autor: Jagoda_ » 07 lip 2016, 08:44
Witaj Agnieszko,
nie znam Cie, ale calym sercem jestem z Toba.
Ja, gdy stracilam niezwykle bliska mi osobe, strasznie dlugo dochodzilam do siebie. Najgorsze bylo dla mnie pytanie "gdzie on jest?" Dlaczego go nie ma?.... I zero zrozumienia mojego bolu od znajomych czy przyjaciol. Zawsze powtarzalam, ze do bolu mozna sie przyzwyczaic, ale nigdy z odejciem bliskiej osoby pogodzic. Minelo 12 lat i dzis jestem w stanie powiedziec - tak musialo byc - pogodzilam sie z tym i odczuwam szczescie i wdziecznosc, ze dane bylo mi (choc na bardzo krotko) zyc z tak cudowna osoba. Dopiero po 12 latach dotarly do mnie znaki, ktorymi probowal mnie i moja matke pocieszac, dopiero po 12 latach dotarlam do wiedzy, do ksiazek, ktore utwierdzaja mnie w tym, ze istniejemy dalej, ze sie znowu zobaczymy. W tej chwili czytam ksiazke doktora Michaela Newtona "Wedrowka dusz".
Mimo wszystko, nadal boje sie utraty ukochanych mi osob, tej tesknoty... ale bede nadal starac sie oswoic smierc.
Kochana Agnieszko, ja jestem pewna, ze Twoj ukochany Syn jest mysla przy Tobie, ze bedzie Cie wspieral, bo darzycie sie wielka miloscia. Trudno jest pokonac nasz zal, ale sprobuj zrobic to dla syna. Ja otrzymalam z moja Mama tyle znakow od ojczyma, ktorych w ogole nie dostrzegalysmy, gdy to do mnie dotarlo, zrobilo mi sie niezwykle zal, ze moj Ojczym tak sie staral nas pocieszyc i nie byl wtedy w stanie do nas dotrzec. Dusze tesknia i martwia sie o ukochanych na ziemi....
Zycze Ci Agnieszko, zebys odnalazla spokoj, dostrzegaj piekno natury wokol siebie, bierz pieska na spacer i rozmawiaj z Synem, on to odbierze.
Wiem, wszystkim latwo tu pisac i pocieszac, ja w tej chwili nie wyobrazam sobie ponownej straty bliskiej osoby, ale wiem, ze musialabym sobie poradzic - ufam, ze pomoglyby mi wtedy lektury i ludzie tacy jak tu, na tym Forum.........
Nie wiem nic, nie pragnę niczego...