Nikita pisze:jak to jest w czasie umierania....
hmm w moim odczuciu umierać jest miło. Może niektórych zdziwi ta odpowiedź, ale ja nigdy śmierci się nie bałam. Zawsze na myśl o niej czułam spokój i radość. Nie chcę umierać teraz, ponieważ mam rolę do spełnienia. Moje dziecko ma dopiero niespełna 4 lata i długo jeszcze będzie mnie potrzebowało. Zawsze powtarzam, że muszę żyć, póki Michał się nie usamodzielni. Kiedy już założy swoją rodzinę, mogę umierać choćby od razu

Zależy mi na tym, by miał kogoś bliskiego, gdy nas z mężem braknie, by nie czuł się samotny...
A teraz wytłumaczenie skąd wiem, co czuje się w czasie śmierci. 2 lata temu leżąc wieczorem w łóżku miałam dziwne "widzenie" (nigdy nie wiem jakich terminów użyć opisując to, co mi się przydarza). Nie myślałam wówczas o niczym, po prostu położyłam się. W pewnej chwili jakby dusza moja przeniosła się gdzieś indziej. Widziałam nieduży pokój z oknem skierowanym na zachód. Pod ścianą stało łóżko, na której leżała starsza szczuplutka kobieta o siwych, prawie białych już włosach. Wiek jej określiłam jako około 90 lat. Umierała. Patrzyła w moją stronę uśmiechała się, była taka spokojna. Wiedziała, że umiera i nie bała się. Najdziwniejsze było to, że patrzyłam na nią a odczuwałam to, co ona, jakbym tą kobietą była ja sama. Czułam cudowny spokój, lekkość na duszy. Kobieta zamknęła ostatni raz oczy, a ja miałam wrażenie, że moja dusza wychodzi z ciała. Niesamowita radość. Stąd czytając wątek umierania w Księdze Duchów, wiedziałam o jakie uwolnienie chodzi i jak je się odczuwa. Faktycznie ja również miałam wrażenie, jakbym pozbyła się więzów z ciała. Takie samo uczucie miałam za każdym razem, gdy śniło mi się, że latam w powietrzu. Poruszałam się wtedy myślą, a nie ruchami ciała, ponieważ ciała jakbym nie miała. Uczucie nie do opisania. Coś pomiędzy mega radością, lekkością, a pełną wolnością, bez ograniczeń fizycznych. Nie potrafię tego ubrać w słowa, ponieważ nie znajduję odpowiednich. Tyle razy to mi się śniło, jednak za każdym otoczenie było inne, inna sytuacja. Jakby siłą woli unosiłam się pod sufit. Wymagało to ode mnie dużej koncentracji. Poznawszy Księgę Duchów, mam wrażenie, że w czasie snu mój duch opuścił ciało i mógł sobie polatać, a pamięć po tych wydarzeniach i odczucia pozostały mi w głowie. Podobne uczucie mam czasami na jawie, gdy patrzę w niebo, z tym, że duch nie może opuścić ciała. Chwilowo czuję jakby częściowo się od niego oddzielał i ulatywał do góry. W tych ułamkach sekund, w których mam to uczucie, jaźń jakby uciekała mi, wyłączała się na chwilę. By po chwili wrócić do pierwotnego stanu i szarej rzeczywistości ziemskiej. Takie chwile wywołują u mnie niesamowitą euforię. Ktoś powiedziałby: jak patrzenie w niebo może wywoływać taką radość. Nie potrafię odpowiedzieć. Tak już mam. Uczucie to jest podobne do tego, które miewam, gdy umiera ktoś mi znany, ale nie krewny i gdy jestem na cmentarzu. Lubię na nim przebywać, jest tam taki spokój... Nocą nie poszłabym na niego tylko ze względu na lęk, nie przed duchami, ale przed złodziejami, plądrującymi z grobów nowe wiązanki, by następnego dnia sprzedać je na bazarku. Ci to mają tupet!
Wracając jednak do rozważań... Nikt nie powinien bać się śmierci. Nie jest zła. Chwila, gdy duch uwalnia się od ciała jest czymś niesamowitym. Bać powinni się tylko Ci, którzy poważnie przeskrobali coś w obecnym ziemskim życiu. Cóż, gdyby mordowała, kradła i krzywdziła również bałabym się, kary, która czeka na mnie w kolejnym wcieleniu. Ponieważ nie dopuszczam się tego typu występków, nie muszę aż tak się obawiać. Myślę, że za moje ziemskie grzeszki nie przyjdzie mi ciężko pokutować. Odpracuję to, co napsułam. Nikt bowiem nie jest idealny, ja również. W nagrodę po tym świecie nie chodzimy

Ponieważ w tym wcieleniu spotkało mnie jak dotąd wiele cierpienia ze strony ludzi, wiem, że muszę to przyjąć, mówiąc kolokwialnie "na klatę"

. Widocznie nieźle nabroiłam w poprzednim wcieleniu. Teraz już wiem jak to boli, i innym staram się nie robić tego samego, a moim prześladowcom wybaczać. Wiem też, że idę odpowiednią drogą, choć po wybaczeniu żal i ból pozostaje...
Nikita pisze:co myslisz o smierci samobojczej? masz jakies przeczucia jesli chodzi o ten temat?
Oczywiście, że mam. W tej kwestii mam wyrobione zdanie, co z resztą po raz kolejny pokrywa się z KD. Bóg dał nam prawo do wcielenia i życia na naszej Ziemi, jako doskonałą szansę naprawy samego siebie. Popełniając samobójstwo, po pierwsze i najważniejsze łamiemy dane nam przez Boga prawo, a po drugie samych siebie pozbawiamy szansy na ulepszenie i możliwości pokutowania. Nie wolno nam tego odrzucać. Sama pomimo chwilowych załamań, ponieważ i takie miały miejsce w moim życiu, nigdy nie odważyłam się szarpnąć na własne życie. Nawet w największej chęci do tego kroku, wiedziałam, że nie wolno mi tego zrobić. Nie dałam sama sobie życia, więc nie mam prawa go odbierać. Są oczywiście chwile w życiu człowieka, gdzie wydaje mu się taki krok jedynym, bądź najlepszym rozwiązaniem. Jest to jednak bardzo złudne. Dziś ulżę sobie cierpieniu, myśląc, że kończą się moje kłopoty wraz ze śmiercią. Tak na prawdę kończą się tylko kłopoty ziemskie, dotyczące tego wcielenia. Na barkach ducha od tego momentu przybywa dodatkowy ogromny ciężar i wina, za którą przyjdzie mi zapłacić w kolejnym wcieleniu. Bardzo żal jest mi ludzi, którzy popełniają samobójstwo. Robią to, ponieważ nie wiedzą, że przykrości naszego życia (mówię tu o danym wcieleniu) nie wynikają z faktu, że ludzie i los się sprzysiągł przeciwko nim, ale są ich pokutą za wyrządzone w poprzednim wcieleniu krzywdy. Wystarczy je przyjąć jako konieczne, jakoś znieść, starać się przy tym postępować dobrze i odnieść sukces dla własnego ducha. Tym sukcesem jest kolejny krok do ulepszenia i osiągnięcia pełnego szczęścia, z którego wartości nie zdajemy sobie sprawy. Nasz ziemski umysł nie pojmuje go takiego, jakim jest w rzeczywistości.
Nikita pisze: temat drugiej wojny jest nam wspolny...choc byc moze bylismy po przeciwnych stronach...
Dlatego teraz musimy być po jednej stronie.

Tej prawidłowej...
Nikita pisze:Nie dziwie sie, ze mieszkam teraz w Niemczech...chyba to nie przypadek... I znam wielu Rosjan...I zycie mnie nie glaszcze...pewnie narobilam wiele zla....
Niestety, jak to mówią, co się stało już się nie odstanie. Przeszłości nie zmienisz, ale przyszłość należy do Ciebie. Pozdrawiam