Każdy doświadcza prawa powszechnego ciążenia i każdy doświadcza istnienia świadomości (choćby przez wgląd w siebie a także przez wnioskowanie z zachowania innych ludzi u których zakładamy podobny przebieg procesów psychicznych, jak u nas). Jeśli więc naocznie każdy człowiek jest w stanie stwierdzić obecność stałych, regularnych praw rządzących wszechświatem i każdy jest w stanie stwierdzić istnienie zjawisk psychicznych, odrębnych jakościowo od zjawisk materialnych - moim zdaniem mamy prawo budować na tych spostrzeżeniach wnioski metafizyczne. I ja tego nie łączę z wiarą. Przyjmuję do wiadomości twierdzenia niektórych myślicieli, że poza poznaniem naukowym mamy też poznanie intuicyjne, poszerzające to pierwsze - ale tego też nie łączę z wiarą, bo to również jest pewien rodzaj doświadczenia, w które trzeba samemu wejść, o ile potrafimy.
A teraz popatrzmy na "cuda" wymienione wcześniej. Jak moglibyśmy zaufać relacjom, w których fikcja literacka przeplata się z faktami historycznymi? Jak to możliwe, że nigdy przez nikogo współcześnie nieobserwowane zjawiska, jak np. pomieszczenie miliona gatunków zwierząt na 15 metrach kwadratowych, miałyby w jakikolwiek sposób odnosić się do zagadnień metafizycznych, o których wyżej wspomniałem, a które uważam za godne rozważenia przez każdego człowieka? Fizycznie nie jest możliwe pomieszczenie miliona zwierząt na 15 metrów kwadratowych. Geologia nie potwierdza też żadnego ogromnego potopu sprzed kilku tysięcy lat, a paleontologia nie stwierdziła nigdy żadnego ogromnego wymierania wszystkich gatunków 6000 lat temu. A więc podanie o potopie jest bzdurą i ujmą dla rozumu jest przyjmowanie tego za prawdę.
Ktoś może oczywiście zarzucić, że takim samym cudem jak zmartwychwstanie czy zwierzęta na arce jest np. telepatia, której istnienie uznaję. Ale tak nie jest. Różnica jest bardzo wyraźna. O zmartwychwstaniu mamy kilka relacji biblijnych, w dodatku niespójnych. Poza tym wiemy, że obserwacje fizyki, chemii i biologii przeczą możliwości zmartwychwstania ciała. Natomiast zjawiska telepatyczne były wielokrotnie i przez wiele lat, komisyjnie potwierdzane przez badaczy mediumizmu i parapsychologów - jest to świadectwo o wartości znacznie silniejszej i znacznie lepiej poświadczone niż cuda biblijne. I to też jest złożony problem, bo dotyczy relacji między umysłem a ciałem...
Ludzkość z każdym wiekiem czyni postępy w poznawaniu rzeczywistości - przecież doskonale wiemy, że obrót Ziemi wokół Słońca jest faktem rzeczywistym, a 7 słoni podtrzymujących Ziemię to archaiczna i prymitywna próba tłumaczenia świata przyrody. Równanie jednego z drugim może służyć niczemu więcej, jak zupełnemu relatywizowaniu naszej wiedzy, a przecież nie jest prawdą, że nasza wiedza jest bezwartościowa i stanowi dowolną konwencję. Stąd już łatwo o wniosek, że skoro nasza wiedza jest tak zmienna i nijaka, to możliwe jest wszystko. A jeśli możliwe jest wszystko, to możliwe jest istnienie krasnoludków i sierotki Marysi.
Podsumowując: "wierzę" w Boga, ale w Boga filozofów, a nie Boga gadającego przez płonące krzaki.

