autor: ouija » 26 maja 2010, 23:38
Wątek (mam nadzieję, że przerodzi się w coś dłuższego) bardzo ciekawy. Osobiście martwi mnie jedna rzecz jedynie. Rzecz dosyć poważna. Martwi mnie, że zapewne wielu ludzi, czy to interesujących się spirytyzmem, czy też nie, będzie wszelkie treści "wykładów" chłonąć wiedzę jak przysłowiowe "gąbki". Dla większości pewnie to nie będzie odgrywało większej roli, ba możliwe nawet, że tego będą chcieli właśnie. Taki jest w końcu cel każdego kursu. Jednakowoż pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż do poprowadzenia takiego kursu potrzeba niezwykle, ale to niezwykle odważnej i kompetentnej osoby. Podam przykład z książki Przemysława Grzybowskiego (tłumacza dzieł Allana Kardeca) "Opowieści spirytystyczne. Mała historia spirytyzmu": "... na północy Anglii w miejscowości Cottingley żyje rodzina Arthura Wrighta, w skład której wchodzą między innymi dwie urocze dziewczynki (dziesięcio- i trzynastoletnia). W 1917 roku córka pana domu - Elsie - bardzo często bawiła się w lesie w towarzystwie swej kuzynki Frances Carpenter...". Pisałem pracę naukową m.in. na ten temat i na szczęście orientuję się w tym temacie. Otóż nie chodziło o żadną Frances Carpenter, ale Frances Griggiths. I nie chodziło tu o żadne panieńskie nazwisko itp. Ponadto wiek dziewczynek też jest podany błędnie. Miały kolejno: szesnaście i dziesięć lat. Są to drobiazgi dla niektórych, dla naukowca rzeczy podstawowe. I teraz, wykładowca poda różne informacje, które wielu przyjmie za aksjomat. Jak dla mnie, jeżeli mamy badać spirytyzm, to musimy go BADAĆ. Naukowo. A nie mówić "Duch w Hydesville objawił się w 1848 roku...". Bo żaden duch się nie objawił. Chcę, żeby mnie dobrze zrozumiano. Nie jestem sceptykiem. Większość przyjmuje za oczywistość istnienie duchów, ja również. Jednak ludziom potrzeba wiedzy. Rzetelnej. Kompetentnej. Sprawdzonej. Opartej na dowodach, badaniach. Taki powinien być ten kurs. To, że jakiś autorytet powie to i to, nie oznacza, że tak jest. Użytek będzie z naszych rozumów.