
Większość z nas, gdy spotyka zło szalejące na tym świecie, to obwinia o nie Boga i czeka na Jego interwencję. W skrajnych przypadkach, gdy dzieje się coś szczególnie złego, ludzie odchodzą nawet od Boga. Nie chcą oni mieć nic wspólnego z kimś, kto jest rzekomo wszechmocny i może zmiażdżyć wszelkie zło jednym swoim skinieniem, ale z jakichś powodów nie chce tego zrobić.
Wniosek, który oni wyciągają ze swoich doświadczeń i obserwacji, może być tylko jeden. Ich zdaniem Bóg nie istnieje, a wszystko, co o nim rzekomo wiemy, to zwykłe mrzonki. Doskonale takich ludzi rozumiem, bo ciężar wyniesiony, na przykład z obozów koncentracyjnych, może prowadzić do takich wniosków. Na szczęście dla nas wszystkich, tacy ludzie są w błędzie.
My ludzie mamy ogromny talent do obwiniania Boga, za wszystkie nieszczęścia i zbrodnie tego świata. Czynimy tak zawsze wtedy, gdy widzimy, że komuś dzieje się krzywda, lub co najgorsze, gdy nieszczęścia dotykają nas osobiście. To On ma coś z tym zrobić i wszystkiemu zadziałać. Tak właściwie uważamy, że jest to Jego "boskim obowiązkiem". Czy nie od tego właśnie Go mamy?
Kto Waszym zdaniem morduje, torturuje, gwałci, czy wpędza ludzi w nędzę i czerpie z tego korzyści, Bóg, czy inni ludzie?
Nikt nikogo nie zmusza do wyboru tej "złej drogi". Sami na nią wchodzimy, wbrew wszelkim ostrzeżeniom. Gdy już tkwimy w szambie, to za wszystko oczywiście winimy Boga, bo nie będziemy przecież winić samego siebie.
Przez całe nasze życie Bóg krzyczy do nas i prosi, byśmy w Jego imieniu zrobili coś ze złem, które nas otacza. On ze wszystkich sił stara się obudzić nasze sumienie, pokazując straszne obrazy nieszczęść, które spotykają ludzi.
Nie ma dnia, by Bóg nie prosił Cię, abyś Mu pomógł, czyniąc, choć małe dobro dla swojego brata. On mówi, wrzeszczy i trąbi prosto do naszych uszu, by skruszyć nasze zimne i nieczułe serca. Stara się jak tylko może, by obudzić drzemiące w nas człowieczeństwo.
My jednak wolimy zamknąć się w bezpiecznym świecie naszej egzystencji, narzekać na Boga i czekać na Jego interwencję. Najlepiej przecież nic nie robić, współczuć bezbronnym ofiarom i cieszyć się, że nas to nie dotyczy. Wygodniej jest nam, nie słyszeć głosu Boga, który błaga o naszą interwencję.
Czy zdajecie sobie sprawę, jakie to jest podłe i małostkowe? Mogę pomóc, ale nie pomagam i wkurzam się na Boga, że On tego za mnie nie robi.
Rusz więc swoje szanowne cztery litery i posprzątaj dom, który dostałeś od Boga pod opiekę. Twoja bierność i bezczynność sprawiają, że to Ty, a nie Bóg jesteś współwinnym wszystkich zbrodni tego świata.
Możesz postarać się coś z tym zrobić lub usiąść ponownie na tyłku, narzekać na zło, płakać nad ofiarami i nadal obwiniać Boga. Tak jest przecież najbezpieczniej, najłatwiej i najwygodniej. Jesteś w końcu tylko słabym, szarym, zwykłym człowiekiem, no nie? Każdy musi to przecież zrozumieć...
Wybieraj, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi. Pamiętaj jednak, że obierając jakąś drogę, przyjmujesz na siebie również, związane z nią konsekwencje.