Błędem mojego poprzedniego postu był brak odwołania do konkretnych lektur. Kiedy coś wprost cytujemy łatwiej nam się wystrzec opinii „przemądrzałego studenta historii”. A jako, że w dyskusjach czasami używa się chwytów poniżej pasa, mogłem to przewidzieć.
Odnośnie tego co napisał Sigma, śpieszę dodać, że nie mam problemów z soborem nicejskim. Miałem go może cztery lata temu, gdy zostałem po prostu zmuszony, żeby czytać
historie kościelne, konkretnie te fragmenty, które dotyczyły panowania Konstantyna Wielkiego. I bardzo się cieszę, że mam teraz na głowie ważniejsze sprawy. Fascynuje mnie przede wszystkim druga połowa XIX wieku i okres międzywojenny i rad jestem, że porzuciłem zainteresowanie historią starożytną już parę lat temu.
Niech więc sami przemówią owi doświadczeni historycy późnoantyczni, żebym nie wyszedł na przemądrzałego manipulatora, który myśli, że wie więcej niż mu się wydaje. Wszelkie uwagi proszę kierować do tych panów:
http://img171.imageshack.us/f/sozomenhermiaszhistoria.jpg/Tekst jest fragmentem Historii Kościelnej Sozomena Hermiasza.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sozomenoshttp://img3.imageshack.us/i/sozomenhermiaszhistoria.jpg/jw.
http://img248.imageshack.us/i/sokratesscholastykw.jpg/To jest fragment dzieła Sokratesa Scholastyka
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sokrates_ScholastykTego rodzaju teksty źródłowe są wykorzystywane przez każde kolejne pokolenie historyków, którzy budują swoje narracje na ten temat. O ile więc mogę odwołać się do źródła z epoki, o tyle też zadaję sobie ten trud i robię to. Dobrze jest jeszcze przeczytać
Vita Constantini Euzebiusza z Cezarei, bo to dziełko stanowi również doskonałe źródło do poznania tego, jak Konstantyn Wielki wykorzystał chrześcijaństwo do celów politycznych. Na pewno w necie jest gdzieś tekst angielski.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Vita_ConstantiniZainteresowanym mogę użyczyć te teksty w formie PDF.
odrobinka refleksji wystarczy żeby uznać obiektywną przecież rzeczywistość zaistnienia na przestrzeni dziejów wielu historyków, teologów czy - to istotne - egzegetów którzy realności głównych przynajmniej wydarzeń ST i NT nie negowali.
Jedną z najciekawszych rzeczy w historiografii jest właśnie jej zmienność. To, co jest oczywiste dla historyka XXI wieku nie musiało być oczywiste dla historyka z wieku XIX-tego, czy dla dziejopisa z wieku XIV. Z tej prostej przyczyny, że historia jako nauka również się rozwija, zmieniają się punkty widzenia, zmieniają się metody badawcze, sposoby narracji, cele jakie jej przyświecają, większe lub mniejsze przywiązanie do opisywanych zdarzeń. Obecnie są historycy, którzy twierdzą, że „nie ma rzeczywistości poza tekstem”, albo że „wydarzenia historyczne” same w sobie nie są poznawalne, możemy poznać tylko ich opisy, ten subiektywny produkt ludzkiej świadomości, który wynikł z przyswojenia obiektywnej treści. Można powiedzieć, że zdarzenia historyczne to były pewne fakty fizyczne zaistniałe realnie w danym miejscu i czasie, natomiast każda relacja historyczna, każda próba opisu czy nawet całościowego ujęcia jest już skażona subiektywizmem autora. Nawet wybór tekstów źródłowych jest już subiektywny, bo ktoś przecież wybiera. Jeśli czegoś uczy historia, to właśnie odporności na manipulację. I nikt się z tego prawa nie wyłamie, bo każdy kto do czegoś się odnosi, zawsze pozostawia część siebie i swoich opinii w tym, co napisał. Rzecz ta dotyczy również „wielu historyków, teologów czy egzegetów” w każdej epoce i szerokości geograficznej. Nie bez przyczyny Biblię odczytywano literalnie, kiedy zgadzała się z wiedzą przyrodniczą. Kiedy przestała się zgadzać, pojawiło się rozróżnienie na fragmenty "dosłowne" i "symboliczne". To co najpiękniejsze, to uchwycenie tego jako pewnego ważnego procesu. Nie mamy prawa tego zamiatać pod dywan.
Chcę, żeby to było jasne, bo z natury jestem takim człowiekiem, który musi coś sprawdzić, argument z autorytetu to nie jest argument w dyskusji. Ufam raczej temu, kto był świadkem zdarzenia albo miał dobre źródło do jego poznania, niż temu, który ma rację, bo jest "dobrym teologiem", albo "doświadczonym historykiem".
Naprawdę przykro mi wielce że ktoś dostał po mordzie ale istotne jest może bardziej to czy Reformatorzy chrześcijaństwa odrzucili koncepcję Boga trójosobowego ? W większości nie, koncepcja Boga trójosobowego jest wpisana w chrześcijaństwo.
Kwestia czy ktoś dostał po mordzie przy ustalaniu podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej jest dosyć istotna. Natomiast teologom pozostawię kwestię na ile
walenie w mordę odbywało się za inspiracją Ducha Świętego.