atalia pisze: ... rozumiem ideę bycia w przyjaźni Chrystusem, dla mnie oznacza to, że należy postepowac (no,starać się w każdym razie)tak,jak On nauczał. Tylko tyle i aż tyle. Chrystus jest w takim samym stopniu Nauczycielem i Wzorem dla spirytystów, jak i dla katolików, protestantów i wielu innych ...
Nie, to nie jest tak. Życie w przyjaźni z Chrystusem zaczyna się wtedy kiedy człowiek uzna własną niemoc w obliczu Przejścia doświadczenia śmierci, w obliczu własnej Paschy. I tak jak Izrael potrzebował Mojżesza tak chrześcijanin potrzebuje Chrystusa. I to jest początek życia w przyjaźni z Chrystusem. A cała reszta to konsekwencje tej przyjaźni.
Tu i ówdzie (np. na niektórych tzw. "obozach przetrwania", w wojskowych jednostkach specjalnych) praktykuje się ćwiczenia zaufania do drugiego. Polega to np. na tym że jeden z ćwiczących stojąc pochyla się w przód lub w tył, tak bardzo że już nie może wrócić, wiadomo że się przewróci a drugi ma go w tym właśnie momencie umiejętnie chwycić chroniąc przed upadkiem. Można też z zawiązaną na oczach opaską przechodzić kładką korzystając z pomocy drugiego ...
Jaśniej nie potrafię.
atalia pisze: ... A kto stara się za wszelką cenę przeciągać wiernych na swoja stronę, mówiac "do Pana naszego Jezusa Chrystusa tylko z nami" (a wielu jest takich)wypacza sens Jego nauk ...
Powiedzmy że Iwona lubi pływanie i szachy. Andrzej poznał ją na basenie a Krzysiek gra z nią w szachy. Nietrudno wyobrazić sobie że Andrzej nie przyjmuje do wiadomości istnienia szachów i Krzysztofa oraz na odwrót

. Akceptację zaś rozmaitych zainteresowań Iwony niektórzy nazywają dojrzałością

. Ludzie którzy nie przyjmują do wiadomości że z Chrystusem można żyć w przyjaźni na bardzo nieraz różnych drogach życia są po prostu niedojrzali. Co ich tłumaczy ale nie usprawiedliwia, absolutnie nie.
atalia pisze: ... Dobrze ująłes mysl,ze wiara w Chrystusa nie ma żadnego zwiazku z dokumentami takimi czy siakimi. Może w zwiazku z tym przemyślałbyś swoje stanowiska wobec ST? ...
Tak całkiem dokładnie to ja napisałem tak

:
sigma pisze: ... chrześcijaństwo to nie dokumenty ...
I to podtrzymuję. Ale żyjąc w doczesności nie możemy udawać że nie żyjemy w doczesności. Stąd potrzeba istnienia Kościoła widzialnego, parafii, zborów, kartotek ... Ale to jest, przynajmniej powinno być, najmniej ważne.
Stary Testament to Prawo niemożłiwe do wypełnienia, Zakon. Chrystus ten Zakon wypełnił nie zmieniając go. Gdyby nie było Zakonu, gdyby nie było winy Chrystus byłby niepotrzebny. On tę winę "uszczęśliwił" (pisałem już gdzieś o tym). Szczęście grzesznika oddającego swoje winy Chrystusowi jest możliwe dzięki istnieniu Prawa nadanego w ST. Czy to nie jest oczywiste ?
sigma pisze: ... I tak Cię lubię.

...
Ja Ciebie też

.
ps.: Nikogo nie nawracam na chrześcijaństwo ani na buddyzm. Ja tylko piszę o tym co jest istotne. Między innymi dlatego że sam nie wiem zbyt wiele ale posiadam przeświadczenie że wiedza którą dysponuję to skała a nie piasek.