Witaj,tadyszka,cześć wszystkim.Ja też trochę zniknęłam,ostatnio miałam trochę "atrakcji":wesele w rodzinie męża,potem zwykły kołowrotek.Następny weekend spędziłam w domu bratowej w roli super niani moich nastoletnich "brataniątek".Była to czysta przyjemność;obiadki i zmywanko to pestka,poczytałam wreszcie spokojnie kryminały Joanny Chmielewskiej,trochę tv,ale linia telefoniczna mama-ja była gorąca.Telefon -czerwony.Młodzież była super,karny jeżyk nie był potrzebny.W poniedziałek powrót do domu,pakowanko i we wtorek do szpitala na operację.Termin miałam wyznaczony już dawno.Pieczę nad niesforną mamuśką przejął brat.Operację przeszłam bez niespodzianek,tylko z paleniem był pewien problem,ale dałam radę.Teraz jestem już w domu,czuję się bardzo dobrze.Cieszę się,że już po wszystkim,bo chodziłam z przepukliną 4 lata,wszystko ciągle było ważniejsze... Do naszego małego domku pojadę może pojutrze,bo obawiam się,że moje dwa temperamentne czworonogi,w szale radosnych powitań mogłyby dokonać reoperacji,co uważam za niewskazane absolutnie.
Tadyszka ,pytasz o mamę.Jest bardzo schorowana,kilka lat temu przeszła ciężką operację,cudem uszła z życiem,do dziś pamięta ją personel oddziału.Ma kilka schorzeń,chodzi o kuli,ale chce być taka samodzielna,że nieraz "gotuje się" we mnie z bezsilności.Przy tym jest apodyktyczna,usiłuje sterować każdym naszym ruchem,decydować o wszystkim sama i ma wielki talent do czarnowidztwa.Nie pracuję ciężko w sensie fizycznym,przy tej opiece.To raczej cicha wojna podjazdowa o udogodnienia,przewidywanie zamiarów i udawanie,że np.jadę gdzieś i PO DRODZE podwiozę ją do lekarza,bo tak specjalnie - mowy nie ma!Są autobusy... Ech,czasem chce mi się płakać,bo nie zawsze jej upilnuję i czasem zwiewa mi jednak autobusem,ja truchleję,żeby się nie przewróciła,żeby nic się nie stało i jeszcze muszę cicho siedzieć,żeby jej nie denerwować.
No dobrze,wrócę do forum.W tzw. międzyczasie wędrowałam po forum,czytałam i... stwierdzam z wielkim zadowoleniem,że wiele razy się pomyliłam.Przede wszystkim konrad i LF jawili mi się jako mędrcy z długimi,siwymi brodami,a to młodzi ludzie!!! Moja wizja atalii została tu już przedstawiona i zweryfikowana.
Spirytyzmu nie uważałam dotychczas za filozofię,raczej za sztukę porozumiewania się z duchami.Prawdopodobnie szare życie przerwało mi kiedyś zgłębianie tej wiedzy. Wiem natomiast ,że do porozumiewania się z zaświatami potrzebne jest doskonałe przygotowanie,dlatego pytałam,czy ktoś z Was kontaktował się z duchami.Teraz wiem,że był to zbytek troski,Wasze podejście do tematu jest rzetelne i poważne.
Atalia,kiedy pisałam ,że nie ma tu magii,ani miejsca na nią,miałam na myśli magię forum,nie spirytyzmu.I też się pomyliłam,hura! Ależ JEST!Jak najbardziej!
Pytałam Voldo jeszcze przed szpitalem,na gg,jak idzie mu matura,ale coś niechętnie odpowiadał.Chyba miał dość odpowiadania w kółko na te same pytania...Więc nie drążyłam. Voldo,przyjacielu,czy jeśli wyślę Ci na pw adres email,to mógłbyś przysłać mi Księgę Duchów,jak to już wprzódy czyniłeś? Z góry dziękuję,bo jesteś koleżeński. No i napisz co i jak z tą maturą,bo chyba nie tylko ja trzymam za Ciebie kciuki.
Tadyszka,dziękuję za "niezmąconą pogodę ducha". Cichą obecność taty czułam przez jakiś czas po jego odejściu.Może przez 2-3 m-ce. Teraz może też, ale tak "z daleka".Byłam taką "córeczką tatusia".Fajny był,choć bywało różnie,wnerwić też potrafił. Normalne.
Kochani,mam nadzieję,że nie zanudziłam Was na amen.Trzymajcie się ciepło,dobrej nocy.
