Nie mówię tu o moim cierpieniu, a tym bardziej o jego skróceniu. Chodzi mi tylko o ograniczenie cierpienia bliskich.
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i- ... mera/1p2w6"A jednak chorzy na alzheimera najczęściej dożywają kresu swoich dni w otoczeniu najbliższych, a nie w wyspecjalizowanych ośrodkach opiekuńczych. Tych 15 milionów Amerykanów, którym przypadła opieka nad chorymi,
musi radzić sobie z wysokim poziomem stresu, niedostatkiem środków finansowych, a z czasem również z własnym słabym stanem zdrowia. Ci ludzie pracują 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu."
http://wiadomosci.onet.pl/prasa/pieklo- ... imer/cbedl"Warto uświadomić sobie, iż alzheimer nie dotyka tylko jednej osoby, ale jest w równym stopniu chorobą rodziny i osób sprawujących opiekę.
To właśnie otoczenie chorego zostaje najmocniej doświadczone w tym czasie. Bardzo często zdarza się, iż ciężar opieki nad chorym zostaje przerzucony wyłącznie na jednego członka rodziny, który samotnie mierzy się z demonami nękającymi bliskiego.
Tymczasem jest to zadanie znacznie przewyższające możliwości i siły jednej osoby. Zwłaszcza, iż niejednokrotnie opiekunem chorego jest, często schorowany i borykający się z problemami podeszłego wieku, współmałżonek.
Opieka nad chorym na alzheimera nigdy nie ogranicza się jedynie do przygotowania posiłku, pomocy w ubraniu się lub też przypomnienia kilku podstawowych faktów z życia.
Niektórzy określają ją jako „opadanie na dno razem z chorym”, z kolei inni „heroicznym aktem bezwarunkowej miłości”. Bez wątpienia jest to prawdziwie ekstremalne wyzwanie, które wyniszcza zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Bardzo często wiąże się ono z porzuceniem życia towarzyskiego, rodzinnego, a także zawodowego. Opiekun musi stać na posterunku przez 24 godziny na dobę, będąc gotowym dosłownie na wszystko."
W życiu nie chciałabym narazić na to moją rodzinę. Wolę odejść wcześniej jeszcze w pełni władz umysłowych.