Orson, a właściwie jakie masz poglądy na zagadnienie życia pośmiertnego?

Myślę, że jak dokładnie je nam nakreślisz, to możemy jednak znaleźć jakieś elementy wspólne, bo widzę, że jednak totalnym sceptykiem nie jesteś. Z jednej strony zakładasz istnienie np. żył wodnych czy "poezgystencjalnej" energii, z drugiej zaś definitywnie odrzucasz interpretację spirytystyczną rzeczy, które - zdaje się - wyjaśniasz tymi właśnie terminami. Może się mylę, ale wydajesz się w tym bliższy parapsychologii. Słusznie stwierdzasz, że szczytem bezsilności jest żądanie udowodnienia czyjegoś twierdzenia, ale to w zasadzie jest miecz obosieczny. Wszakże zarzuty tego typu wysuwa nauka akademicka również wobec parapsychologii czy radiestezji. Pytanie oczywiście o to, co jeszcze jest "nauką" a co nie, co uznajemy za "naukowe" a co za "pseudonaukowe".
Powiem może, jaki ja mam pogląd na zjawiska mediumiczne. Jestem gotów przyjąć założenie, że nasza indywidualność jest odrębna od ciała materialnego i zdolna jest przetrwać jego rozpad. Pogląd, że jednocześnie jest ona w stanie oddziaływać na materię nie jest wcale tak absurdalny, jak mogłoby się początkowo wydawać. Jeśli przyjąć, że nasze myśli nie tkwią tylko w ludzkiej fizjologii i procesach fizykochemicznych, że są odrębnej natury, to nie wydaje mi się dziwaczne, że przez myśli niematerialne wpływam na rzeczy zupełnie materialne, np. poprzez decyzję, wpływając na rękę, tak że palcami uderza ona w klawiaturę czy w wielu innych mniej lub bardziej prozaicznych sytuacjach. Zdaje mi się, że mózg ludzki jest nie tyle ośrodkiem, co przekaźnikiem, który umożliwia manifestowanie się naszej indywidualności. Uszkodzenia mózgu, które powodują np. utratę zdolności mowy, widzę jak zaburzenia w aparacie, w kontakcie między "ja" a światem. To trochę jak trzeszczący telefon komórkowy. Kiedy się psuje, to wiadomo, że to przecież nie rozmówca po drugiej stronie trzeszczy, tylko aparat, który służy do kontaktu. Po śmierci mózg ulega wprawdzie rozkładowi, ale osobiście nie wykluczam, że coś co zostaje, nie może wpływać na mózg kogoś żyjącego, np. medium. Być może mój pogląd jest bzdurny i bardzo prosty do podważenia, nie jestem jednak do niego tak uczuciowo przywiązany, by nie przyjąć do wiadomości, że mogę się mylić, i to skrajnie.
Oczywiście, niektórym może sie nie podobać, że przypnę do tego nazwę "duch", wielu ludzi będzie się wzdragać, bo przecież termin ten jest używany w wielorakich kontekstach, pojawia się np. w folklorze czy wierzeniach pierwotnych, które z nauką nie mają nic wspólnego - dlatego można ulec pokusie i próbować deprecjonować czyjeś poglądy, porównując duchy do "goblina", "trolla" czy "nimfy". Tak czy inaczej, apeluję o podzielenie się swoimi poglądami, bo to fundament owocnej dyskusji
