Jak czytam, że Estia się rozchorowała po kanapce z szynką i majonezem, to mi się przypomina, jak sama po miesiącu czy dwóch na samej surowiźnie skusiłam się na bitą śmietanę z torebki i coś tam jeszcze, nie pamiętam już co. Niedługo po tym poczułam się fatalnie. Było mi niedobrze, musiałam się położyć. Także wyobraźcie tylko sobie jakie my syfy jemy. Odtrutemu organizmowi wracają właściwe odruchy i zaczyna reagować, gdy się mu zaserwuje śmieci.
A wracając do tematu - chłopaki na początku wątku pisali, że w sposób naturalny przyswoili sobie język niemiecki. Ja tak miałam z angielskim. Wcześniej w szkole uczyłam się rosyjskiego i niemieckiego i szło mi bardzo źle. W trzeciej klasie liceum uświadomiłam sobie, że z żadnego z tych języków nie mam szans zdać matury. Wtedy z pomocą mi przyszła siostra wujeczna, która świeżo skończyła anglistykę i zaczęła mnie uczyć tego języka. Angielski dosłownie łykałam. Do tej pory często zdarza się, że usłyszę nowe słowo albo idiom tylko raz i go zapamiętuję. Po niecałych dwóch latach nauki zdałam z angielskiego maturę. Nie raz przychodziło mi do głowy, że w poprzednim życiu mieszkałam w jakimś kraju angielskojęzycznym.

