OneNight pisze:Estio, litery WJ to akronim od Wyższe Ja, a słowo "Ja" jest tu nie bez znaczenia.
Właśnie i bardzo mnie dziwi jakieś pokrętne tłumaczenie, że ja tego Ja nie będę słuchać, że ono nie będzie mną kierować, itp. bo się podszywa, bo jest kuglarzem

, bo jestem ja. To jest przecież całkowicie bez sensu. Często wyższe Ja jest określane jako jądro
danej świadomości, siła wewnętrzna, podpowiedź duszy i jak opisuje Estia72 o pomocy komuś tam, że po dokładnym przyjrzeniu się scenie okazało się, że to był
on sam w swojej drugiej postaci. Zatem nic tylko odgonić, obśmiać tę
drugą jego postać, uznać za kuglarza? No fajnie. Ale nie dziwie się, gdyż spotkałam się i z takim określeniem gdzie wyższym Ja nazywa się Boga, jako istotę uczłowieczona zasiadającą, gdzieś tam mającą nami kierować, choćby nawet i tu te istoty świetliste Nataszy gdzie ona należy do nich jak pisze z dużej litery w połowie, a przecież już tak długo ja tu piszę i nigdzie nie prezentuje takiego poglądu. Estia 72 siebie rozpoznałam nie po wyglądzie, wygląd miałam starszy o ćwierć wieku, organizm poddany chorobie, znak szczególny to taki, ze stanęłam obok tej osoby i zobaczyłam ze jest ona ode mnie niższa, poznałam potem gdy zbliżyłam się do tego wieku, poznałam swoje uczesanie, ubrania i gdy zaczęłam czuć to co wtedy ona i że w tym okresie czasu mogłabym sobie z przeszłości to samo co ona wtedy mi powiedzieć. Były to wskazówki dobitne, ostrzeżenia przed grożącym mi niebezpieczeństwem, a było ono na tyle groźne ze mogłabym np. być spalona w podpalonym mieszkaniu i tego nie przeżyć, dlatego doskonale rozumiem jedną z interwencji z nie pozwoleniem mi wejścia do swojego mieszkania, a innym razem cudem wybudzenie się ze snu i wyniesienie kuli ognia gołymi rękami trzymających się na jednym skrawku spodni przez cały długi korytarz do łazienki do wanny, gdybym tego nie zrobiła nie ugasiłabym ognia zajął by całe wnętrze, a czadu było w pokoju tyle ze mogłam się nie obudzić. Nadto odpowiedzcie mi jak w ogóle rozumiecie swoje ja - dziś jestem ja,wczoraj byłam ja,jako dziecko byłam ja, czyli w żadnym wypadku moje ja nie istnieje tylko tu i teraz, bo ono tworzy jakiś ciąg doświadczeń, ich zbiór i do tego zbioru należą i te zdarzenia rozciągnięte na rzeczywistości alternatywne i ta boska cząstka która pozwala żyć i tym wszystkim kieruje, to nasze jadro świadomości, cały napędowy motor nas samych. I nie rozumiem tej insynuacji ze ja to nie ja tylko jakiś kuglarz, bo siebie rozpoznałam, zobaczyłam jako całość, ujrzałam, wiem kim jestem i nie poważne jest mnie wskazywać to, że jednak nie wiem, bo jest tak czy tak i mam uznać za swoich bogów cudzych kosmitów. Widzicie to zakręcenie się w wypowiedziach Nataszy, czy nie? Zakręciła się dziewczyna w swoim własnym pojmowaniu i przedstawianiu mi sprawy.