autor: konrad » 18 sty 2010, 15:21
Atalio,
Myślę, że przyczyny chorób można podzielić na cztery grupy:
1) Choroby wynikające bezpośrednio z naszego obecnego postępowania, braku zachowania równowagi w życiu, niszczenia swojego ciała szkodliwym trybem życia... Sądzę, że większość z chorób, których doświadczamy należy umiejscowić tutaj
2) Choroby wynikające ze struktury świata, w którym żyjemy i jego poziomu rozwoju. Nie wynikają one bezpośrednio z naszego postępowania, ale są po prostu częścią naszej edukacji. Służą nam, bo wciąż jeszcze jesteśmy niedoskonali. Z jednej strony są próbą dla nas, a z drugiej próbą dla ludzi wokół nas. Najlepszym przykładem cierpienia tego typu było cierpienie, które spotkało Jezusa, który w sumie nie musiał odczuwać już bólu, ale zrobił to, bo narodził się na naszym świecie, którego cierpienie jest niestety wciąż integralną częścią. Oczywiście nie musiał odkupywać żadnych win. Po prostu zgodził się na cierpienie, by nam pomóc się rozwijać.
3) Choroby wynikające z naszych przeszłych czynów. Gdy popełniamy jakiś zły czyn, wpływamy negatywnie na nasze ciało duchowe. Zwłaszcza w przypadku samobójców, ciało duchowe ulega czasowemu "podniszczeniu" czy też pewnego rodzaju deformacjom, które przenoszą się na kolejne ciała fizyczne. Gdy w pierwszej fazie ciąży ciało zaczyna się rozwijać z zarodka, ciało duchowe przenosi na materiał genetyczny wszystkie swoje deformacje... Czasem choroby, które w ten sposób się rodzą, działają w pewnym sensie jak swoiste szczepionki. Np. astma pojawia się często u dawnych palaczy i w wielu przypadkach astmatycy unikają palenia w nowym wcieleniu, gdyż wiążą się z tym nieprzyjemne dolegliwości.
Najbardziej, jak już wspomniałem, dotykani są tego typu chorobami samobójcy. Spodziewam się, że większość osób cierpiących na najtrudniejsze w wyleczeniu przypadłości, to mogą być dawni samobójcy.
4) Choroby, które dany Duch, często bardzo rozwinięty, przyjmuje na siebie, by pomóc swoim bliskim. Bardzo często to przypadek dzieci, które umierają młodo. Wówczas taki Duch działa trochę jak wspomniany wcześniej Jezus. Nie musi cierpieć, ale bierze na siebie misję pomocy swoim bliskim. Przychodzi wówczas na Ziemię, wiedząc, że będzie cierpiał, ale wie, że to jego cierpienie przysłuży się w rozwoju bliskim mu osobom.
Ciężko mi oceniać, ale myślę, że ponieważ dolegliwości Twojego syna były naprawdę poważne, a z drugiej strony - jak piszesz - był bardzo zbuntowany przeciw swojej chorobie, myślę, że mógł należeć do grupy (3) i jest bardzo prawdopodobne, że w poprzednim życiu popełnił samobójstwo... Z pewnością jednak doświadczenia, które zdobył w ostatnim życiu, pomogły mu zrozumieć lepiej swój ewentualny dawny błąd... To jednak tylko moje przypuszczenia... Mogę się oczywiście mylić.