Mój pogrzeb

Nasze opowieści, o tym jak Spirytyzm zmienił nasze spojrzenie na życie...

Mój pogrzeb

Postautor: atalia » 19 wrz 2011, 11:58

Czy ktos z Was zastanawiał sie juz o sposobie,w jaki mają być potraktowane jego doczesne szczątki (często przez mnie nazywane moim truchłem lub padliną)?
Być moze niewielu,jako że wiekszosć z Was to ludzie młodzi,czasem bardzo młodzi.Jednak moze ktoś już o tym myslał?...
Czy widzicie swój własny pogrzeb jako wspaniałą ceremonię z udziałem setek płaczących za Wami ludzi,poruszającą mszą żałobną,powodzią wieńców i wiazanek,nastepnie wspaniałym marmurowym nagrobkiem( :P ),czy też zgoła całkiem inaczej?
Ja i mój mąż wydalismy juz córce stosowne dyspozycje odnosnie potraktowania naszych przyodziewków ziemskich i oto jak to ma wyglądać:
1.Ciała spalić w zakładzie utylizacji,zwanym tez źle kojarzącym się słowem "krematorium".
2.Urny odebrac,prochy(będace wszak produktem ekologicznym) dyskretnie(ćśśśś...) rozsypac gdzies w lesie lub nad jeziorem.


Aha,mój maż stwierdził,że jednak życzyłby sobie obecnosci kapłana przed spaleniem jego ciała,stwierdzajac "ja tam jestem katolikiem"-chyba takim bardziej spirytystycznym,hehh... :lol:
Na poczatku powiedziałam,ze mi to tam wszystko jedno-z księdzem czy bez,po namyśle jednak orzekłam,ze dobrze może byłoby,by ktoś wspomógł mnie modlitwą (celowo nie mówie "moją duszę"-przeciez moja dusza to ja)w drodze do światła.

That`s all folks ( z kreskówek Hanny i Barbery)
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: Mój pogrzeb

Postautor: Voldo » 19 wrz 2011, 13:31

A tak, myślałem o tym...

Ja tam bym chciał, by na początek wzięto ode mnie wszystkie organy które jeszcze się komuś nadadzą do czegokolwiek, a następnie to, co ze mnie zostanie, spalić... Prochy najlepiej właśnie gdzieś rozsypać, bo po co komu trochę prochu :) W sumie najlepiej to w lesie.
Czy ksiądz ma przy tym być? Nie, nie musi. Najlepiej, żeby się za mnie pomodlili ci, którzy robią to szczerze i bezpłatnie :)
Tomasz

„Jezus Chrystus nie prosił nas o wiele, nie wymagał od ludzi, by wspinali się na Mount Everest, czy wielce się poświęcali. Prosił nas tylko o to, byśmy kochali drugiego człowieka.” - Chico Xavier

Wiceprzewodniczący PTSS
Przewodniczący Wrocławskiego Oddziału PTSS
tomasz.grabarczyk.spirytyzm@gmail.com
Awatar użytkownika
Voldo
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2204
Rejestracja: 08 lut 2010, 15:58
Lokalizacja: Wrocław

Re: Mój pogrzeb

Postautor: 000Lukas000 » 19 wrz 2011, 15:22

Tak jak powiedział Voldo, jeśli jeszcze coś będzie sprawne mają to komuś dać, w końcu do naszych ciał dużo części zamiennych nie ma.

Przed śmiercią, jeśli mi będzie dane, zaproszę swoich bliskich i wypijemy szampana za mój powrót, to będzie przesłanie ode mnie że śmierci nie powinni się bać. Ciało, jak nie będzie się nadawało do przeszczepu dostanie uniwersytet medyczny ale ten kto wpłaci jakąś sumkę na konto jakiejś charytatywnej organizacji, a oni niech się na nim uczą, coś z niego będzie.
Jeśli miał by się odbyć pogrzeb to chyba tylko z pustą trumną, stricte katolicki ze wszystkimi obrządkami, mi to wsio rawno, ale część mojej rodziny jest katolikami, i to z powodu nich, po co miał bym ich zniesmaczyć albo ranić?
Czemu nie miał bym uszanować tego w co oni wierzą?
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1685
Rejestracja: 13 kwie 2011, 12:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: Mój pogrzeb

Postautor: atalia » 19 wrz 2011, 15:37

Heheh..moje organy wewnętrzne to chyba nawet psu na budę sie nie zdadzą... :P
Lukasie,uczucia osób bliskich są wazne,ale moi bliscy,którzy jeszcze drepcą po tym padole są ukierunkowani raczej na spirytyzm (nie chwalęcy się,czyja to zasługa?)niz na katolicyzm i do sprawy śmierci i szczatków doczesnych podchodzą w sposób racjonalny i bez negatywnych emocji.
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: Mój pogrzeb

Postautor: Luperci Faviani » 20 wrz 2011, 00:01

atalia pisze:Czy ktos z Was zastanawiał sie juz o sposobie,w jaki mają być potraktowane jego doczesne szczątki

Powiedziałem rodzinie: "zostawić tam, gdzie się przewrócę" :lol:

A gdyby ksiądz żądał wysokiej zapłaty za pochówek to powiedzieć, że jestem/byłem spirytystą i zostawić na środku kościoła - niech się martwi :twisted:

Dzisiaj pracowałem przy wykopach archeologicznych, gdzie odkryto szkielety z XV w. Kucając przy nich zastanawiałem się, czy im jeszcze na tych resztkach ciała zależy...
Luperci Faviani - życie jest niczym, wieczność jest wszystkim.
La certitude est une autre dimension de la croyance.
Awatar użytkownika
Luperci Faviani
 
Posty: 2399
Rejestracja: 22 lip 2008, 17:23
Lokalizacja: Niemcy

Re: Mój pogrzeb

Postautor: atalia » 20 wrz 2011, 09:56

A propos opłat za pochówki-niedawno odwiedzili nas przyjaciele,którzy mówili,ze w miejscowości gdzie mieszkają ksiadz proboszcz ma ustalony taryfikator za posługi kościelne,i tak np. "pogrzeb-1000zł", "ślub-1500",itd.Jezeli ktoś oswiadcza ,ze nie stac go na taką cenę,ksiadz posuwa się do złośliwych komentarzy w rodzaju :"Ciebie nie stać?Lepiej dobrze poszukaj w kieszeniach".
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: Mój pogrzeb

Postautor: natalia » 20 wrz 2011, 13:05

Myślałam o tym, ale niezbyt intensywnie, tylko tak trochę ;)

Doszłam do wniosków następujących:

1. Miałam, ale zgubiłam oświadczenie woli, więc muszę napisać jeszcze raz. Czyli zgadzam się na pobranie moich narządów/wszystkiego tego co może się przydać komuś innemu w transplantologii. Rodzinie powiem, że w razie śmierci mózgowej, moją wolą jest, aby stało się tak jak wyżej napisałam. Przed jakimiś zabiegami/operacjami powiem też o tym lekarzom. W razie śmierci naturalnej, jeśli coś się może przydać, też jak najbardziej, byle szybko, można ode mnie wziąć ;)

2. Czy będę spalona na proch i wsypana do urny czy umyta/ubrana i włożona do trumny to w sumie mi to obojętne. Z jednej strony, niektórzy wolą prochy/urnę, bo praktyczniejsze, spalą cię, wsypią, potem do grobu, albo i nie i tyle. Mniej miejsca zajmuje na cmentarzu, jeśli jest to taki specjalny mały pomnik na urnę, sama urna to nie trumna, nie ma tego rozkładu co w przypadku tradycyjnego pochówku, tak jakoś jest 'higieniczniej'. Z drugiej strony większość ludzi woli tradycyjny pochówek, większość Polaków jest katolikami czy z praktyki czy z teorii, a jak wiadomo KRK niby dopuszcza kremacje, ale preferuje tradycyjne pochówki. Ale dochodzi do tego cały ten proces rozkładu ciała- coś okropnego. Smród, zgnilizna, robactwo i same wstrętne fizyczne procesy. Należy też sobie wyobrazić np. klęskę żywiołową np. powódź, która cmentarza nie omija albo jakieś niebezpieczne podnoszenie wód, co się może wtedy dziać z urnami i trumnami z ciałami, o wiele większy 'syf' jest z trumnami i ich zawartością w połączeniu z wodą. Dlatego niektórzy wolą kremację.
Jako historyk i zamiłowaniami archeologicznymi patrzę też trochę na to i z innej strony.
Więcej pożytku dla nauki (archeologii, historii, antropologii itd.) przynoszą pochówki szkieletowe. Przykład: archeolodzy odkrywają 2 cmentarze z tego samego okresu, sprzed powiedzmy 500 lat. Na jednym są tylko urny z samymi prochami a na drugim tylko i wyłącznie pochówki szkieletowe. W pierwszym przypadku można zbadać wiek urn/prochów i w zasadzie niewiele więcej. W drugim przypadku, jeśli szkielety dobrze się zachowały, w stanie (raczej) kompletnym można dowiedzieć się na podstawie samego szkieletu, jakiej płci był zmarły, jakiego wieku, czy miał jakieś złamania/urazy/choroby, w jakiej pozycji mógł być/został pochowany, co to mogło oznaczać co mogło być przyczyną jego śmierci. Na podstawie czaszek można robić rekonstrukcje twarzy itd. itp. Naukowcy mają większe pole do popisu i więcej się dowiedzą, badając szkielety.

3. W przyszłości mam zamiar przejść formalnie do protestantów i jeżeli pod koniec życia żałować tego nie będę, to będę chciała być pochowana na cmentarzu protestanckim, ewentualnie komunalnym, ale nie katolickim. Pogrzeb chciałabym protestancki. A modlić się za mnie nikt nie musi. W KEA (luteranie) ludzie nie modlą się za zmarłych, bo nie wierzą w czyściec, chociaż są podobno jakieś tam odłamy że dopuszcza się modlitwę za zmarłych. Większość jeśli się modli to za rodzinę zmarłego. W każdym bądź razie chciałabym, aby na moim pogrzebie byli tylko ludzie, którzy mnie kochali/lubili/szanowali. A jakby ktoś miał zamiar się modlić, to chciałabym aby to była szczera modlitwa, z potrzeby serca, czy to za mnie, czy za moją rodzinę.

4.Atalio,teraz wszędzie w KRK tak jest. Patrząc na całe duchowieństwo katolickie, szybko stwierdza się, że mało kto jest duchownym z tego tzw. powołania. Te posługi religijne to są 'normalne' usługi, do tego jeszcze często drogie. I żeby było ciekawiej nazywa się je 'OFIARĄ' (z sugestią, że jest to dobrowolna ofiara). Mało gdzie jest 'co łaska', a jeszcze mniej jest kościołów gdzie ślubu, pogrzebu, chrztu itd. udzielą za darmo. Znajomy mojego kolegi z pracy chciał wziąć ślub kościelny, poszedł i się pyta o to, ksiądz mu powiedział "1500 zł, albo ślubu nie będzie!" Gość westchnął, że drogo, ale zgodził się. Jednocześnie zaznaczył, że ksiądz ma mu napisać karteczkę, że za ślub to bierze tyle i tyle, bo do czegoś mu to potrzebne było. Ksiądz zgodzić się nie chciał, ale w końcu ustąpił. Ksiądz wypisał karteczkę, na której widniało "Ofiara z okazji ślubu 100 zł", po czym wyciągnął łapę po 1500 zł...Gość zbystrzał, po czym bierze kartkę, wyciąga portfel, wyjmuje 100 zł i daje księdzu. A ten oburzony, że no jak to, przecież inaczej się umawiali!!!!!!!!!!!A gość "No po prostu. Jak idę do sklepu, robię zakupy i dostaję paragon, że 100 zł do zapłaty, to daję 100 zł a nie 1500!" Ot i księdza załatwił :mrgreen: Z resztą jakiego księdza.
M. in. dlatego mam zamiar odejść z tego Kościoła. U protestantów, to nie ludzie są dla księży, ale księża dla ludzi i wierzę, że żaden pastor by się tak chamsko i materialistycznie nie zachował. To w ogóle jest inny Kościół gdzie panują inne zasady, w moim przekonaniu lepsze.

5. Z tym rozsypywaniem prochów to trzeba uważać :lol:
Kiedyś oglądałam jakiś program i była tam taka historia opowiedziana: Facet umierał i wiedział, że lada moment żywot zakończy. Za życia bardzo kochał chadzać w jedno miejsce, na jakąś górę, czy to sam czy z synami. Przed śmiercią zażyczył sobie, że jak umrze mają go spopielić, wsypać do urny, urnę wziąć w ręce, wspiąć się na sam szczyt tej góry i wysypać. Tak też się stało. Synowie wzięli sproszkowanego ojca na górę, była akurat wtedy zła pogoda, było zimno, wietrznie, jak się wspinali zaczął padać ulewny deszcz. W końcu wdrapali się na szczyt, spoceni, zmęczeni, cali mokrzy od deszczu. Chyba zaczęli się albo modlić, albo mówić coś do ojca lub o nim, po czym zaczęli intensywnie wysypywać prochy. W momencie wysypywania powiał silny wiatr w ich stronę i prochy ojca... przykleiły się do nich, do mokrych ubrań i ciała :mrgreen: :lol:
Awatar użytkownika
natalia
 
Posty: 29
Rejestracja: 14 gru 2009, 17:33

Re: Mój pogrzeb

Postautor: atalia » 20 wrz 2011, 14:46

Hahaha... :lol: z tym ksiedzem to doskonała historyjka,nieźle się ubawiłam.
A jeśli chodzi o rozsypanie moich prochów będe musiała przestrzec bliskich,by zrobili to przy ładnej pogodzie. :) Na dobrą sprawę to mogą trzymać je w domu,ale watpię,zeby chcieli.Niech maja taką namiastke pochówku-jak dla mnie to moje "drogie prochy" moga nawet swinie zeżreć
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: Mój pogrzeb

Postautor: nataliajagoda » 21 wrz 2011, 18:46

Luperci Faviani pisze:"zostawić tam, gdzie się przewrócę" :lol:

:D hehe usmialam sie!

Jesli chodzi o mnie...
powiedzialam wszystkim, ze maja mnie spalic... i nie plakac, bo mnie juz na pewno jest lepiej. Babcia nie chciala mnie sluchac :P kochana moja... :) poprosilam tylko o piekna urne, bajerancka, zeby podkrecic atmosfere "zalu i zadumy". (swoja droga tak strasznie denerwuje mnie kultura polakow, robiaca ze smierci temat tabu !! zamiast zebrac wszystkich przy stole, usiasc porozmawiac o tym, zeby byla jasna sprawa jak kto chce byc pochowany co z rzeczami, o czym chce zebysmy pamietali...to milcza, zmieniaja temat! mega gowniarskie podejscie jak dla mnie. Dorosli ludzie a nie potrafia porozmawiac o czyms co tak bardzo pozniej ulatwia sprawe. To samo jest z dziecmi trzymanymi pod kloszem, ktore nie moga zobaczyc zwlok pod zadnym pozorem, nie rozmawia sie z nimi o smierci. Pozniej bardzo cierpia... tak jak ja np.)
Napisalam tez wstepny testament, zeby wiedzieli co maja zrobic z rzeczami. Sa takie rzeczy ktore nie chcialabym zeby zostaly wydane, zapomniane, a przekazywane dalej w rodzinie. To zawarlam w testamencie.
Coraz czesciej mysle o smierci, ulotnosci zycia... i sadze ze zyje w taki sposob ze w kazdej chwili moge opuscic nasza ziemie.

Co do pochowku...rodzina chyba nie pozwolilaby mi siedziec na kominku.... pewne odbylby sie katolicki pogrzeb z kaplanem, zostawiam to w ich rekach.
nataliajagoda
 
Posty: 42
Rejestracja: 16 cze 2011, 15:24

Re: Mój pogrzeb

Postautor: Luperci Faviani » 21 wrz 2011, 23:41

nataliajagoda pisze:Napisalam tez wstepny testament, zeby wiedzieli co maja zrobic z rzeczami.

A mnie kompletnie nie obchodzi co rodzina zrobiłaby z moimi rzeczami. Może jedyną sprawą tego typu, o której myślę, to moje mieszkanie, które po części należy jeszcze do banku... i nie chciał bym aby właśnie bank zamiast mojej rodziny położył na nim rękę.
Luperci Faviani - życie jest niczym, wieczność jest wszystkim.
La certitude est une autre dimension de la croyance.
Awatar użytkownika
Luperci Faviani
 
Posty: 2399
Rejestracja: 22 lip 2008, 17:23
Lokalizacja: Niemcy

Następna

Wróć do Nasz Spirytyzm

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość