Miałam kolejny sen. Znów było inaczej niż zawsze. Obudziłam sie na mokrej od łez poduszce i kompletnie, kompletnie wyczerpana bez żadnej energii z uczuciem jakbym wypiła butelkę wina tak wszystko wirowało a ja sie trzęsłam...
Sen zaczął sie od tego, że trzymaliśmy sie z Bratem za dwie ręce i wirowalismy jak dzieci w tańcu. Bylismy w obecnym wieku. Byliśmy w jakiejś jasnoszarej przestrzeni. Po chwili siedzielismy na plaży. Kolory były w tonacji czerwieni, pomarańczy, brązu było pięknie spokojnie. Mówiłam jak go kocham bardzo, jak czuje sie samotna, było nam razem tak cudnie spokojnie gdy patrzyliśmy na słońce i wodę. Nagle powiedziałam że powinien iść do światła. Za mną było jakby półkole bardzo jasne. Prosiłam aby tam sie udał bo tam będzie dobrze, ja na niego poczekam, będę obok... Piotrek wstał, troche niechętnie ale zaczął sie tam zbliżać. Płacząc zachecalam go... Nagle pojawił sie jakis pan wyglądał jak mistrz z filmu kung-fu

starszy, łysy z broda w białej szacie i tez zachęcał do wejścia a do mnie sie uśmiechał. Piotrek wszedł w ta jasność ja stanęłam obok. Ten starszy pan zaczął telepatycznie mowić ze tez tam moge wejść, ze będzie dobrze, ze moge zobaczyć. Zawahałam sie ale nie weszłam, powiedziałam ze jeszcze nie jestem gotowa ze wiem ze tam jest dobro... Stałam na tej plazy i patrzyłam w to zródło światła gdzie zniknął Brat. Nagle poczułam ze po mojej lewej stronie zbiera sie tłum postaci, jasnych ale jakby zarysy i czułam ze obserwują cos, cos ma sie zdarzyć ... Po prawej stał ten starszy pan i po chwili wyszedł mój brat z tej jasności tez tak na biało ubrany... Czułam ze jest juz dobrze, zapytałam sie czy ten pan go będzie czegoś uczył. A on odpowiedzial : a czemu ty mi nie ufasz dam radę

Stwierdziłam, że faktycznie ale jest moim młodszym braciszkiem i stad moja troska

... I obudziłam sie wyczerpana i zalana łzami.