Wkrótce...
Miałam kiedyś wizję, może sen..., zwał jak zwał. Całości nie będę opowiadała, chociaż w istocie pamiętam każdy szczegół. Zresztą byłaby to może i ciekawa, jednak dość długawa opowieść, bo o ile w ziemskim umownym czasie minęło nie więcej, niż pięć minut, tam to trwało co najmniej 5 h, o ile nie dłużej. W każdym razie kończyło się to moją prośbą do Ojca (adopcyjnego), który w zaświaty odszedł już jakieś 44 lata temu. Prosiłam Go, w tej wizji, by jeszcze nie odchodził, a jeżeli to konieczne, to aby zabrał mnie ze sobą. Tłumaczyłam, że z podjętych zobowiązań już się, jak potrafiłam, wywiązałam, lekcje różne i różniaste zaliczyłam, a to śmieszne ubranko, w które mnie wtłoczono, wprawdzie też mnie wiele nauczyło, ale jakoś nie bardzo jest w moim guście, a też się i do niego emocjonalnie wcale nie przywiązałam.
Tato wtedy odpowiedział: "Jeszcze chwila... Wrócę po ciebie wkrótce".
Chwila Atalio....
Pozdrawiam serdecznie!:)
m.