Parę słów ode mnie z perspektywy siedmiu prawie lat, jakie upłynęły od śmierci mojego najdroższego Rafała. Kochana Agnieszko, niczego Ci nie obiecuję, bo każdy przeżywa tak wielka tragedie po swojemu i nie ma tu żadnych prawidłowości i schematów, ale z mojej perspektywy i punktu widzenia mogę powiedzieć, ze z czasem powinno być lepiej i cierpienie nie będzie już tak dotkliwe a rana zacznie się zabliźniać. Zaczniesz wspominać swojego Synka z czułym uśmiechem, bez tej obecnej dotkliwej, krwawiącej rozpaczy.
Co powinno się robić i czego nie robić, by jakoś przetrwać ten najokrutniejszy czas, w moim przypadku trwajacy około dwóch lat?
Nie przesiadywać na cmentarzu - to niczego nie da i nie zmieni.
Nie tworzyć w domu ołtarzyków z kwiatami i świecami.
Nie utrzymywać pokoju pamieci - wiem, ze niektórzy rodzice latami trzymają pokój zmarłego w nienaruszonym stanie i nie pozwalają tam niczego tknąć.
Rozdać rzeczy dziecka potrzebującym, sobie zostawiajac jedynie najdroższe sercu pamiatki.
Oczywiscie jest to moja opinia - uwazam, ze każdy bedzie postępował , jak mu serce dyktuje i nie mam zamiaru krytykować niczyjego postępowania, jednak sądzę, ze usilne podtrzymywanie żałoby i kultu zmarłego dziecka nie słuzy nikomu, ani jemu samemu ani nam ani naszym bliskim.
Droga Agnieszko, jeszcze doczekasz czasu, gdy na Twoich ustach pojawi się usmiech a nawet zdziwisz sie, ze jeszcze potrafisz się głosno śmiać, może nieprędko, ale jestem pewna, ze ten czas nadejdzie.
Tylko błagam na wszystko - nie kultywuj żałoby wzorem innych osieroconych rodziców. Znam takich, wierz mi.
Całuję i przytulam mocno.
