Napiszę dzisiaj coś bardziej nawiązującego do moich doświadczeń życiowych, mniej do Biblii czy buddyzmu. Szczerze mówiąc, trochę mi trudniej pisać

. Skąd mam wiedzieć czy to moja podświadomość, treści które w nią zapadły od mojego obecnego poczęcia czy też może rzeczywiście pamięć wcieleń poprzednich ?
Ale jest możliwe że to wspomnienia z poprzedniego wcielenia.
Z dzieciństwa pamiętam koszmarne sny. Powtarzające się co jakiś czas, tego nie pamiętam dokładnie. Chyba co kilka miesięcy. I te sny powtarzały się do końca podstawówki.
Dwa były podobne do siebie. Znajdowałem się w nich w pomieszczeniu bez wyjścia.
W jednym z nich wiedziałem że coś spada z góry. A ja nie mam dokąd uciec.
W drugim z nich uciekałem przed ognistą kulą, odbijającą się od ścian pomieszczenia. Też nie miałem dokąd uciec.
I był jeszcze jeden sen.
W trzecim ze snów postać widoczna z daleka nagle się przybliżała. Czegoś chciała ode mnie. Pamiętam że mając trzydzieści kilka lat oglądałem "Strażnika Teksasu"

. Pamiętam ptaka który siedział na płocie. Chyba jakiś drapieżnik. Zamachał skrzydłami i zaczął lecieć, zbliżając się. Kiedy był blisko, nagle, przez moment, okazało się że ma twarz starego Indianina. W tej scenie Chuck Norris nie wiedział co ma zrobić a Indianie północnoamerykańscy odwoływali się chyba w takich okolicznościach do duchów przodków (Norris jest półkrwi Indianinem). Pamiętam że o ile oglądanie "Strażnika Teksasu" było zdecydowanie rozrywką to oglądając tę scenę pierwszy raz mało co nie spadłem z krzesła z wrażenia. Celowo później obejrzałem ją jeszcze parokrotnie, bo tego w ogóle nie rozumiałem. Za każdym razem czułem przeszywający niepokój.
Urodziłem się w roku 1963. Jakie wtedy, w tamtym mniej więcej czasie były wojny na świecie ? Chyba głównie w Azji...
W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zamieszkałem na całe pięć lat w jednym z akademików Politechniki Krakowskiej na nowohuckich Czyżynach. Tak się złożyło że moimi sąsiadami przez cały czas mieszkania w akademiku, pomimo tego że zmieniałem pokoje i piętra, byli Arabowie. Muzyka, której chętnie słuchali, moich kolegów przyprawiała o ciężką frustrację. A we mnie wyzwalała niepohamowaną wręcz tęsknotę...
Ponieważ tego w ogóle nie rozumiałem, zainteresowałem się jakie wrażenia wzbudzi u mnie muzyka z serca Afryki (mieliśmy kolegów z Kenii, Nigerii i Zimbabwe). Kompletnie żadnych, chociaż celowo sprawdziłem.
Chodzę czasem do baru prowadzonego przez Wietnamczyków. Kilka razy włączyli magnetofon z nagraniami swojej muzyki. Obudziła się we mnie ta sama tęsknota co wtedy, wiele lat wcześniej podczas słuchania przez ścianę muzyki arabskiej... Wszak melodia całkiem podobna, chociaż Liban od Wietnamu dzieli wielka odległość.
Nie wiem czy byłem Azjatą. I czy to ma jakieś znaczenie. Tak na "tu i teraz".
Wzrastałem w środowisku kompletnie zlaicyzowanym od przynajmniej dwóch pokoleń. To nie miało związku z poglądami politycznymi (chociaż gdyby miało to laicyzacja pozostałaby laicyzacją), raczej ze zdecydowanym antyklerykalizmem. Ale moja śp. Mama bardzo dbała o maleńki posążek Buddy. Stał zawsze na swoim miejscu. Kiedy byłem mały i "poznawałem świat", zainteresowałem się kto to właściwie jest. Malutki, siedzi i patrzy się przed siebie ? Mama wyjaśniła że to Budda i że on stworzył wielką religię. Zainteresowałem się jaką ale Mama nie wiedziała dokładnie...

Ale Mama była głęboko przekonana o rzeczywistości kołowrotu wcieleń. Wiele razy do tego wracała przed śmiercią. Mówiła że będzie musiała się ponownie narodzić. Ja zawsze słuchałem, nic właściwie nie mówiłem.
Kiedy Mama była bardzo chora, raczej wiadomo było że wkrótce umrze, zorganizowałem wizytę księdza. Spowiedź, Komunia, później herbatka, ciasteczka... Rozmowa o niczym właściwie. I nagle Mama zadała pytanie: "Co ksiądz myśli o reinkarnacji ?". Ksiądz oznajmił że "Jezus Chrystus nic nie mówił na ten temat"... I oddalił się błyskawicznie. Pewnie miał jeszcze kilka mieszkań do nawiedzenia...
Zawsze fascynowała mnie Azja, od Mniejszej przez Bliski aż do Dalekiego Wschodu
Mam zwyczaj nie absorbować innych sobą. Napisałem to co napisałem bo inni Forumowicze też pisali o sobie wcześniej w tym wątku.
Czy to ma sens, a jeżeli tak to jaki ? Nie wiem.
I nie wiem też co stało się po śmierci Mamy z posązkiem Buddy. Ale mam własny, Buddę z tobołkiem na plecach, śmiejącego się...
