danut pisze:To nawiązanie do tego tematu "Teorie spiskowe" do którego dziś wkleiłaś link i odnośnie tego tam tekstu

.
Pokonałaś swojego demona i chwała ci za to, z tego co piszesz dalej tak mi wynika. Nie oddałaś mu uczuć, empatii i sumienia i tym go zwalczyłaś a razem z nim odeszło to coś, czego jeszcze żałujesz, a przecież to podstawa i charakteryzuje tych co mają z nimi sztamę - niby odczytywanie przekazów, i jakieś zdolności, dary

i ciesz się, że to odeszło zamiast tęsknic.
Dziekuje Danut za odpowiedz
Tylko ze ja urodzilam sie z tymi hmm.... "darami" nie bylo to cos czego szukalam czy sie nauczylam, mialam to od wczesnego dziecinstwa
Nie wiem czy pisalam juz o tym ale gdy mialam zaledwie pare miesiecy moje cale cialo pokrylo sie bolesnymi czyrakami tak ze lekarz na pogotowiu nie chcial mnie wziasc na rece by zbadac , chcieli mnie cala pociac miala bym blizny na calym ciele, matka sie nie zgodzila i stara znajoma mojej babci kazala mi robic oklady z sody i to paskudztwo popekalo samo.
Wiec jako niemowle plakalam dzien i noc z bolu, a moj ojciec ktoregos wieczoru zaczol na mnie bluzgac w lozku i wtedy spadl ze sciany na niego wielki obraz z ciezka rama na ktorym byl namalowany Jezus i Maryja ,jakich wiele w tamtych czasach wisialo na scianach omijajac moja mame , ktora lezala przy scianie.
Ojciec tak sie wystraszyl ze wyniosl obraz do piwnicy i wiecej go nie zawiesili, ale czy przestal bluzgac to nie wiem...
Czy to oznacza ze jeszcze przed narodzinami mialam jakis pakt z tym demonem czy moze to jakies karmiczne paskudztwo ,ktore nabylam po przodkach???
Czy moze bylo ze mnie kawal diablaka w poprzednim lub poprzednich zywotach i wtedy moze cos zlapalam...
Zawsze sie zastanawialam dlaczego mam tak ciezkie zycie i doswiadczenia, moze rzeczywiscie duzo nabroilam i teraz odrabiam w tym zyciu karme, sama juz nie wiem....
Dalas mi tym wpisem naprawde teraz do myslenia...

Bardzo dziekuje Danut
Przyszlo mi teraz do glowy taka rzecz:
Wiele lat wczesniej szukalam odpowiedzi skad sie biora choroby, dlaczego jest tyle zla, czemu Stworca na to pozwala, bylo to zapewne podyktowane moim stanem zdrowia i bardzo trudnymi doswiadczeniami w dzecinstwie jak i mojej mlodosci.
Ciagle go pytalam i czekalam na odpowiedz, tym bardziej ze bylam juz wlasciwie jedna noga po drugiej stronie, w moim ciele ledwo tlilo sie reszte zycia , tak ze juz nie mialam sily wstawac z lozka.
I wtedy wpadla do mnie informacja przypadkowo z jakiegos czsopisma ,ze wszystko jest energia i ze nasze ciala rowniez sa jak bateria, ktora potrzebuje energii, niskie wibracje czyli choroba, smutek, zlosc, uraza , brak wybaczenia powoduja zanizenie wibracji i w efekcie jej braki i chorobe (tak mniej wiecej z tego wtedy zrozumialam

)
Bylo tam rowniez napisane cos o energi chi czy pranie.
Czytajac to poczulam jak by to byl balsam na moja dusze...ale nie bylam do konca przekonana.
I wtedy 3 dni pod rzad w wizji pojawil sie ktos kto wygladal jak Jezus, pamietam byl bardzo wysoki a ja do niskich tez nie naleze bo mam 174 cm, byl bardzo powazny i spokojny, ale nie bylo tam zadnego haleluja, swiatla , trab anielskich cze czegos tam , nie nawet przez mysl mi nie przeszlo by klekac czy oddawac jakis hold...

po prostu 3 dnia powiedzial do mnie stanowczo "wiara Cie uzdrowi". Pokazal mi jak przez cialo przeplywa energia ,ze jest ona wszedzie i ze mozna ja pobierac z otoczenia i tyle.
Zdanie wiara Cie uzdrowi nie odnosila sie ze mam siedziec na tylku i czekac na jakis cud, czy modlic sie do bogow
Wiec zastosowal to , byla to naprawde prawdziwa walka duchowa, gdy czulam sie bardzo zle bylo najgorzej, umysl podpowiadal dzwon na pogotowie , pedz do lekarza co ty wyrabiasz-umrzesz, ale z drugiej strony jakis wewnetrzny glos cicho szeptal -zaufaj ,wszystko bedzie dobrze, przetrzymaj to . Wiele mnie kosztowalo by 2-3 razy dziennie kazdego dnia zmobilizowac sie na przyjmowanie tej energii, afirmowanie zycia i zdrowia, wybaczanie sobie i innym,nie wiem czemu zaufalam temu...hmm Jezusowi, ja zawsze wierzylam w Stworce a w Jezusa jakos nie bardzo...po 3 miesiacach walki bylam calkowicie zdrowa i wolna, pelna zycia, radosci , energii, czulam przez dlugi czas po tym uzdrowieniu cos jak blogosc tak to moge nazwac...Odstawilam wszystkie leki a mialam ich pol reklamowki, bez nich wczesniej gdy bylam na chodzie nie ruszalam sie z domu.
Od tamtej pory nie znam praktycznie lekarzy.
I teraz rodzi sie pytanie w mojej glowie czy to zdarzenie rowniez moglo wywolac pare lat pozniej wlasnie doswiadzcenie z tymi demonicznymi ufo?
Dla mnie nauka jaka otrzymalam w tej wizji od hmm...Jezusa hehe , bylo raczej naukowo-poznawczym poszerzajacym swiadomosc doswiadczeniem niz mistycznym. ale moze Ty Danut wylapiesz cos wiecej, moze ja mam jakies klapki na oczach...
Do dzisiaj korzystam z tej nauki na sobie, zwierzetach, roslinach czy rodzinie.