Pieć lat wstecz...
Witam Was serdecznie,
Postanowiłam napisać ten post, gdyż.. postanowiłam. Sama nie wiem dlaczego. Mogę się jedynie domyślać
Jak niektórzy z Was wiedzą, trafiłam na to forum 5 lat temu. Znalazłam się tutaj z powodu doświadczeń, których byłam uczestnikiem, a których nie rozumiałam. Przez jakiś czas czynnie uczestniczyłam w życiu forum, w spotkaniach online, parę razy byłam na spotkaniu w Warszawie. W tym okresie pracowałam nad rozwijaniem mediumizmu, otrzymywałam przekazy (którymi nigdy się nie podzieliłam), miałam kontakty bezpośrednie z Przyjaciółmi z drugiej strony.
I tutaj chciałabym zacząć niestandardowo, bo od końca. Dokładnie od ostatniego kontaktu, który otrzymałam. Mam nadzieję, że ten post będzie w jakimś sensie ku przestrodze. Chciałabym pokazać Wam, jak łatwo wszystko popsuć, gdy przestajemy nad sobą pracować, gdy przestajemy o siebie walczyć, gdy nasze wybory sprawiają, że dyscyplina i samorozwój przestają się liczyć.
Na którymś etapie życia po prostu się pogubiłam. Zamiast walczyć o siebie i wziąć się z życiem za bary postanowiłam koic smutki w chmielu. Nie żebym wpadała w jakieś ciągi, w których nie miałam nad sobą kontroli, co to to nie - miałam życie do ogarnięcia. Ale codziennie wieczór dwa, trzy piwka pozwalały się zrelaksować. Nie przeszkadzało mi to jednak w nawiązywaniu kontaktów z drugą stroną, która, powiedzmy sobie szczerze, była coraz bardziej rozczarowana moją postawą. Próbowali mi to powiedzieć, próbowali ze wszystkich sił naprowadzic mnie na odpowiednie tory, ale ja byłam zbyt uparta. Zbyt prożna. Zbyt pewna siebie. Wydawało mi się, że skoro udawało mi się utrzymywać kontakty przez długi czas, to nic tego nie zmieni.
Nic bardziej mylnego. Oto ostatni przekaz jaki otrzymałam i nie ukrywam, iż ton wypowiedzi mnie zaskoczył:
"Masz wolną wolę, ale wiedz, że my też. Jeśli nie będziesz szanować nas i tego, co masz my nie będziemy mieć przyjemności kontaktowania się z tobą i poświęcania ci naszego czasu.
Teraz pytaj.
Jesteś słaba jak każdy człowiek. Pomyłki zdarzają się każdemu, blądzenie to naturalny etap ludzkiej egzystencji. Ważne, by zrozumieć błąd i poczuć wstyd, żałować swoich czynów. Wówczas wszystko ma mniejszą wagę, czyny nie urastaja do rangi krzywdzacych, a jedynie do błędów. "
Hmmm, może komuś się wydać, że ten post jest zbyt osobisty. Nie podchodzę do tego w ten sposób. Mam dystans do samej siebie, a jednocześnie wychodzę z założenia, że doświadczeniami należy się dzielić. Nie wiem dlaczego właśnie 1.11 ktoś postanowił dać mi druga szansę. Ale wiem, że częścią tej szansy było napisanie tego posta. Przyjmijmy, że to katharsis. Odgrzebanie tego, co leżało w szufladzie przez ostatnie 5 lat. Stawienie czoła samej sobie, własnym słabościom i wstydowi.
Przesłanie wydaje się proste: jeśli mamy w dłoniach klejnot róbmy wszystko, by z dnia na dzień świecił coraz jaśniej. Nie pozwólmy by pokrył go kurz. Dbajmy o to, co otrzymujemy i pracujmy nad sobą, by być godnymi powierzonego nam skarbu.
Nie zawsze dostaniemy druga szansę. Nie zawsze będziemy mieli okazję na odpracowanie negatywnego wrażenia, które wywarlismy. Nie zawsze znajdziemy w sobie siłę, by przyznać się do błędu.
Żyjmy więc tak, aby pierwsze wrażenie było pozytywne, aby nie było konieczności proszenia o kolejną szansę, aby wewnętrzna siła służyła nam do "naprawiania" świata, a nie własnych błędów.
EDIT: udało mi się dodać załączniki, dzięki Krzychu
Postanowiłam napisać ten post, gdyż.. postanowiłam. Sama nie wiem dlaczego. Mogę się jedynie domyślać
Jak niektórzy z Was wiedzą, trafiłam na to forum 5 lat temu. Znalazłam się tutaj z powodu doświadczeń, których byłam uczestnikiem, a których nie rozumiałam. Przez jakiś czas czynnie uczestniczyłam w życiu forum, w spotkaniach online, parę razy byłam na spotkaniu w Warszawie. W tym okresie pracowałam nad rozwijaniem mediumizmu, otrzymywałam przekazy (którymi nigdy się nie podzieliłam), miałam kontakty bezpośrednie z Przyjaciółmi z drugiej strony.
I tutaj chciałabym zacząć niestandardowo, bo od końca. Dokładnie od ostatniego kontaktu, który otrzymałam. Mam nadzieję, że ten post będzie w jakimś sensie ku przestrodze. Chciałabym pokazać Wam, jak łatwo wszystko popsuć, gdy przestajemy nad sobą pracować, gdy przestajemy o siebie walczyć, gdy nasze wybory sprawiają, że dyscyplina i samorozwój przestają się liczyć.
Na którymś etapie życia po prostu się pogubiłam. Zamiast walczyć o siebie i wziąć się z życiem za bary postanowiłam koic smutki w chmielu. Nie żebym wpadała w jakieś ciągi, w których nie miałam nad sobą kontroli, co to to nie - miałam życie do ogarnięcia. Ale codziennie wieczór dwa, trzy piwka pozwalały się zrelaksować. Nie przeszkadzało mi to jednak w nawiązywaniu kontaktów z drugą stroną, która, powiedzmy sobie szczerze, była coraz bardziej rozczarowana moją postawą. Próbowali mi to powiedzieć, próbowali ze wszystkich sił naprowadzic mnie na odpowiednie tory, ale ja byłam zbyt uparta. Zbyt prożna. Zbyt pewna siebie. Wydawało mi się, że skoro udawało mi się utrzymywać kontakty przez długi czas, to nic tego nie zmieni.
Nic bardziej mylnego. Oto ostatni przekaz jaki otrzymałam i nie ukrywam, iż ton wypowiedzi mnie zaskoczył:
"Masz wolną wolę, ale wiedz, że my też. Jeśli nie będziesz szanować nas i tego, co masz my nie będziemy mieć przyjemności kontaktowania się z tobą i poświęcania ci naszego czasu.
Teraz pytaj.
Jesteś słaba jak każdy człowiek. Pomyłki zdarzają się każdemu, blądzenie to naturalny etap ludzkiej egzystencji. Ważne, by zrozumieć błąd i poczuć wstyd, żałować swoich czynów. Wówczas wszystko ma mniejszą wagę, czyny nie urastaja do rangi krzywdzacych, a jedynie do błędów. "
Hmmm, może komuś się wydać, że ten post jest zbyt osobisty. Nie podchodzę do tego w ten sposób. Mam dystans do samej siebie, a jednocześnie wychodzę z założenia, że doświadczeniami należy się dzielić. Nie wiem dlaczego właśnie 1.11 ktoś postanowił dać mi druga szansę. Ale wiem, że częścią tej szansy było napisanie tego posta. Przyjmijmy, że to katharsis. Odgrzebanie tego, co leżało w szufladzie przez ostatnie 5 lat. Stawienie czoła samej sobie, własnym słabościom i wstydowi.
Przesłanie wydaje się proste: jeśli mamy w dłoniach klejnot róbmy wszystko, by z dnia na dzień świecił coraz jaśniej. Nie pozwólmy by pokrył go kurz. Dbajmy o to, co otrzymujemy i pracujmy nad sobą, by być godnymi powierzonego nam skarbu.
Nie zawsze dostaniemy druga szansę. Nie zawsze będziemy mieli okazję na odpracowanie negatywnego wrażenia, które wywarlismy. Nie zawsze znajdziemy w sobie siłę, by przyznać się do błędu.
Żyjmy więc tak, aby pierwsze wrażenie było pozytywne, aby nie było konieczności proszenia o kolejną szansę, aby wewnętrzna siła służyła nam do "naprawiania" świata, a nie własnych błędów.
EDIT: udało mi się dodać załączniki, dzięki Krzychu