Mam na imię Sebastian, mam 24 lata i pochodzę z południowo wschodniej części Polski.
Żeby lepiej wyjaśnić dlaczego się tu znalazłem muszę mniej więcej streścić kilka ostatnich lat mojego życia dlatego tak w dużym skrócie: urodziłem i wychowałem się w rodzinie katolickiej więc jasną sprawą było chodzenie do kościoła, wierzenie w Boga itd. W pewnym okresie swojego życia chodziłem do kościoła z z własnej nie przymuszonej woli i dawało mi to czego potrzebowałem i czułem się z tym dobrze i byłem mocno wierzący choć nie lubiłem np. chodzić na różaniec ale modliłem się rano i wieczorem. Przez kilka lat było mi z tym dobrze ale pojawiały się co raz większe wątpliwości co do słuszności wiary w bóstwo i systemów religijnych. Z początku udawało mi się zbijac argumenty antyklerykałów itd. ale z czasem stanąłem po ich stronie bo argumenty psychologiczne i historyczne stały się bardziej logiczne i doszedłem do konkluzji- to nie Bóg stworzył człowieka ale człowiek boga. Może nie będę się teraz nad tym rozwodził jak do tego doszedłem ale można to porównać do wiary dziecka w św. Mikołaja i odkryciu, że jest to ściema dla dzieci aby były grzeczne i potem dac im nagrodę aby były szczęśliwsze co jakiś czas. Potem jak wiadomo dzieci odkrywają prawdę na jego temat. Tak się właśnie czuje- jak takie dziecko, które rozkminiło, że to nie możliwe aby jeden gruby koles przeleciał z reniferami cały świat w jedną noc i wchodząc przez kominy rozdał prezenty dzieciom na całym świecie. To wszystko jest ładne, fajne ale komercyjne i zakłamane tak jak kościół i jakies systemy religijne a w skrajnych przypadkach sekty.
Jednak pozostała mi do wyjaśnienia kwestia duchów i życia po śmierci. Duchy od zawsze mnie zastanawiały, zawsze były jakieś historie z nimi związane, fakty, mity, zdjęcia itd. To mnie zastanawiało i nie mówię tu o jakiś objawieniach Matki Boskiej gdzieś tam ale o "neutralnych" duchach na całym świecie bez otoczki religijnej. Rozkminiając te sprawę doszedłem do wniosku, że duchy prawdopodobnie istnieją (ale nie mam na to dowodów i nie dam sobie za to uciąć ręki) i jest coś po śmierci ale nie jest to takie jak przedstawiają religie tego świata bo co religia to inne wyobrażenie życia po śmierci, inne przykazania, zakazy i pojęcia grzechów. Wydawało mi się, że musi to być neutralne bez konieczności bytu świątyń i kapłanów i jak się okazało po zaczerpnięciu minimum wiedzy o spirytyscyźmie (wybaczcie jeśli źle to odmieniłem) moje wcześniejsze rozkminy w dużej mierze się z tym pokrywają.
Duchów jako tako nie widziałem w swoim życiu ale w wrześniu ubiegłego roku zmarł mój tata. Jesienią jeszcze tamtego roku miałem pewien specyficzny dzień i noc bo miałem wrażenie jakby ktoś był w domu. Słyszałem dwa niby normalne dźwieki, jakieś stuknięcie a to zamkniecie sie drzwi jakby przeciąg. W nocy też czułem jakąś taką jakby obecnośc w moim pokoju i jakby coś było nad łóżkiem. Maiłem jakieś złe przeczucia i następnego dnia miałem upadek na motocyklu. Upadek jak upadek ale jakoś tak dziwnie się to zbiegło ze sobą. Od tamtego czasu w sumie nie miałem podobnego uczucia obecności w domu.
Długie przywitanie ale skoro już sie tak napociłem z tym to było by miło gdyby ktoś z was się do tego odniósł i to skomentował w oparciu o swoją wiedzę.
Pozdrawiam!
