Sama nie wiem Dziewczynki

Zawsze twierdziłam, że kocham mój 'radosny smutek', bo to dzięki niemu mogę wejść głębiej w swój świat i zastanowić się tak nad tym, co mnie otacza, jak i nad tym kim jestem. Nie rozumiem tylko dlaczego z wiekiem moja szklanka okazuje się bardziej w połowie pusta niż pełna

Odkąd skończyłam 16 lat targa mną przeświadczenie, że zupełnie nie pasuję do otaczającej mnie rzeczywistości. Nie dlatego, że nie potrafię się dostosować, ale dlatego, że pewnych rzeczy nie jestem w stanie zaakceptować. Ot taki przykład. Jest mróz, za oknem wichura, a ja kładę się do łóżka, wsuwam pod ciepłą pierzynę i przez sekundę ogarnia mnie uczucie błogostanu, by w następnej sekundzie ustąpić miejsca wszechogarniającemu smutkowi, że gdzieś jest ktoś, kto w tej chwili nie ma dachu nad głową

I uczucie to jest tak silne, tak namacalne, że już nie potrafię cieszyć się tym, że ja jestem bezpieczna.
Parę lat temu przyszła do mnie, zupełnie nieproszona, ale jakże wyraźna i nie znosząca sprzeciwu, myśl: 'już tu nie wrócę'

Kurczę, jest to tak silne przeświadczenie, że nie jestem w stanie w żaden sposób wyeliminować go z mojej duszy. Zadomowiło się tam, jakby było nierozerwalną częścią mojej egzystencji. Najgorsze jest to, że ze wszystkim, co mi się ostatnio przydarzyło (z pkt. widzenia spirytystycznego) nie jestem sobie w stanie poradzić. Z jednej strony wszystkie te doświadczenia napełniają mnie euforią i rozlewają się na moje wnętrze wszechogarniającym uczuciem miłości, a z drugiej strony jestem przerażona

To, co najbardziej mierzi mnie w mojej ludzkiej naturze, to to, że pomimo wszelkich sygnałów, które otrzymałam, nadal nie wierzę w to, co się ze mną dzieje

Przecież taka negacja jest wręcz chora

Właściwie nie miałam wielu manifestacji, ale przypuszczam, iż wynika to z faktu, że je blokuje, staram się myśleć o czym innym, żeby ich unikać

Leżałam sobie kiedyś w łóżku i poczułam charakterystyczne drętwienie nogi (kto wie, dlaczego wszystko zaczyna się od palców mojej prawej nogi?:?). Noga zaczęła robić się, jak z drewna i uczucie zaczęło rozszerzać się na drugą nogę i na brzuch. Usłyszałam w głowie 'Potrzebuję pomocy'. Więc zapytałam, co mogę zrobić. Kolejna słowa, które pojawiły się w moich myślach brzmiały 'Widzę swoje ciało' i w miarę jak litery układały się w całość w mojej głowie, uczucie 'odrętwienia', 'paraliżu' (bo sama nie wiem, jak to inaczej opisać) zaczęło ogarniać moją klatkę piersiową, ale do tego stopnia, że stan paniki był już na wyciągnięcie ręki. Starałam się jakoś trzymać i zapytałam, czy wie dokąd ma iść. Powiedziało mi, że nie i zaczęło ściskać jeszcze mocniej. Po prostu czułam, że zaczynam się dusić. Jedyne, co mi przyszło do głowy to wezwać na pomoc Opiekuna, choć skoncentrowanie się na czymkolwiek w chwili, gdy straciłam możliwość oddychania było naprawdę nie lada wyzwaniem

W pewnym momencie wszystko ustało i dostałam wiadomość, tym razem od mojego Opiekuna, jak przypuszczam. Zapytał mnie, czy wszystko w porządku. Odpowiedziałam, że tak i zapytałam, czy to, co mnie 'przysiadło' było złe. Odpowiedziano mi, że nie, że było przerażone, i że powinnam uważać, gdyż niektóre dusze, zwłaszcza jeśli dopiero niedawno przeszły na drugą stronę, są tak kurczowo przywiązane do życia i do wszelkich jego manifestacji, iż mogą, zupełnie nieświadomie, wyrządzić 'pośrednikowi' krzywdę

I weź tu człowieku działaj w pojedynkę
Albo inna sytuacja. Gdy zmarł mój tato ciotki, jego siostry, których nota bene nie trawił, i które całkiem normalne to nie są, zaczęły zatruwać mi życie:o Ponieważ wiem, że po tatę przyszła babcia z dziadkiem, żeby ciotom dostarczyć trochę otuchy powiedziałam im o tym

I przybiłam deskę do własnej trumny

Zaczęły się telefony, wariactwo, dawanie ogłoszeń do gazety, jednym słowem istny cyrk. Ja po prostu chciałam się wyciszyć i w atmosferze skupienia pomyśleć o moim tacie, a one nie dawały mi żyć. Zaczęły krążyć ploty po rodzinie, że jestem czarownicą, że odprawiłam jakieś obrządki, żeby ojciec umarł

Właściwie niewiele sobie z tego robiłam choć szlag mnie trafiał, ale wyszłam z założenia, że każdemu trzeba współczuć

Ale im dalej to szło, tym ciężej mi było to wytrzymać, więc zadzwoniłam do hetery i powiedziałam, że skoro ma takie głupoty opowiadać i robić z pogrzebu mojego ojca szopkę, to niech lepiej w ogóle się na nim nie pojawia. A ona mi wtedy odpowiedziała: 'Ty gówniaro, zabiłaś ojca własnymi rękami. Siedziałaś przy nim, kiedy umierał i go udusiłaś. Oddam sprawę do prokuratury...", potem już nie słuchałam. Po prostu trzasnęłam słuchawką. Nie umiem opisać uczuć, które kotłowały się w mojej głowie: żal, rozgoryczenie, złość, niedowierzanie... Sama siebie nakręcałam w kółko analizując słowa tej wariatki, aż nagle pojawiła się myśl, która bez wątpienia nie wyszła ode mnie 'każdemu podług zasług jego'.

I ta myśl zjawiała się w mojej głowie za każdym razem, gdy w rozmowie z mamą wypływał temat ciotek
I tak sobie dumam, że to świetna pointa dla życia. Nie patrz, co robią inni, znieś tyle ile możesz, a czasem jeszcze więcej, uśmiechaj się do świata i nie pozwól, by negatywna energia zawładnęła twoją duszą. Bo nawet jeśli czasem jest ciężko, mamy ochotę krzyczeć z goryczy i przeciwstawić się wszelkim niesprawiedliwościom tego świata, to zawsze powinniśmy mieć świadomość, że kiedyś znów zaświeci słońce, jeżeli nie tu, to tam, i że każdy zostanie rozliczony ze wszystkich swoich czynów
