Zdecydowałam się stworzyć nowy wątek, bo poszukuję od dłuższego czasu odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Czy praca z Tarotem może nas otworzyć na odbieranie bodźców ze świata pozamaterialnego? Czy taka zdolność może zostać wykształcona? Pytam, bo spotykam się czasem na tym forum z opinią, że o tym czy odbieramy te bodźce my nie decydujemy swoimi działaniami. Do czego zmierzam:
Wiele lat temu zaczęłam zajmować się Tarotem. Zawsze używałam go w dobrej wierze, nigdy nie miałam z tego tytułu problemów (no może raz, o czym za chwilę
Ciekawą historią, której doświadczyłam i takiej, która sprawiła, że nie dotykałam kart kilka miesięcy był sen z małym dzieckiem. Mój dom jest położony w pobliżu dawnego szpitala i kilka razy zdarzyło się, że znaleźlilśmy pojedyncze kości, a także kawałek złotej bransolety (mieszkali tam kiedyś żydzi). Kiedyś odwiedziła nas moja ciocia ze znajomym, który miał wykrywacz metali. Trochę szukaliśmy dla zabawy, ale ja byłam w szukanie bardziej zaangażowana niż inni. Umówiliśmy się, że kolejnego dnia zaczniemy sprawdzać znów. Ja w międzyczasie sprawdziłam w kartach czy coś może być ukryte na naszej posesji. Potem położyłam się spać. Sen, który mnie nawiedził był przerażający. Najpierw ujrzałam kartę 9 mieczy, która prezentuje osobę siedzącą na łóżku i płaczącą. Znajdowałam się w budynku, który istnieje realnie w moim miasteczku i jest położony na rynku, skąd można obserwować kościół. Jest to budynek apteki na 1 piętrze. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam małą trumienkę i orszak żałobny, a także dzieci z białymi kwiatami. Nagle sceneria się zmieniła i ściany w pomieszczeniu, w którym przebywałam były zakrwawione. Ujrzałam karte diabła oraz małą dziewczynkę o czarnych włosach, prawdopodobnie żydówkę. Powiedziała do mnie: nigdy nie kop w tej ziemi. I obudziłam się. Do tej pory zastanawiam się czy to była moja wyobraźnia czy faktycznie na moim podwórku spoczywa jakieś dziecko, być może nie może odejść do tej pory. Oczywiście porzuciłam poszukiwania
Raz jeszcze miałam sytuację, w której śniło mi się, że znajduję się w jednym mieście i wchodze do tunelu, po czym przechodzę do kolejnego miasta, które w rzeczywistości są od siebie bardzo oddalone. Zaczął się wtedy LD i zdałam sobie sprawę, że przecież mogę powiedzieć żeby tunel przeniósł mnie do domu rodzinnego. Tak też zrobiłam i nagle poczułam wirowanie i jakbym była w czymś co jest trąbą powietrzną, wszystkie wnętrzności wirowały, a ja czułam niesamowite szczęście. To było wspaniałe uczucie. Wsytraszyłam się jednak i nie chciałam tego kontynuować. Po przebudzeniu czułam obecność istoty, miałam przekonanie, że to moja babcia, ktora niedawno odeszła. Wystraszyłam się i uciekłam do innego pokoju, gdzie spali rodzice. To zdarzyło się nad ranem kiedy przebudziłam się i znów poszłam spać.
Ciekawa jestem Waszego zdania, czy tarot, medytacja może w nas obudzić jakiś portal do kontaktów z drugą stroną
