autor: Natasza » 01 lis 2016, 07:52
witaj neuron!
miałam styczność z zakapturzonym z 20 lat temu; tu na forum spotkałam tylko jedną osobę , a przynajmniej ta jedna ujawniła swoje z nimi zetknięcie - to jest Estia. O tym doświadczeniu pisałyśmy w zamkniętym temacie ,, Natasza doświadczenia ...,,
Przypomnę o tym, bo temat jest ważny
20 lat temu mieszkałam w domu moich rodziców, oddali mi swoją sypialnię. To była jedna z pierwszych nocy u nich. W czasie snu powiedzmy , że dość często a może zawsze, potrafię opuścić swoje ciało. Wtedy pojawił się przede mną ten zakapturzony. Stanął dosłownie twarzą w twarz ze mną ( odziany był w płócienny/lniany brązowy płaszcz, z kapturem mocno zaciągniętym na głowę) , odległość od niego może 30 cm max.
To było wtedy gdy nic nie wiedziałam o życiu i jeszcze mniej o tym co będę doświadczać i do jakiej wiedzy docierać.
Gdy go zobaczyłam pierwsze sekundy zajęło mi ogarnięcie szoku i zdziwienia kim to monstrum jest. Zanim zdążyłam porządkować myśli i analizować on odezwał się do mnie wypowiadając słowa , których wam nie przytoczyłam, prócz ogólnego zdania, że mi zagroził.
To co powiedział spowodowało , że chciałam zobaczyć jego twarz , miałam jedną szansę zobaczyć jak wygląda mój wróg.
Wtedy bez chwili wahania zajrzałam pod kaptur w jego twarz . On nawet nie protestował bo w tym właśnie momencie uniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy.
Twarz człekowata - pomarszczona jak u pewnej rasy psa. Nie umiem powiedzieć ile miał lat, płeć bardziej męska, i oczy - oczy miały czerwoną tęczówkę. Czy były to ,, szkła kontaktowe,, ? szkła ochronne , czy to były jego prawdziwe oczy ? nie wiem, były czerwone.
Byłam wyrwana natychmiast ze stanu snu. Po tym wszystkim , rozpoczął się kolejny etap - od teraz na jawie , w dzień i nocy, ale najczęściej wybierali wieczory.
W sypialni moich rodziców stały szafy. Zaczęły się demonstracje fizycznych oddziaływań na ten wymiar - szarpali drzwiami na moich oczach tak jakby chcieli je wyrwać - uciekałam wiele razy nawet z domu na ulicę. Tam oddychałam łapałam wdechy i wracałam jak ktoś wracał z rodziców.
Do tego dołączyli wydzwanianie nocne telefonu - jeden z nich stał w przedpokoju, drugi nad moją głową w sypialni. Musieli mieć ubaw niezły wybudzając naszą rodzinę o różnych porach nocy. Tata wyciągał wtyczkę. Później ją wkładał , parę dni spokoju, telefon znów dzwoni. Za każdym razem było połączenie i milczenie.
Której nocy gdy zadzwonił zaczęłam mówić do nich i wtedy odezwał się mechaniczny głos , mówiący w stylu : proszę czekać będzie kontakt- trzymałam tę słuchawkę siedząc na łóżku z 15 minut a głos powtarzał to samo zdanie - odłożyłam słuchawkę.
To było w dzień , ledwo weszłam do domu , zadzwonił telefon - odebrałam. Halo..- i po ciszy usłyszałam głos , nie to nie był głos, to był oddech pochodzący z daleka, osoby, która miała problem z powiedzeniem czegokolwiek. Osoba ta, ciężko oddychała, ale nie szybko, wręcz jakby miała problem z łapaniem oddechu, Nie rzuciłam słuchawką, zaczęłam do niej mówić, powiedziałam, że mają ujawnić kim są, że mam dość i nie chcę by wchodzili w moją przestrzeń kimkolwiek są.
Głos oddychał - to sprawiało mu ogromny problem, dyszał wolno, bardzo wolno, i gardłowo. Nieraz przestawałam go słyszeć by za chwilę powracał jakby się zbliżał do słuchawki. Nie uciekłam z domu. Pożegnałam tę osobę i odłożyłam słuchawkę. Z tym dniem skończyło się to, ale parę lat później wróciło ...
To co powiedział do mnie zakapturzony ma związek z ... moimi potomkami . To było rok temu? czas leci.
Mówiłam o tym także. Jakiś rok temu w środku nocy przeżyłam coś co nie było snem, to było jawą i miało swoje następstwa w tym, że przez kilka tygodni poddawana byłam leczeniu ginekologicznemu, a po kilku miesiącach wszystko wróciło do normy...
W środku nocy poczułam ostry ból leżałam na prawym boku, było gorąco, spałam tylko w krótkiej cieniutkiej halce.
Ten ból wyrwał mnie ze snu w sekundzie.
Słyszałam przypominające elektryczne trzaski wydobywające się z miejsca , w którym czułam metaliczny przedmiot wbity we mnie. Dźwięki, elektryczność, przedmiot we mnie - ból rozpierający moje ciało i już! trwało to krótko . Byłam przerażona i zdezorientowana , tak zdezorientowana jest najlepszym słowem do określenia czegoś czego nie rozumiesz a co właśnie się stało i nie masz czasu na analizę co to było, bo właśnie się skończyło . Zapaliłam światło i poszłam do łazienki. Nic żadnego śladu na ciele. Minęły z dwa tygodnie i ...musiałam iść do lekarza . Wykonano mi badania, w tym badanie krwi , przepisano leki . po ok 2 miesiącach wszystko wróciło do normy...
Takie doświadczenie prócz widzenia zakapturzonych miała Estia - jedyna kobieta na forum, która przeszła to co ja.
Kim są zakapturzeni? To pewna rasa - są różnice w budowie przynajmniej twarzy. Sądzę, że są jednymi z pierwszych na tej ziemi. Mają wpływ na funkcjonowanie lub podlegają tym , którzy mają takie możliwości i zatrzymują ludzi po drugiej stronie, by nie mogli dostać się do innego wymiaru.
Są też inni a nawet więcej niż jeszcze jedna rasa. Ci inni - to rasa , która nie mieszkała nigdy na ziemi- od nich mam 4 Strażników. I także dla nich ważne jest to co jest we mnie. To ta rasa zrobiła na mnie to coś co mnie bolało. Jednocześnie po tym co zaszło, otrzymałam rozjaśnienie wszystkiego . Spotkałam się z nimi
w obiekcie . Zostałam poinformowana w jaki sposób i co robią . Mogłam dotykać jednego z nich - w tym białosrebrnym kombinezonie.
Jego twarz nie ma naszego wyglądu - choć bardzo , bardzo zbliżony. Kolor buzi - nie szary, nie czarny, nie biały, ani nie czerwony, ani nie żółty.
Palce u dłoni boszee- długie, ciało bardzo szczupłe, smukłe, ja mam 170 cm , on był wyższy ode mnie . Potrafił okazać ziemskie poczucie humoru, ale głos innego mężczyzny - który mi się nie pokazał brzmiał tak, że moje pytania do niego były najpierw cenzurowane przez moją głowę aby nie narobić sobie wstydu- klasa, poziom tej istoty wymuszał na mnie zważanie na słowa.
To co ujawniam, to część jaką chciałam byście wiedzieli , że jest, że nasz świat nie kręci się po orbicie jaką znamy z książek.
dorzucę jeszcze jedną informację - choć chcę zachować pewne szczegóły dla siebie, jeśli pod kaskiem jaki miał na głowie kryły się włosy, to powiem, że musiały być w kolorze blond.. na kawałku buzi - kask był tak zrobiony że zakrywał czoło, oczy , nos , usta - odsłaniał kawałek policzka. Na policzku był zarost - ale skąpy, w kolorze właśnie blond. Wyglądało to niesamowicie na tle specyficznego koloru skóry - niesamowicie!!!!
jedne z ulubionych piosenek gdy jestem w moim świecie gdzie stawiam milion pytań
Mylene Farmer-Jean Louis Murat ,, Regrets,,
Enigma ,, Why?,,
Daniel Bloom , Mela Koteluk ,, Katarakta,,