Danut, wielkie dzieki, przeczytalam jednym tchem, cudne !
A ta opowiesc z fruwajacym krasnoludkiem- bezcenna
Jesli chodzi o "mojego" krasnala, to widzialam go dwa lata temu, a wiek dzieciecy ma, juz daaaawno za soba
Jechalismy samochodem malo uczeszczana droga przez lasy. Kuzyn prowadzil, ja sie nudzilam bo tylko drzewa i drzewa.
Z tylu siedzialy 10 letnie dzieciaki, ktore odwozilismy po krotkich wakacjach u nas, do rodziny kuzyna.
W pewnym miejscu las byl mlody i bardzo przerzedzony, tak ze wglad byl dosc gleboki.
Zaciekawilo mnie swiatlo sloneczne, ktore miedzy drzewami tworzylo jakby magiczne miejsce,wiec patrzylam i zachwycalam sie i NAGLE zobaczylam tego krasnala.
Mial naprawde czerwona zwisajaca czapke, stal zamyslony i podpieral sie kosturem.
Wpierw zaniemowilam, a potem zaczelam wrzeszczec do kierujacego, cos w rodzaju " stoj, stoj, zatrzymaj sie, widzialam krasnoludka w lesie "
Reakcja kierowcy i siedzacych z tylu dzieciakow byla mi bardzo nieprzychylna.
Wszyscy wybuchneli smiechem i zaczeli sobie ze mnie zartowac.
Zanim sie doprosilam kuzyna, zeby stanal i zawrocil trwalo to dobrych pare kilometrow.
Jezdzilismy potem tam i z powrotem, ale krasnala juz niestety nie bylo....
Minely dwa lata a wszyscy jeszcze o tym pamietamy, kuzyn ma chyba wyrzuty, a dzieciaki respekt przed ciotka dziwaczka
