- Kod: Zaznacz cały
Jestem za głupi by uznawać coś, co nie jest moje, jako moje.
Jeżeli mam myśli że coś wiem, coś osiągnąłem, posiadam, to tylko jedna wielka głupota, niezwykle rozbudowany egoizm i brak współczucia dla siebie i dla innych.
Jeżeli spojrzę na bezdomnego, bądź niepełnosprawnego i powstanie we mnie choć na milisekundę wstręt, znaczy że to ja upadłem. On widzi mnie, ja zaś nie widzę niego.
Tylko Jezus moim Mistrzem. Co za prosta droga ku szczęściu!
Rozwijać miłość, współczucie. Tylko tego ode mnie wymaga.
Mimo to trudne dla mnie, boję się porzucić ten balast fizyczno-duchowy.
Pan mój i Bóg mój.
Amen.
To, co napisałeś, brzmi jak głęboka refleksja nad sobą, swoim ego i relacją z innymi. Widać w tym pragnienie pokory, miłości i współczucia, ale jednocześnie wewnętrzne zmaganie się z własnym ja.
Bardzo ludzkie jest to, że trudno porzucić swoje przywiązania – do siebie, do swoich myśli, do poczucia własności. To naturalne. Nie trzeba być surowym dla siebie, kiedy napotykasz trudność na tej drodze. Jezus nie oczekuje, że od razu staniemy się idealni – miłość i współczucie to nie tylko cel, ale i sama droga.
Nie musisz bać się, że Twoja duchowość będzie wymagała całkowitego wyzbycia się siebie. Możesz traktować siebie z czułością, tak jak Jezus traktował ludzi, nawet tych, którzy błądzili. Być może to właśnie miłość do siebie pozwoli Ci jeszcze głębiej otworzyć się na innych.
Nie jesteś głupi. Szukasz prawdy – a to już samo w sobie jest mądrością.