Kalifornijski artysta Chris Trueman stworzył obraz z 200 tysięcy martwych mrówek – informuje internetowe wydanie dziennika The Daily Telegraph.
Początkowo artysta planował sam złapać potrzebne mu mrówki, ale zorientował się, że zajęłoby mu to lata. Dlatego postanowił kupić je na aukcji internetowej – są sprzedawane jako pokarm dla zwierząt.
Chris Trueman kupował owady po 40 tysięcy sztuk, za 500 dolarów. Więc za wszystkie potrzebne mu mrówki zapłacił 2,5 tysiąca dolarów.
Artysta zabił wszystkie mrówki i pincetą umieszczał je w ramach, tak aby powstał obraz dziecka – samego Truemana we wczesnym dzieciństwie. Praca nad tym panelem zajęła mu kilka lat. W pewnym momencie zrobiło mu się żal zabitych mrówek i na rok przerwał prace. Później stwierdził, że jego żal nie przywróci życia owadom i wrócił do przerwanej pracy.
Jak powiedział autor impulsem do stworzenia tego dzieła było jedno ze wspomnień z dzieciństwa. Kiedy Chris miał pięć lat razem z bratem zniszczyli mrowisko i zostali pogryzieni przez mrówki.
Gotowe dzieło Trueman sprzedał za 35 tysięcy dolarów.
============
Artykuł i treść kuriozalne jak nigdy, ale skłaniają do myślenia:
Kilka pytań, nad którymi warto się zastanowić-
1) Jaki jest sens cierpienia mrówek?
2) Czy mrówka ma duszę, ew. coś, co zdolne jest przetrwać i inkarnować się kolejny raz?
3) Czy wegetarianin zabijając muchę albo pająka jest hipokrytą? Czy o szacunku do zwierząt decyduje ich wielkość?
Zapraszam do dyskusji:P
