałam z pomocy mojego Anioła ze skutkiem natychmiastowym.
Otóż, pewnego dnia pokłóciliśmy sie z bratem. On żle odebrał moje intencje i nie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Mamie powiedział, że nie odezwie się do mnie, a moje książki podał przez mojego ojca aby uniknąć kontaktu i zerwać ze mną wszelkie więzi. Nie odbierał telefonu. Nie reagował na żadną próbę porozumienia. Mimo, że nie czułam się winna (biorąc sobie do serca naukę KD zwalczyłam własną pychę) dzwoniłam co jakiś czas. Nie odbierał telefonu, w końcu odebrał i powiedział, żebym mu dała spokój i się odczepiła. Bardzo mnie to zabolało, bo zawsze byliśmy blisko i wspieraliśmy się, a dodatkowo on nie miał racji i nie dał mi tego wytłumaczyć. Wiedziałam że kiedyś mu przejdzie, ale nie chciałam aby taki stan trwał. Zwróciłam się więc do Anioła Stróża poprosiłam go, aby porozumiał się z Aniołem Stróżem mojego brata, a ten aby dał mu impuls który spowoduje, że się pogodzimy. Zaraz po tym zadzwoniłam do brata na komórkę , on odebrał telefon !!! dał mi powiedzieć jedno zdanie po czym powiedział, że przeprasza !!!! Wszystko rozegrało sie w ciągu 2 dni. Analogiczną sytuację miałam z inną osobą która po prośbie do Anioła Stróża po 10 miesiącach nawiązała ze mną kontakt. I myślę, że będę kożystać w przyszłości z Jego pomocy.
Co do twierdzeń, że Anioł Stróż to nasza wyższa jaźń, nie zgadzam się. Całkowicie odpowiada mi wizja AS z KD. Pozdrawiam

Re: Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 14 lis 2008, 20:34
autor: Jul
Lilo, to też ciekawa i budująca historia oraz dobry pomysł z pośrednim interweniowaniem na anioła osoby, na której nam zależy. Spróbuję tę metodę też zastosować, w razie potrzeby :)

W ogóle tak myślę, że relacji z kontaktów lub wpływów aniołów jest chyba prawie tak samo dużo jak różnych historii spirytystycznych. To chyba też jakoś świadczy o powszechności tego zjawiska. W teologii jest osobna dziedzina zajmująca się nimi - angelologia. Bardzo bogate są mitologie anielskie w samej kulturze zachodniej.

Mogłabyś proszę podać stosowny fragment o aniołach z KD, albo nawet tu wkleić, jeśli masz e-booka?

Re: Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 15 lis 2008, 16:39
autor: konrad
Zainspirowany tematem dodałem fragment o Aniołach Stróżach na stronie http://www.spirytyzm.pl, trochę tak jakby jest to odpowiedź na prośbę Jula, którą przeczytałem już po umieszczeniu tego rozdziału w sieci :)

Mam nadzieję, że dzięki temu trochę wątpliwości się wyjaśni. Rozdział można znaleźć: tutaj

Re: Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 15 lis 2008, 18:24
autor: lilo
Historię o zwracaniu się do Anioła Stróża w podobnych sytuacjach jak moja słyszałam od znanego podróżnika (którego b. lubię) Wojciecha Cejrowskiego. Któregoś dnia jego gościem w TV była osoba zajmująca się stawianiem horoskopów. P. Cejrowski wyrażał swoją niechęć do tego typu bzdur . Na koniec powiedział coś w rodzaju:
Nie wierzę w horoskopy i inne wróżby natomiast wierzę w Anioły Stróże. Ja mam swojego i kiedy mam jakąś trudną sprawę, proszę żeby skontaktował się z Aniołem S. człowieka, który jest mi w stanie pomóc. A są to przecież istoty wyższe więc jeśli widzą, że kierują nami szlachetne pobuki pomagają nam. I u mnie to działa.

Być może jego słowa + KD spowodowały, że wcieliłam to w czyn...

Re: Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 15 lis 2008, 20:00
autor: Jul
Konrad pisze:trochę tak jakby jest to odpowiedź na prośbę Jula, którą przeczytałem już po umieszczeniu tego rozdziału w sieci


Niesamowity zbieg okoliczności! :)
Dziękuję, Konradzie za dodanie na stronie fragmentu o aniołach.

Lilo, wypowiedź Cejrowskiego ciekawa, też zresztą czasami lubię posłuchać jego relacji z wypraw.
Niemniej ja np. przekonałem się, że dobry horoskop sprawdza się. Nie mam tu na myśli horoskopów gazetowych, które nie są nic warte. Chodzi mi o profesjonalistów, którzy indywidualnie zajmują się Twoim przypadkiem.
Byłem kiedyś u zawodowego astrologa, który mi postawił kosmogram (Bardzo trafny. Taki kosmogram stawia się w oparciu nie tylko o zwykłą datę urodzenia, ale także możliwie dokładną godzinę urodzenia oraz miejsce urodzenia). Byłem także u tarocistki - i jej "wróżby" też okazały się nadspodziewanie trafne. "Renomowane" dziedziny wróżenia, takie jak astrologia i tarot to nie jest moim zdaniem szarlataneria (chociaż wielu szarlatanów na pewno je wykorzystuje, podobnie jak fałszywe media w spirytyźmie).

Re: Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 16 lis 2008, 11:33
autor: lilo
Jul nie wiem czy zapoznałeś się z wypowiedziami Duchów (w KD) na temat wróżenia. Najkrócej mówiąc podczas wróżenia narażasz się na manipulację ze strony duchów złych, niskich, które wykorzystują Twoją naiwność. Najpierw jest ci pokazane coś co się wydzrzyło, coś co się wydzrzy - i częściowo zaczyna się zgadzać a częściowo nie bo duchy niskie robią sobie zabawę twoim kosztem. Podaję mój przykład: mojemu mężowi przepowiedziała wróżka, że pozna brunetkę, która będzie miała dwóch braci i rodziców o określonych cechach i urodzi dwóch synów. Wszystko się zgadza poza jednym ostatnim, które nigdy nie będzie się zgadzać.Mój mąż zanim mnie poznał był tarocistą na własny użytek (takie niebezpieczne hobby). Powiem tyle, że nie bez przyczyny nazywa się je kartami diabła - popadł w fascynację okultyzmem. Mąż nie uważa tamtego okresu życia za zbyt szczęśliwy. Wiara w tarot wypiera wiarę w Opatrzność. Czyli dobrowolnie zdajesz się na manipulację niskich duchów, które coś tam wiedzą bo przebywają w wymiarze który im to umożliwia, jednak tylko do pewnego stopnia z uwagi na poziom ich rozwoju. Nieraz jednak mają ubaw Twoim kosztem, jak tępo wierząc że coś nastąpi postępujesz w określony sposób rujnując sobie życie.
Co do horoskopów, sama byłam kiedyś zafascynowana zgodnością typów charakterów. Mój typ (lew, tygrys) totalnie zgadzał się z moją osobowością i podobało mi się to, do tego stopnia że popadłam w delikatną pychę. Zachowania ludzi tłumaczyłam przez pryzmat ich typów horoskopów, z czasem jednak uświadomiłam sobie, że nie jest to właściwe. Nawet, nie dlatego, że w Apokalipsie pisze, że guślarzy czeka "śmierć druga", ale postrzegałam ludzi poprzez przypisywane im cechy. Pożuciłam to (po moich traumatycznych przeżyciach) i nigdy nie wrócę. Nie byłam jednk nigdy u profesjonalnego astrologa.

Re: Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 22 lis 2008, 15:40
autor: Luperci Faviani
Moja niedoszła matka chrzestna zmarła na krótko przed zaniesieniem mnie do kościoła. W zasadzie nie poznałem jej ale czuję obecność tego dobrego Duszka, czuję jej opiekę, czuję się z nią bardzo silnie związany. Za jej życia nie poznałem zbyt dobrze mojej Opiekunki - prawda - ale nie oznacza to, że tak pozostało aż do dziś...

Na forum, w temacie poezja zamieściłem jakiś czas temu wiersz (szumne słowo), w którym opisałem jedno z dwóch spotkań z moim Duszkiem Opiekunem.

Re: Anioły i opiekunowie duchowi. Moje doświadczenie

Post: 08 gru 2015, 02:30
autor: Hansel
lilo pisze:Historię o zwracaniu się do Anioła Stróża w podobnych sytuacjach jak moja słyszałam od znanego podróżnika (którego b. lubię) Wojciecha Cejrowskiego. Któregoś dnia jego gościem w TV była osoba zajmująca się stawianiem horoskopów. P. Cejrowski wyrażał swoją niechęć do tego typu bzdur . Na koniec powiedział coś w rodzaju:
Nie wierzę w horoskopy i inne wróżby natomiast wierzę w Anioły Stróże. Ja mam swojego i kiedy mam jakąś trudną sprawę, proszę żeby skontaktował się z Aniołem S. człowieka, który jest mi w stanie pomóc. A są to przecież istoty wyższe więc jeśli widzą, że kierują nami szlachetne pobuki pomagają nam. I u mnie to działa.



Obrazek