autor: wido » 06 sty 2015, 17:57
PSYCHOKINEZA DLA NAIWNYCH
Adam Ochocki, znany (nie żyjący już) łódzki dziennikarz, w swoich wspomnieniach napisał, że w latach biedy, bezrobocia i zawirowań społeczno-politycznych, zawsze na łamach prasy pojawiały się artykuły opisujące paranormalne uzdolnienia ludzi. Bohaterami ich były wróżki, różnej maści „media", ludzie „magnesy", „wyginacze metali" siłą metafizyczną, terapeuci i inne podobne indywidua. Prasowe sensacje miały jeden cel: dać ludziom nadzieję i odwieźć ich od mrocznych myśli.
Dzisiaj, podobnie jak w latach 20. i 30. naszego wieku teza Adama Ochockiego zdaje się triumfować! Szpalty codziennych gazet i periodyków aż roją się od sensacyjnych informacji o cudownych uzdrowicielach rodem z Filipin, ale i rodzimych, o telepatach, egzorcystach i różnych cwaniakach buszujących wśród naiwnych i szukających ostatniej deski ratunku. Prawdziwa nauka przestała się liczyć! Coś mi się zdaje, że wkraczamy w średniowiecze. Mój pesymizm okazał się jednak płonny ... Oto w programie Discovery emitowanym w języku polskim nadano audycję „Świat dziwnych sił. Zginanie metalu - magia czy siła umysłu" Artura C.CIarke'a. Na ekranie zobaczyłem iluzjonistę Uri Cellera, który na oczach narratora bez użycia „siły fizycznej" wygiął metalowy klucz. Podobne efekty, w wykonaniu gości zgromadzonych na przyjęciu w jednym z domów w Kalifornii były centralnym punktem uroczystości. Obecny na guru wyjaśniał, że aby wygiąć przedmioty metalowe bez użycia siły należy znaleźć w swojej głowie punkt koncentracji, poczuć przepływającą energię i ukierunkować ją na trzymany w ręku widelec. Przy silnej koncentracji przedmioty metalowe zaczną się wyginać.
Wytrzeszczyłem oczy i nosem przylgnąłem do ekranu ... Momentu wyginania się łyżeczek nie zauważyłem ... Pokazano mi tylko wygięte sztućce.
Zadziwiające - pomyślałem. Jak to możliwe, że jeden cwaniak potrafi wmówić kilkudziesięciu osobom, że demonstrowany trik iluzjonistyczny jest zjawiskiem paranormalnym. No cóż, jak mówi mój kolega Berdo: „Nie pomoże ci logika, gdy przed sobą masz magika", l fortuna kołem się toczy ...
Na ekranie, Nina Kułagina - jakoby obdarzona siłami paranormalnymi - siłą woli porusza pudełko umieszczone pod akwarium. Jean Pierre Gerard siłą mentalną wygiął metalowy pręt! Narrator wyjaśnia mi, że już w XIX wieku tłumaczono te uzdolnienia tzw. psychokinezą. Zaglądam więc do „Encyklopedii Powszechnej" PWN, ale takiego hasła nie znajduję ... i chyba słusznie!
Z następnej sekwencji dowiaduje się, że ślusarz Roń Hilton we własnych zabudowaniach gospodarczych prowadził laboratorium wyposażone w akwarium. Tak, tak ... Zwykłe akwarium, choć sam ślusarz był niezwykły. Eksperymentator umieszczał w nim papierowe kółka, które siłą jego woli poruszały się w akwarium i łączyły w łańcuch, choć ich obwody były zamknięte. Żeby było śmieszniej, bo o powadze nie może być tu mowy, gumowe baloniki same napełniały się powietrzem, które o dziwo ... samo z nich ulatniało się. Wszystko to pomysłowy ślusarz utrwalił na taśmie filmowej. Do kompletu dołożył jeszcze „pojawiające się w akwarium" papierowe parasole, samopiszące pióro nazwane przez niego naukowo „Pismem bezpośrednim" i inne nietuzinkowe efekty. Na koniec wszem i wobec ogłosił, że jego osiągnięcia graniczą z fenomenem, podobnie jak list, który bezpośrednio z akwarium docierał do adresata z pominięciem poczty. Roń Hilton szybko znalazł współpracowników, którzy jak mogli popierali działalność nawiedzonego ślusarza i wierzyli, że już wkrótce ich laboratorium wypłynie z garażu na szersze wody. Ich życzeniom stało się zadość ... Sprawą zainteresował się naukowiec z Uniwersytetu w Cambridge, który niezwykłe zjawiska będące dziełem Hiltona rozwiązał bez problemu. Zbadał taśmy filmowe i stwierdził, że sprytny psychokinetyk filmując cudowne zjawiska, wykorzystał trikową metodę Melies'a. ( wybitnego iluzjonistę i prekursora filmowej techniki trikowej) Po prostu filmował dwa osobne kółka, wyłączał kamerę, łączył je z sobą i ponownie filmował. Tak, klatka po klatce preparował własne niezwykłe uzdolnienia telekinetyczne. Tu pragnę dodać, że ów naukowiec na koniec badań
stwierdził, że nie widzi powodu, aby marnować swój czas na dalsze badania tego rodzaju „eksperymentów".
W tym miejscu pragnę dodać,że Arsene Lupin - z wykształcenia lekarz, a z zawodu iluzjonista – obejrzawszy bezkrwawą operację przeprowadzoną w studiu telewizyjnym przez pewnego Filipińczyka, powiedział: „ja ten trik robię lepiej!"inny znakomity iluzjonista James Randi zwalcza oszustów nazywających siebie parapsychologami i cudotwórcami od
wielu lat. Wyznaczył nawet nagrodę w wysokości 10.000 dolarów dla tej osoby, która w jego obecności wywoła zjawisko paranormalne, którego on nie rozszyfruje. Jak dotychczas nagrody nikomu nie wypłacił. Widać trudno zostać cudotwórcą.
Na Uniwersytecie w Kalifornii, gdzie Randi miał wykłady,studenci postawili przed nim zadanie ... Poprosili, aby wygiął wręczony mu klucz nie używając siły fizycznej. Uczynił to bez trudu, a na koniec wyjaśnił, ze to co widzieli, było banalnym trikiem iluzjonistycznym.
W roku 1970 na Uniwersytecie w Waszyngtonie, Randi uczestniczył w Project Alfa, na który multimilioner James McDonald przekazał 1,5 miliona dolarów. Nad badaniami Randiego nadzór sprawował Dr Mark Shafer. Testom parapsychicznym poddano psychokinetyków Mikę i Steve'a oraz Edwards'a Show, którzy z dużą wiarygodnością wyginali siłami paranormalnymi metalowe sztućce i klucze.
Przed rozpoczęciem eksperymentów dr Mark Shafer stwierdził, że „nie wierzy, aby w/w mogli go oszukać!". Wreszcie w roku 1983, po konferencji prasowej Edwars'a, James Randi przedstawił swoje rewelacje ... Na pytanie, jak to robicie ... Edwards odpowiedział: „Po prostu oszukujemy".
Po tym szczerym, ale i bezczelnym wyznaniu, Randi wyjaśnił zgromadzonym dziennikarzom, że Project Alfa powstał po to, aby uzmysłowić ludziom wierzącym w zjawiska parapsychiczne, iż można ich oszukać! l choć ludzie światli zawsze twierdzili, że są na to zbyt mądrzy i zbyt wykształceni, zostali oszukani przez zwykłych „magików". No, powiedzmy, że trochę niezwykłych, bo przecież potrafili odwrócić uwagę naukowców od rzeczy istotnych ...
Podczas konferencji, ludziom nauki uszedł uwadze pewien fakt...
Otóż jeden z kamerzystów, który z dużą uwagą filmował ręce iluzjonistów poddanych eksperymentowi, stał się na pewnym etapie eksperymentem zbyt „niebezpieczny". Odciągnięto go od kamery w prosty sposób ... Poproszono go do stołu, przy którym demonstrowano wyginanie metali. Jego miejsce przy kamerze zajął mniej ciekawski i mniej bystry operator. Show, okazał się zbyt dobrym psychologiem ... lepszym od naukowców nadzorujących eksperymenty, l tu narrator programu zadał sobie proste pytanie: po co miałaby istnieć psychokineza, jeżeli są inne sposoby na wygięcie widelca, łyżeczki lub klucza? W chwilę później dodał:
„Najłatwiej oszukać ludzi nauki ..." Ma to swoje uzasadnienie. Naukowcy badają naturę, a ona w przeciwieństwie do ludzi, nigdy nie dopuszcza się oszustw. Ludzie często naginają dowody do postawionej tezy, a badacze zdają się o tym zapominać.
Z materiału K K I opracowanego przez Jerzego Mecwaldowskiego „Caroni”