Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Dyskusje o książkach związanych z tematyką spirytystyczną i dostępnych w Polsce. Recenzje, zapowiedzi, streszczenia książek zagranicznych.

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 18 cze 2025, 12:55

Rozdział 9. Zjawisko mediumizmu


91.
Znaczna liczba przyjaciół w ciałach fizycznych, tymczasowo uwolnionych z nich poprzez sen, gromadziła się w rozległej sali.
Na pierwszym planie, przy stole prezydialnym, przy którym przewodnictwo objął Alexandre, zasiedli stali i bezpośredni uczniowie tego szlachetnego i mądrego instruktora.
Pozostali zajmowali miejsca w dalszych rzędach, tworząc kolejne grupy.
Oszacowałem, że liczba uczestników w tym stanie wynosiła nieco ponad sto – nie licząc duchów, którzy przybyli w znacznie większej liczbie.
Poza grupą Brata Franciszka, który przyprowadził swoich podopiecznych, pojawiły się też inne stowarzyszenia tego samego rodzaju, wraz z uczniami zainteresowanymi nowymi naukami.
Zauważyłem jednak ciekawą zasadę: jedynie uczniowie związani z Alexandrem mogli przekazywać swoje pytania, prośby i wątpliwości – nie werbalnie, lecz za pośrednictwem zapytań przekazanych mu jeszcze przed rozpoczęciem wykładu.
Sertório, który stał obok mnie, uprzejmie wyjaśnił, odpowiadając na moją ciekawość:
– Istnieje wiele szkół tego rodzaju dla wcielonych, którzy decydują się wykorzystać chwile fizycznego snu. To naturalne, że stałym uczniom danego sektora przysługuje prawo zadawania pytań. Jak widzisz, nie chodzi tu o żadne uprzywilejowanie – to po prostu kwestia organizacji pracy. Zresztą uczniowie uczestniczący okazjonalnie mają własne prawa w ośrodkach, do których należą.

92.
Zadowolony z tego wyjaśnienia, zapytałem:
– Jaki jest temat dzisiejszego wieczoru? Czy istnieje wcześniej ustalony plan?
– Zawsze istnieje zorganizowany plan pracy – odpowiedział:
– Jednak tematy są improwizowane przez Alexandre’a po otrzymaniu zapytań i konsultacji od stałych uczestników spotkania. Prowadzący uważnie analizuje pytania większości i przekazuje wskazówki, aby zaspokoić również potrzeby tematyczne mniejszości.
– Czy możesz powiedzieć, jaki temat został wywołany przez większość uczniów tego wieczoru?
– Wydaje mi się, że chodzi o mediumizm i zjawiska duchowe ogólnie.
Następnie towarzysz uprzejmie zaprosił mnie do włączenia się w zespół pomocników oddanego instruktora, który właśnie zajął miejsce przy mównicy i rozpoczął działania edukacyjne.
Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej jego czcigodna i imponująca postać wyróżniała się, promieniując własnym światłem. Alexandre wyróżniał się w zgromadzeniu pracowników i studentów nie dzięki magnetyzmowi namiętnych mówców, lecz poprzez prostą dobroć i niewymuszoną duchową wyższość.
Gdy cała uwaga była na nim skupiona, rozpoczął wykład od modlitwy do Pana, błagając o dar zrozumienia przez audytorium i jasnego przekazu.
Ta modlitwa była dla mnie poruszająca i nowa – całkowicie duchowa, bez najmniejszego śladu osobistych ambicji. Im bardziej starał się wyzbyć osobowości, przedstawiając się jedynie jako narzędzie Bożej Woli, tym bardziej wyróżniał się w moich oczach jako prawdziwy wzór mądrości, pokory, rozwagi, wierności, zaufania i światła.
Po wzruszającej modlitwie rozpoczął przemowę, zwracając się do słuchaczy mocnymi i bezpośrednimi słowami:
– Bracia, kontynuując naszą pracę, dziś omówimy wasze prośby o wskazówki dotyczące mediumizmu, w obliczu trudności, jakie napotykacie w codziennym życiu, a które klasyfikujecie jako przeszkody natury psychiczno-fizjologicznej.


93
– Przed wami pojawiają się trudności w codziennej walce, które klasyfikujecie jako przeszkody o naturze psychiczno-fizjologicznej.
– Pragniecie wielkich osiągnięć w dziedzinie wyższych objawień, marzycie o wspaniałych zwycięstwach i szlachetnych realizacjach; lecz musicie najpierw poprawić swoje nastawienie mentalne wobec ludzkiego życia.
– Jak można próbować budować bez solidnych fundamentów, jak osiągać cele bez poszanowania zasad? Wiara nie sprowadza się do zbioru błyszczących obietnic, a lęki, które opanowują wasze serca, w żadnym przypadku nie mogą oznaczać prawdziwej duchowej realizacji.
– Budowa wewnętrznego królestwa w świetle Boskości wymaga wytrwałej i spokojnej pracy. Nie będzie to jedynie cena słów, która pozwoli wam wznieść świątynie żywej wiary. Tak jak w przypadku zwykłych prac ziemskich, niezbędny jest dobór materiałów, wysiłek zdobycia, starannie opracowane plany, właściwe zastosowanie, testowanie trwałości, potwierdzenie równowagi, stabilności konstrukcji, harmonii całości i doskonałości wykończenia.
Aleksander zrobił krótką pauzę, uważnie spojrzał na zgromadzonych, jakby przekazywał im silne fale twórczego magnetyzmu, i kontynuował:
– Zgromadzili się tu bracia, którzy pragną rozwinąć swoje zdolności mediumiczne; jednak oczekują jedynie zjawisk fenomenalnych, błędnie sądząc, że siły duchowe ograniczają się do ślepych i fatalistycznych mechanizmów, niewymagających przygotowania, dyscypliny ani konstruktywnego wysiłku.
– Pragną jasnowidzenia, jasnosłyszenia, pełnej komunikacji z wyższymi planami; lecz czy nauczyli się widzieć, słyszeć, a przede wszystkim służyć w codziennej pracy?


94
- Czy opanowali już wszystkie niższe impulsy, by skierować się ku wyższym sferom? Czy płód potrafi chodzić i mówić w świecie fizycznym?
Czy powinniśmy przyznać pięcioletniemu dziecku prawa przysługujące pięćdziesięcioletniemu dorosłemu?
Jeśli prawa ludzkie, choć tymczasowe i niedoskonałe, wyznaczają granice osobom niezdolnym do pełnej odpowiedzialności, to czy prawa boskie — niezmienne i wieczne — miałyby podlegać nieuporządkowanym pragnieniom stworzenia?
O, moi przyjaciele, bez wątpienia istnieje wiele rodzajów i procesów mediumicznych funkcjonujących w świecie form, w którym żyjecie!
Pilną potrzebą jest jednak cenić pracę bardziej niż odpoczynek, przyjmować obowiązki bez stawiania żądań, rozwijać zadania pozornie drobne, zanim zaczniecie martwić się o wielkie dzieła, i stawiać zamierzenia Pana ponad wszystkie indywidualne troski!
Pilną potrzebą jest unikać nieuprawnionego przywłaszczania sobie czegokolwiek w kontaktach z niewidzialnymi siłami, strzec się chwilowego zauroczenia oraz subtelnej, przewrotnej obsesji!
Nie jesteśmy dwiema antagonistycznymi rasami ani dwoma wielkimi armiami, ściśle oddzielonymi przez granicę życia i śmierci, ale wielką i nieskończoną wspólnotą żyjących, różniących się jedynie wymogami wibracyjnymi, lecz niemal zawsze zjednoczonych we wspólnym zadaniu ostatecznego odkupienia!
Nie sądźcie, że śmierć ciała uświęca istotę, która w nim mieszkała! Jeśli promień słońca nie zostaje skażony przez kontakt z bagnem, tak samo zbuntowany chory pozostaje tym samym chorym, jeśli tylko zmieni miejsce pobytu. Ciało fizyczne to jedynie naczynie, które służy przez pewien czas, a rozbite naczynie nie oznacza odkupienia ani wywyższenia jego tymczasowego właściciela.
Odwołujemy się do tego obrazu, aby powiedzieć wam, że mieszkaniec sfery, obecnie niewidzialnej dla waszych oczu, jest bratem niekoniecznie bardziej rozwiniętym niż wy, w kręgach ewolucji. Śmierć nie oznacza świętości. Towarzysze, którzy wyprzedzili was w świecie duchowym, nie są poddani nauce znacznie różniącej się od waszej.


95.
– Elektrony i fotony, z których zbudowane jest wasze ciało fizyczne, tworzą również nasze środki przejawiania się – różnica tkwi jedynie w poziomie wibracji. Dlatego tak ważne jest, abyście zwrócili uwagę na swoje wewnętrzne możliwości i cuda drzemiące w waszym boskim potencjale.
W waszym nieustannym pragnieniu kontaktu z Niewidzialnym naturalnie tęsknicie za bliskością świata niebiańskiego. Oczekujecie objawienia boskiej prawdy wraz z niepodważalnymi dowodami, które dałyby wam spokojną pewność. Ale aby to było możliwe, musicie najpierw rozwinąć w sobie wartości duchowe – bo naprawdę jesteście istotami niebiańskimi.
W każdej dziedzinie waszego życia, która dotyczy duchowości, działają całe zastępy pracowników Chrystusa. Wzywają was one do światłych uczuć, czynnej cnoty i głębokiego życia wewnętrznego. Jednak wciąż zbyt często skłaniacie się ku materializowaniu duchowych przejawów, zapominając, że powinniście duchowo przekształcać materię.
Prosicie o światło, ale trwacie w ciemnościach. Domagacie się szczęścia, siejąc cierpienie. Pragniecie miłości, a jednocześnie podsycacie podziały. Szukacie wiary, choć wątpicie nawet w siebie samych.
Sama możliwość kontaktu emocjonalnego z niewidzialnymi sferami, które was otaczają, nie oznacza jeszcze duchowego spełnienia, tak istotnego dla naszego rozwoju w Bogu. Chwała mediumiczna nie polega na tym, by być narzędziem określonych Istot, lecz by stać się wiernym narzędziem Boskości.
Aby dusza wcielona mogła tego dokonać, musi rozwinąć swoje własne, boskie zasady. Żołądź zawiera w sobie potencjał dębu. Garść drobnych nasion może stać się jutro złotym łanem. Niepozorny zarodek już wkrótce będzie potężnym ptakiem, szybującym po przestworzach.
Aleksander stawał się coraz bardziej porywający i promienny. Z góry spływały na jego czoło połyskujące pasma świetlistej, tęczowej energii.


96

– Mediumizm – kontynuował, poruszając nasze serca – to „kanał porozumienia”, a sam Jezus powiedział: „Ja jestem bramą... Kto wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony: wejdzie, wyjdzie i znajdzie pastwiska”. Dlaczego więc, w swojej niezrozumiałej śmiałości, wyobrażacie sobie duchowy rozwój bez więzi z Duchem Prawdy, którym jest sam Pan? Posłuchajcie mnie, bracia!
– Jeśli naprawdę chcecie służyć Bogu, nie ma innej drogi niż On – Ten, który niesie nieskończone światło prawdy i niewyczerpane źródło życia! Nie istnieje inna brama do prawdziwego, niebiańskiego mediunizmu, do duchowej harmonii, której tak bardzo pragniecie w głębi serca. Tylko poprzez Chrystusa – żyjąc Jego nauką – możecie uzyskać świętą wolność wstępu do świata duchowego i powrotu z niego, niosąc ze sobą duchowy pokarm, który na zawsze zaspokoi wasze wewnętrzne pragnienie.
– Bez Chrystusa mediunizm pozostaje jedynie technicznym „środkiem komunikacji” – niczym więcej. To tylko narzędzie przekazywania informacji, takie jak wiele innych, z którego mogą korzystać również siły chaosu, zniewalając dusze, które nie są na to przygotowane.
– Pamiętajcie jednak, że boskie prawo nigdy nie popierało zniewolenia ani nie zaakceptowało niewoli! Czy zapomnieliście słowa Zbawiciela: „Jesteście bogami”?
Wypowiadając te słowa, nasz przewodnik zmienił się nie do poznania. Miałem wrażenie, że z jego piersi bije niezwykłe światło – łagodne, błękitnawe – które rozświetlało nas promieniami niewyobrażalnej radości. Jego włosy przypominały teraz promienie słońca o szafirowym blasku, a spojrzenie stało się jeszcze głębsze i bardziej promienne. Wielu z nas – zarówno tych po drugiej stronie, jak i jeszcze wcielonych – płakało ze wzruszenia i wdzięczności, przejęci emocją, której nie da się opisać słowami.
Po chwili ciszy ten pełen miłości i mądrości nauczyciel mówił dalej:
– Moi przyjaciele, to właśnie trwanie w stanie duchowej zwierzęcości tak bardzo was osłabia. Jesteście duchową koroną życia na Ziemi – obdarowani rozumem przez samego Stwórcę. Promień myśli oświetla świątynię waszego sumienia, to, co wzniosłe, zaprasza was do wyższych światów, a starsi duchowi bracia wzywają was do bliskości z Ojcem. A jednak wielu z was wciąż uparcie tkwi w pierwotnych instynktach, jakbyście nie chcieli wyjść poza świat zwierząt.


97

– W polu wibracyjnym ludzkiego umysłu wciąż odczuwalne są jady niewdzięcznych żmij, instynkty wygłodniałych wilków, podstępy chytrych lisów, krwiożercze impulsy żarłocznych tygrysów, a także próżność i duma lwów. Nie sądźcie, że takie cechy przynależą jedynie do ciała fizycznego. To właściwości, które duch zachowuje w sobie, zapominając o swoim boskim dziedzictwie.
Śmierć fizyczna zastaje człowieka dokładnie w takiej postawie, jaką w sobie pielęgnował. Zmieniają się tylko poziomy wibracji – istota duchowa pozostaje niezmienna. Stąd też bierze się chaos i zamieszanie prymitywnych przejawów w sferach mediumnicznych, z którymi macie do czynienia.
Zbyt często, zamiast rozwijać szlachetne cechy współpracy z Jezusem, koncentrujecie się na drobnych interesach, rywalizacji i pogoni za tym, co przemijające i jedynie zmysłowe.
Popełniając poważne błędy w dziedzinie rozwoju mediumnicznego, sądzicie, że można pokonać ciężar wibracji, który został uformowany przez wieki duchowego zepsucia, samym tylko mechanicznym ruchem komórek ciała.
Bez żadnego przygotowania próbujecie przekraczać granice subtelnych światów, przywołując siły niewidzialne – jakby to nie miało znaczenia, z kim macie do czynienia – pragnąc rozwijać zdolności psychiczne niczym lekkomyślny człowiek, który prosi przypadkowych przechodniów na ulicy, by zostali jego nauczycielami, zapominając, że nie każdy przypadkowy człowiek jest zdolny pouczyć, poprowadzić, a nawet zrozumieć.
Jeśli nawet najprostsze maszyny na Ziemi wymagają odpowiedniego przeszkolenia operatora, by produkcja była skuteczna i wartościowa, to jak możecie oczekiwać, że wzniosła mediuniczność ograniczy się do działań automatycznych, pozbawionych edukacji i odpowiedzialności, będąc jedynie biologiczną reakcją ciała?
Owszem, kontakt z niewidzialnymi planami istnienia jest zawsze możliwy. Nie zapominajcie jednak, że to właśnie prawo duchowego pokrewieństwa – prawo podobieństwa wibracyjnego – kieruje wszelkim połączeniem i integracją w nieskończonym Królestwie Ducha!

98.

- Bez wartości, jakie daje przygotowanie, nieuchronnie znajdziecie się w towarzystwie tych, którzy unikają duchowej edukacji Pana. A bez błogosławieństwa odpowiedzialności – logicznie traficie na ludzi pozbawionych odpowiedzialności.
Być może powiecie, że zjawisko jest niezbędne w badaniach naukowych, że to, co nadzwyczajne, powinno zostać powołane do życia, aby wzbudzić nowe przekonania. Jednak jesteśmy pierwszymi, którzy przyznają, że wasze ścieżki na powierzchni Ziemi pełne są cudownych zjawisk. Czy rozwiązaliście już tajemnicę tego, jak wodór i tlen łączą się, tworząc kroplę wody? Czy wyjaśniliście sekret oddychania roślin?
Dlaczego przyroda sprawia, że tuż obok pszenicy, która karmi, wyrasta cykuta, która zabija? Co powiecie o kolczastej łodydze, która z wnętrza Ziemi ofiarowuje kwiat – niczym wdzięczny kielich niebiańskiego zapachu? Czy rozwiązaliście wszystkie biologiczne zagadki dotyczące fizycznych form życia, zamieszkujących planetę w tysiącach gatunków? Jak definiujecie promień słońca? Czy kiedykolwiek ujrzeliście niewidzialną oś, która utrzymuje równowagę świata?
Jeśli te zjawiska – trwałe i wszechobecne na Ziemi – nie potrafią obudzić dusz pogrążonych w śnie i przekonać ich o istnieniu Boga, to jak możecie oczekiwać, że duchową zatwardziałość ludzkości przełamią przedwczesne „widowiska” manifestacji ze sfer wyższych?
Nie, moi przyjaciele! Trzeba porzucić hałas zewnętrznego świata i rozpocząć rozwój wewnętrzny – rozwijać boskie zdolności ukryte w duszy! Pasja do zjawisk nadzwyczajnych może być równie zgubna i uzależniająca dla duszy, jak alkohol, który upaja i niszczy ośrodki życia fizycznego.
Wasze hipotezy, w większości przypadków, są jedynie makabrycznym tańcem rozumu – oddalającym się od prawdziwych, uniwersalnych realiów i nieustannie odwlekającym poznanie prawdziwej budowy ducha.
Zgadzamy się, że eksperymentowanie jest potrzebne; że poszukiwanie intelektualne to punkt wyjścia wielkich ewolucyjnych przedsięwzięć; że szlachetna ciekawość jest matką twórczej nauki; że każdy proces poznania wymaga pola do obserwacji i pracy – tak jak każda, nawet najprostsza szkoła potrzebuje materiałów dydaktycznych.


99.
Trzeba jednak zrozumieć, że elementy nauki nie mogą być przez ucznia traktowane jedynie jako zabawa czy forma rozrywki. Nawet jeśli uczniowie zdobywają wiedzę i wyjaśniają sobie poszczególne lekcje, trzeba pamiętać, że sama informacja to jeszcze nie wszystko — edukacyjne zrozumienie to jedynie część procesu nauczania.
Cóż powiedzieć o uczniach, którzy wiecznie studiują, ale nigdy nie uczą się poprzez praktyczne zastosowanie wiedzy? Co powiedzieć o towarzyszach, którzy szerzą światło słowem, lecz nie rozświetlają własnego wnętrza?
Samo katalogowanie wartości nie oznacza ich przeżywania. Pokazywanie drogi podróżnikom nie świadczy o tym, że zna się ją z osobistego doświadczenia. Znamy wybitnych statystyków, którzy nigdy nie dotarli do źródeł danych, na których opierają swoje analizy — i znamy znakomitych geografów, którzy rzadko opuszczają własny dom.
Przywołujemy te obrazy, abyście zrozumieli, że jeśli na ziemskim, krótkim odcinku życia możliwe są takie postawy, to w nieskończonym Królestwie Ducha — w którym już teraz żyjecie, mimo waszego związania z materialnym ciałem — takie podejście jest niemożliwe.
Mediumizm nie jest cechą tymczasowego ciała, lecz wyrazem nieśmiertelnego Ducha. Oczywiście, doskonała łączność pomiędzy dwoma planami egzystencji wymaga zdrowych warunków fizycznych, które zostały wam dane przez Pana jako święte narzędzie rozwoju. Niemniej jednak ciało to jedynie instrument — i to taki, który musi być prowadzony przez artystę o boskiej naturze.
Jeśli dążycie do wyższego rozwoju — porzućcie niższe sfery. Jeśli chcecie nawiązać kontakt z mędrcami — wzrastajcie w wiedzy, szanujcie doświadczenie, rozpalajcie światło rozumu! Jeśli oczekujecie obecności świętych — uświęcajcie się w codziennej walce, bo istoty anielskie nie żyją w odosobnionych, niebiańskich radościach. One również pracują dla doskonalenia świata — czekając na wasze własne uświęcenie!
Jeśli pragniecie towarzystwa ludzi dobrych — sami bądźcie dobrzy! Bez łagodności i uprzejmości, bez braterskiego zrozumienia i budujących postaw — nie będziecie w stanie porozumieć się z duchami przyjaznymi, szlachetnymi i konstruktywnymi.

100.

- Tak jak nie byłoby rozsądne oczekiwać, że Platon nauczałby zaawansowanej filozofii dzikie, prymitywne plemiona, ani że święty Franciszek z Asyżu podjąłby współpracę z rabusiami, tak samo nie do przyjęcia jest zjednoczenie duchów oświeconych i uświęconych z duszami głęboko związanymi z najniższymi i najbardziej prymitywnymi przejawami życia cielesnego.
W waszej działalności duchowej pamiętajcie, że nie macie do czynienia z przypadkową grupą ludzi przemierzających Ziemię. Jesteście częścią boskiego, uniwersalnego ruchu wyzwolenia świadomości, który objawia wspaniałość życia wiecznego oraz nieprzemijające wartości dla wszystkich istot dobrej woli.
Przyjmując tę prawdę, nie dajcie się zwieść postawie zamkniętej i wyniosłej – jak ci, którzy sądzą, że w mediumizmie odkryli jedynie „szósty zmysł”. Mediumizm nie jest darem zarezerwowanym wyłącznie dla nielicznych; to zdolność dostępna każdemu, kto z autentyczną wolą podejmuje drogę duchowego wzrostu.
Dziś z pewnością potrzebujemy wielkich, inspirujących działań – sytuacji, w których niektórzy wcieleni bracia zostają powołani do szczególnych świadectw w pracy na rzecz wspólnego oświecenia i szerzenia pozytywnej, budującej wiary. Jednak nadejdzie czas, gdy stanie się jasne, że to dzieło należy do wszystkich – bo wszyscy jesteśmy nieśmiertelnymi duchami.
Nie pozwólcie, aby jakiekolwiek wątpliwości przyćmiły blask boskiej pewności, którą teraz przeżywacie. Wszyscy, drodzy przyjaciele, stoimy przed nieskończoną duchowością – odnawiając energie zniekształcone przez wieki i zmierzając ku przemianom, które w obecnym stadium waszej ewolucji trudno sobie nawet wyobrazić.
Podnieśmy się więc w duchu Pana, który już teraz zaprasza nas do uczty światła! Wstańmy, by iść ku przyszłości – nie po to, by odrzucać Ziemię, lecz by doskonalić nasze indywidualne cechy i stać się prawdziwie użytecznymi w nadchodzących dziełach światła.


101.
- Zjednoczmy się z zapałem, realizując ewangeliczne przykazania, i budujmy się każdego dnia w dążeniu do ostatecznego zbawienia.
Kończąc tę piękną rozprawę, Aleksander po dłuższej pauzie dodał z głębokim uczuciem:
-Zjednoczmy się wszyscy w świętym zobowiązaniu współpracy z Jezusem! -
-Jeśli ludzka ręka potrafi zmieniać geologiczną strukturę planety, torując nowe drogi, budując wspaniałe miasta i nadając nowy wygląd biegowi ziemskich rzek, to potęgujmy nasz duchowy wysiłek, odnawiając tysiące lat zwierzęcych instynktów świata, budując solidne drogi do prawdziwego braterstwa, realizując dzieła podnoszenia uczuć i myśli istot oraz tworząc chrześcijańskie podstawy, które uświęcą sposób, w jaki ludzie będą się ze sobą porozumiewać!
Nie przyspieszajcie rozwoju waszych zdolności psychicznych! Widzenie bez zrozumienia lub słyszenie bez rozeznania może prowadzić do wielkich tragedii serca.
Szukajcie, ponad wszystko, postępu w cnocie i doskonalenia swoich uczuć. Zwiększajcie swoją równowagę, a Pan otworzy przed wami drzwi nowej wiedzy!
Jeśli pragnienie przemiany innych będzie męczyć waszą duszę, pamiętajcie, że istnieje wiele sposobów pomagania bez narzucania się. Dopiero po dojrzeniu owoców możecie zebrać nasiona, dzięki którym pomożecie innym!
Porzućcie nadmierne mówienie bez czynów! Mam tu na myśli nie tylko dobre uczynki wyrażane w świecie materialnym, lecz przede wszystkim ciche dzieła wyrzeczenia, codzienną pracę nad zrozumieniem Jezusa Chrystusa oraz cierpliwość, nadzieję i przebaczenie, które mają miejsce w waszej duszy — w wielkiej krainie naszych wewnętrznych doświadczeń!


102

- We wszystkich ziemskich zajęciach przemieniajcie się w Wolę naszego Ojca!
A w waszych dziełach wiary nie usiłujcie sprowadzać ku sobie Duchów wyższych, lecz nauczcie się wznosić ku nim, świadomi, że drogi wymiany są takie same dla wszystkich, i o wiele więcej warte jest podnieść serce, by przyjąć nieskończone dobro, niż wymagać poświęcenia od dobroczyńców!…
- Nigdy nie zrywajcie nici światła, która łączy nas indywidualnie z Duchem Bożym! Nie pozwólcie, by egoizm i próżność, niższe żądze oraz tyranie „ja” przyćmiły waszą zdolność do odbijania Boskiego Światła. Pamiętajcie, że w naszej zdolności do służby i na naszych stanowiskach pracy jesteśmy dla Boga jak drogocenne kamienie ziemi dla Stwórczego Słońca – im czystsza szlachetność kamienia, tym większa możliwość odbicia słonecznego blasku!
- Umieśćcie zjawiskowe przejawy waszych działań na drugim planie, pamiętając zawsze, że Duch jest wszystkim!
W tym momencie Alexandre umilkł, pozostając w milczącej modlitwie. Ze zdumieniem i wzruszeniem zauważyłem, że nasz hojnym przewodnik zaczął się przemieniać. Po raz pierwszy od mojego powrotu na ten plan widziałem tak niezwykłe zjawisko. Jego szaty stały się śnieżnobiałe, czoło promieniowało intensywną światłością, a z rozłożonych dłoni unosiły się jasne promienie, które opadając na nas, zdawały się ogarniać nas cudownym zachwyceniem. Głębokie wzruszenie ogarnęło moje wnętrze i niemal wszyscy, nie potrafiąc wyjaśnić przyczyny tych boskich wibracji, płakaliśmy z radości, powstrzymując gwałtowne uniesienie serca. Po chwili wzniosłej ekstazy zobaczyłem, że Sertório dostrzegł moją konsternację.

103.
To prawda, że wielokrotnie byłem świadkiem modlitwy istot wywyższonych, modlitwy zawsze towarzyszącej najpiękniejszym zjawiskom światła, lecz dotąd nigdy nie oglądałem podobnej przemiany!
Lekko dotknąwszy mojego ramienia, towarzysz podkreślił:
– Wszystkie potęgi wyższej natury zgromadziły się teraz wokół Alexandre, czyniąc go pośrednikiem darów dla nas. Dlatego promieniuje i jaśnieje z taką intensywnością.
Pojąłem piękno tej sceny oraz wzniosłość tej lekcji.
Po kilku sekundach wielki przewodnik, odzyskawszy swój zwyczajny wygląd, wzbił modlitwę wdzięczności do Pana i radośnie zakończył boskie zgromadzenie.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 18 cze 2025, 18:45

Rozdział 10.Materializacja


104.
Z uwagi na moje zainteresowanie badaniem zjawisk materializacji, nie zawahałem się poprosić o zaszczytną pomoc Aleksandra, który z życzliwością odpowiedział na moją prośbę.
– Nasza grupa – poinformował uprzejmie – nie prowadzi prac tego rodzaju, ale nie będziemy mieli trudności z uzyskaniem pomocy od innych przyjaciół. Mamy oddanych towarzyszy, współpracujących w ośrodkach specjalizujących się w tego typu działalności.
A ponieważ ujawniłem moją głęboką ciekawość naukową, przewodnik kontynuował:
– Mamy tu do czynienia z zadaniem o ogromnej odpowiedzialności, ponieważ – oprócz tego, że wymaga ono pełnej sprawności mediumicznego aparatu – konieczne jest również zaangażowanie wszystkich elementów współpracy ze strony wcielonych towarzyszy obecnych na spotkaniach przeznaczonych do tych celów.
Gdyby istniało powszechne zrozumienie, szacunek dla darów życia oraz gdybyśmy mogli liczyć na spontaniczne i autentycznie ugruntowane wartości moralne w duchu zbiorowym, te manifestacje byłyby jak najbardziej naturalne, bez jakiejkolwiek szkody dla medium i uczestników.
Niestety jednak bardzo rzadko zdarzają się wcieleni towarzysze gotowi na duchowe warunki, jakich tego rodzaju prace wymagają.
Z tego właśnie powodu, wobec niepewności efektywnej współpracy, sesje materializacji odbywają się z dużym ryzykiem dla organizmu mediumicznego i wymagają rozbudowanego zespołu współpracowników z naszej strony.
– Rozumiem – wtrąciłem się, korzystając z krótkiej pauzy hojnego instruktora. – Wiele razy, będąc w ciele, nie potrafimy odpowiednio prowadzić badań intelektualnych...

105.
– Jak najbardziej słusznie! – zawołał mój rozmówca z życzliwością – gdyby dociekanie naukowe szło w parze z pewnymi wartościami uczuciowymi, charakterologicznymi oraz świadomościowymi, zupełnie inne byłyby owoce tych działań, przy rozświetlonej duchowości, wskazującej drogę. Ale prawie zawsze jesteśmy nękani przez wymagania pełne roszczeniowości – i stąd biorą się nieuniknione niepowodzenia.
Przyjaciel–przewodnik kontynuował serię moralnych, pięknych i budujących wyjaśnień, a ja czekałem z niecierpliwością na chwilę, w której będę mógł zaobserwować te cudowne działania pracowników duchowych, dokonujące się ku ogromnemu zdumieniu badaczy z Powłoki
(W literaturze spirytystycznej termin ten często odnosi się do powierzchni Ziemi, świata fizycznego, w opozycji do świata duchowego. Może także symbolicznie odnosić się do „zewnętrznej” warstwy życia, gdzie dominuje materializm.)
Aleksander, delikatny jak zawsze, zatroszczył się o wszystkie niezbędne przygotowania. Uważni przyjaciele podjęli się zaspokojenia mojej zdrowej ciekawości i zostałem poinformowany o wszystkich przedsięwziętych krokach.
W umówioną noc Aleksander, który z życzliwością podjął się towarzyszyć mi z bliska, zaprowadził mnie do domu mieszkalnego, gdzie miało się odbyć zgromadzenie innego rodzaju.
Spotkanie miało rozpocząć się o godzinie dwudziestej pierwszej, lecz już pięćdziesiąt minut wcześniej znajdowaliśmy się obaj w przytulnym i wygodnym salonie wewnętrznym, do którego nieustannie wchodzili i wychodzili liczni słudzy z naszej sfery.
Pracami kierował Brat Kalimério, istota stojąca wyżej od Aleksandra w hierarchii duchowej. Przyjęty przezeń z serdecznością, Aleksander przemówił, przedstawiając mnie w ten sposób:
– Przychodzę tutaj z zamiarem umożliwienia nauki naszemu towarzyszowi. André pragnął zapoznać się ze służbami materializacyjnymi i pozwoliłem sobie go przedstawić. Nie jesteśmy tu jednak wyłącznie jako bierni obserwatorzy. Jeśli to możliwe, chcielibyśmy również współuczestniczyć w pracy.


106.

– Alexander – odpowiedział Calimério bardzo uprzejmie, okazując wyjątkową delikatność w obyciu – to zadanie nas wszystkich. Zapewnij naszemu nowemu przyjacielowi wszelkie dostępne nam wartości i wybaczcie, że nie mogę wam towarzyszyć osobiście. Nadzór nad nocnymi pracami należy do moich obowiązków; jednak czujcie się swobodnie.
A, kierując na mnie swoje bardzo jasne oczy, podkreślił:
– Obserwować, by działać, to boska służba.
Weszliśmy z szacunkiem do wnętrza domu.
Z ogromnym podziwem zauważyłem wielką różnicę w otoczeniu.
Nie było tam, jak na innych spotkaniach, w których uczestniczyłem, tłumu cierpiących u drzwi. Prywatna rezydencja, w której miały odbywać się prace, była wręcz odizolowana przez szeroki krąg pracowników z naszego planu – w promieniu dwudziestu metrów.
Zauważając moje zdziwienie, Alexander wyjaśnił:
– Tutaj niezbędna jest najwyższa ostrożność, aby myśli niższego pochodzenia nie wpłynęły na zdrowie fizyczne wcielonych współpracowników ani nie zanieczyściły materiałów potrzebnych do procesów zjawiskowych. Dlatego konieczne jest odizolowanie naszego ośrodka działań, chroniąc go przed dostępem mniej godnych istot poprzez wibracyjne granice.
Widząc skalę zastosowanych środków ostrożności, zapytałem:
– Skoro konieczna jest aż taka dbałość w odniesieniu do naszego pola pracy, czy nie stawia się podobnych wymagań wcielonym współpracownikom, pełniącym funkcję asystentów?
Alexander uśmiechnął się, rozumiejąc subtelność mojego pytania, i odpowiedział:


107.

– Całe niebezpieczeństwo tych prac tkwi w braku przygotowania naszych przyjaciół z Powłoki – mówił dalej – którzy, w większości przypadków, powołując się na naukowe wymogi, uchylają się od elementarnych zasad moralnego wzniosu. Kiedy z ich strony nie zachowuje się odpowiedniej ostrożności, porażka może przybrać przerażające rozmiary, ponieważ bracia wyznaczający granice wibracyjne (Granice wibracyjne – w duchowości spirytystycznej to bariery energetyczne tworzone przez duchy opiekuńcze, mające na celu ochronę przestrzeni sakralnej przed wpływem negatywnych bytów) na zewnątrz pomieszczenia nie są w stanie powstrzymać wejścia istot niższego rzędu, całkowicie związanych ze swymi ziemskimi ofiarami.
Zdarzają się opętani, którzy czują się tak dobrze w towarzystwie swych prześladowców, że przypominają ziemskie matki kurczowo trzymające się swoich małych dzieci – wchodzą oni do przestrzeni poświęconych określonym służbom, których duch jeszcze niedojrzały nie potrafi pojąć. Kiedy mniej świadomi przyjaciele angażują się w takie zadania w opisanym stanie, zagrożenia są naprawdę poważne.
– A zatem – zauważyłem – ofiary wampiryzmu nie powinny tutaj wchodzić...
– Ściśle rzecz biorąc, nie powinny – odpowiedział instruktor z uśmiechem – tym bardziej, że istnieją inne ośrodki, gdzie mogą otrzymać pomoc; jednak czasami braterska miłość nakazuje tolerancję, nawet w miejscach takich jak to.
Po krótkiej pauzie dodał:
– Z tego właśnie powodu spotkania poświęcone materializacji zdarzają się rzadko; jednorodność duchowa w takim środowisku musi być znacznie silniejsza. Większość naszych działań poświęcona jest wysiłkowi chrześcijańskiej miłości. Tutaj jednak praca ogranicza się do określonych przejawów duchowej mądrości. Ludzie, niestety, ogólnie rzecz biorąc, nie potrafią jeszcze pojąć boskiej istoty tych objawień i niemal zawsze podchodzą do nich z umysłem dominującym nad sercem. W swym badawczym niepokoju często tracą wartość współpracy, a wyniki bywają negatywne. W dniu jednak, gdy zdołają przynieść ze sobą rozświetlone serce, otrzymają radość podobną do tej, która zstąpiła na uczniów Jezusa, gdy przy zamkniętych drzwiach, w podniosłej komunii miłości i wiary, przyjęli odwiedziny Mistrza, całkowicie zmaterializowanego po zmartwychwstaniu, w skromnym domu jerozolimskim – zgodnie z przekazem Ewangelii.


108.

Z uwagi na to, że Alexander zapadł w milczenie na kilka chwil, wzmogłem moje obserwacje.
Zaskoczony zauważyłem wysiłek dwudziestu istot o wysokiej hierarchii duchowej, które poruszały powietrzem w otoczeniu. W ich rytmicznych gestach przypominali starożytnych kapłanów wykonujących magnetyczne operacje poświęcenia wnętrza pomieszczenia.
Odpowiadając na mój duch badawczy, Alexander wyjaśnił:
– Nie chodzi tu o hierofantów ( przypis: odniesienie do kapłanów lub inicjatorów dawnych misteriów religijnych) wykonujących gesty ceremonialne. Mamy do czynienia ze świadomymi współpracownikami służby, którzy przygotowują środowisko, przeprowadzając jonizację atmosfery ( przypis: proces zmiany stanu naładowania cząsteczek powietrza, mający na celu ułatwienie materializacji poprzez lepsze przewodnictwo energii; jest to koncepcja częsta w literaturze spirytystycznej, gdzie fizyka subtelnych energii łączy się z działaniami duchów), łącząc zasoby do efektów elektrycznych i magnetycznych. W pracach tego rodzaju wymagane są przyspieszone procesy materializacji i dematerializacji energii.
Istoty manifestujące się w polu widzenia naszych wcielonych przyjaciół są prawie zawsze stworzeniami silnie związanymi z Powłoką i jego planami zmysłowymi; lecz prawdziwymi organizatorami obecnego zadania są autentyczni i kompetentni przewodnicy z planów duchowych, obdarzeni wielką wiedzą i odpowiedzialnością.
Nie minęło wiele czasu, gdy kilku pracowników z naszej sfery przybyło, niosąc niewielkie urządzenia, które wydały mi się kompaktowymi instrumentami o wielkim potencjale elektrycznym, sądząc po promieniach, które wysyłały we wszystkich kierunkach.
Moja ciekawość nie znała granic.
– Ci przyjaciele – wyjaśnił mój hojny przewodnik – są odpowiedzialni za kondensację tlenu w całym domu. Środowisko do materializacji istoty z planu niewidzialnego dla ludzkich oczu wymaga wysokiego poziomu ozonu, a oprócz tego konieczna jest taka operacja, aby wszystkie larwy i mikroskopijne formy niższej aktywności zostały usunięte. Częściowa ozonizacja wnętrza jest niezbędna jako działanie bakteriobójcze.


109.
I po znaczącym geście dodał:
– Ektoplazma, czyli siła nerwowa, która zostanie obficie wydobyta z medium, nie może bez poważnych szkód zostać skażona przez pewne elementy mikrobiologiczne.
Zaraz potem, ku mojemu zaskoczeniu, zauważyłem pracę różnych istot przybywających z zewnątrz, niosących ze sobą obszerny, świetlisty materiał.
– To zasoby Natury – poinformował mnie troskliwy przewodnik – które pracownicy z naszej sfery zbierają do użytku w tej służbie. Chodzi o elementy pochodzenia roślinnego i wodnego, naturalnie niewidzialne dla ludzkiego oka, ustrukturyzowane na niskiej częstotliwości drgań.
– I zostaną one wykorzystane podczas dzisiejszych prac? – zapytałem.
– Tak – wyjaśnił cierpliwie Alexander – zostaną one zmobilizowane przez działania przewodników.
W tym momencie osoby zaznajomione z przebiegiem zebrania weszły do sali, zajmując swoje zwyczajowe miejsca.
Między wcielonymi zapanowała krótka rozmowa, w której komentowano prace przeprowadzone wcześniej.
Nie upłynęło wiele minut, gdy młoda medium, uprzejma i sympatyczna, weszła do pomieszczenia w towarzystwie kilku istot, spośród których wyróżniał się przyjaciel o wysokim statusie duchowym, który zdawał się kierować grupą pomocników. Sprawował on znaczną kontrolę nad dziewczyną, z którą łączyły go delikatne nici o naturze magnetycznej.



110.

Czując moją nieposkromioną ciekawość, przewodnik wyjaśnił:
– Kontrolerem mediumicznym (Kontroler mediumiczny – w środowisku spirytystycznym to duchowy opiekun, który zarządza przepływem energii między medium a bytami duchowymi podczas seansów, dbający o ochronę i skuteczność przekazu) jest Brat Alencar, który również był lekarzem na Ziemi. Calimério to prawowity kierownik, odpowiedzialny za nadzór nad pracami w naszym kręgu.
Widząc moje zdziwienie, Alexander dopowiedział:
– Alencar jest przewodnikiem urządzenia mediumicznego dla ściśle pojętych działań materializacyjnych. Podejdźmy do niego.
Głęboko poruszony, przyjąłem pozdrowienie nowego przyjaciela, który powitał nas serdecznie:
– Obecność was obu będzie dla nas bardzo pomocna – powiedział, zwracając się w szczególności do mojego instruktora – ponieważ potrzebujemy współpracowników do magnetycznego wsparcia organizmu mediumicznego.
– Jesteśmy do dyspozycji – podkreślił Alexander z zadowoleniem – zajmiemy miejsce pośród twoich asystentów.
Alencar podziękował znaczącym gestem szczerej radości.
Wśród współpracowników znajdowała się osoba bardzo bliska memu przewodnikowi. Była to Weronika, która na Ziemi była wybitną pielęgniarką i która rozmawiała ze mną uprzejmie, wprowadzając mnie w swobodny nastrój.
– Bracie Alexanderze – powiedziała po krótkiej, serdecznej rozmowie – rozpocznijmy magnetyczne wsparcie. Musimy pobudzić procesy trawienne, aby aparat mediumiczny działał bez przeszkód.
Nie miałem okazji na pytania. Alexander jednak spojrzał na mnie znacząco, zachęcając do dalszej obserwacji.


111.

On, Weronika i jeszcze trzech bezpośrednich asystentów Alencara ułożyli dłonie w formie korony nad czołem młodej kobiety. Z ich zjednoczonych energii utworzył się potężny strumień magnetyczny, skierowany ku żołądkowi i wątrobie medium. Organy te natychmiast zareagowały nowym rytmem wibracji.
Emitowane siły stopniowo koncentrowały się na splocie słonecznym, rozprzestrzeniając się po całym układzie nerwowym wegetatywnym. Ku memu zdumieniu proces chemiczny trawienia uległ przyspieszeniu. Gruczoły żołądkowe zaczęły wydzielać więcej pepsyny i kwasu solnego, szybko przekształcając spożyty pokarm.
Z zachwytem dostrzegłem zwiększoną produkcję enzymów trawiennych oraz zauważyłem, że trzustka pracowała intensywnie, uwalniając duże ilości trypsyny do początkowego odcinka jelit, które przypominały wielką gospodę dla bakterii fermentacyjnych.
Korzystając z okazji, przyjrzałem się wątrobie, która wydawała się być pod szczególnym wpływem energetycznym. Zauważyłem, że pełni nie tylko klasyczne funkcje związane z wytwarzaniem żółci, ale również odgrywa ważną rolę w procesach odżywiania, związanych z życiem czerwonych krwinek. Komórki wątrobowe pracowały intensywnie, gromadząc zasoby odżywcze wzdłuż żył międzyzrazikowych, przypominających drobne kanały światła.
W ciągu kilku minut żołądek był całkowicie pusty.
– Teraz – zawołała oddana Weronika – przygotujmy układ nerwowy na wypływ siły.
Zauważyłem zmianę w przepływach magnetycznych podczas nowej operacji. Asystenci oddzielili się nieco od siebie, a podczas gdy Alexander kierował swoją specyficzną energię ku okolicom mózgowym, Weronika i towarzysze przesyłali własne zasoby energetyczne ku całemu ośrodkowemu układowi nerwowemu, przy czym każdy odpowiadał za określoną strefę nerwów szyjnych, piersiowych, lędźwiowych i krzyżowych.


112.
Siły kierowane na organizm medium dokonywały skutecznego i intensywnego oczyszczania, gdyż z przerażeniem obserwowałem ciemne resztki wyrywane z jej centrów witalnych.
Pod świetlistym strumieniem płynącym z prawej dłoni Aleksandra mózg młodej kobiety jaśniał szczególnym blaskiem niczym krystaliczne zwierciadło. Wszystkie najważniejsze gruczoły promieniały, przypominając potężne jądra pobudzane przez wzniosłe energie. Pod deszczem duchowych promieni, w którym się znajdowała, można było dostrzec boską pracę, jakiej była poddana w najgłębszych warstwach komórek ciała, które zdawały się odzyskiwać równowagę elektryczną.
Po zakończeniu zabiegu Aleksander zbliżył się do mnie i, widząc moją niezaprzeczalną ciekawość, wyjaśnił:
– Aparat mediumiczny został poddany operacjom magnetycznym mającym na celu wspomaganie jej organizmu w procesach odżywiania, krążenia, przemiany materii i czynności protoplazmatycznych, tak aby jej równowaga fizjologiczna została utrzymana ponad wszelką nieprzyjemną niespodziankę.
Kontynuując obserwację przebiegu prac, zauważyłem, że Weronika uniosła prawą dłoń nad głowę młodej kobiety, zatrzymując ją w okolicy centrum wrażliwości.
– Nasza siostra Weronika – wyjaśnił mój życzliwy przewodnik – stosuje teraz magnetyczne passes jako przygotowanie do niezbędnego zjawiska rozdzielenia duszy i ciała.
W tym jednak momencie wydarzyło się coś dziwnego w obrębie naszych duchowych działań. W pomieszczeniu wyczuło się silne zderzenie wibracji. Dwóch pomocników podeszło do Alencara, a jeden z nich, wyraźnie zaniepokojony, oświadczył:

113.

– Pan P... zbliża się, jednak w warunkach niepożądanych…
– Co się stało? – zapytał kontroler, pewny siebie.
– Wypił dużo alkoholu i musimy zapewnić mu izolację.
Kontroler wykonał gest niezadowolenia i mruknął, kierując się ku drzwiom:
– To bardzo poważne! Zneutralizujmy jego wpływ, nie tracąc czasu.
Aleksander zaprosił mnie, bym przyjrzał się sprawie z bliska. Z powodu zdumienia, które mnie ogarnęło, wyjaśnił:
– W tych zjawiskach, André, czynniki moralne stanowią decydujący element organizacji. Nie mamy tu do czynienia z mechanizmami o mniejszym wysiłku, lecz z sakralnymi manifestacjami życia, w których nie można pominąć wyższych elementów i wibracyjnej synchronizacji.
W tym momencie pan P... przeszedł przez drzwi. Dobrze ubrany, wykazujący doskonałe nastawienie, nie wydawał się zagrażać ogólnej równowadze, tym bardziej że zewnętrznie nie przejawiał żadnych oznak upojenia alkoholowego.
Jednak wypełniając polecenia Alencara, kilku pracowników z usług szybko otoczyło go, jakby byli pielęgniarzami zajmującymi się poważnie chorym pacjentem.
Nie mogąc powstrzymać swoich wrażeń, zapytałem:
– Co się właściwie dzieje? Ten mężczyzna wydaje się spokojny i normalny.
– Tak – wyjaśnił Aleksander łagodnie – pozory to nie wszystko. Jego oddech, w takim stanie, emituje trucizny. W innym ośrodku mógłby być traktowany z miłością, ale tutaj, biorąc pod uwagę specjalistyczną funkcję tego miejsca, zasady etylowe, które wydziela przez nos, usta i pory, są skrajnie szkodliwe dla naszej pracy.

114.

- Jak widzimy, istnieje potrzeba przygotowania moralnego do każdej pracy. Uzależnienie, w jakiejkolwiek formie, przede wszystkim przygnębia uzależnionego, ale zakłóca również innych.
Przypomniałem sobie funkcję alkoholu w organizmie ludzkim, ale wystarczyło, by ta myśl pojawiła się lekko, aby instruktor natychmiast mi wyjaśnił:
– Rozumiesz, że minimalne dawki alkoholu intensyfikują proces trawienia i wspomagają diurezę, ale nadmiar jest toksyczny i destrukcyjny.
- Emisje alkoholu z trzciny cukrowej, spożywanego przez naszego brata w dużych ilościach, są wysoce szkodliwe dla delikatnych elementów formujących substancje plastyczne, które teraz będą używane w naszym wysiłku, a także stanowią poważne zagrożenie dla sił zewnętrznych aparatu mediumicznego.
Rzeczywiście, stopniowo, choć nie wyraźnie, czuć było charakterystyczny zapach fermentacji alkoholowej. Zauważyłem, że pan P... został otoczony przez działające byty i zneutralizowany przez ich wpływ, niczym odpady usuwane przez pracowite pszczoły, będące w pełnej aktywności w ulu.
Prace postępowały normalnie. Wśród życzeń sukcesu ze strony współpracowników, którzy byli częściowo pewni, medium zostało zaprowadzone do małego, improwizowanego gabinetu, gdzie odprawiono krótką modlitwę. Jednak, jak miało to miejsce w innych spotkaniach, ziemscy przyjaciele wysyłali ciche prośby, przez co ich wibracje myślowe wchodziły w aktywny konflikt — zamiast pomagać, przeszkadzały w pracy tej nocy, która wymagała najwyższego poziomu harmonii.
W słabym, delikatnym świetle czerwonej lampy, która zastąpiła silną, zwykłą żarówkę, dostrzegano świetlne emisje myśli obecnych przyjaciół. Szczerze mówiąc, brakowało w tej małej społeczności duchowego zrozumienia Bożego celu tej pracy.


115.

Nikt nie zastanawiał się nad znaczeniem tego faktu dla ludzkości, spragnionej niebiańskiego objawienia.
Widać było, że spotkanie było głęboko zdominowane przez „ja”.
Podczas gdy jedni wyrażali żądania, inni wydawali polecenia istotom niecielesnym, które miały się objawić w zjawiskach materializacji.
Starałem się jednak powstrzymać uczucie niezadowolenia, ponieważ wszyscy wysoko uduchowieni pracownicy w pomieszczeniu zachowywali się spokojnie, traktując ziemskich towarzyszy z życzliwą serdecznością, niczym mędrcy wobec ukochanych dzieci.
Duchowi słudzy zaczęli łączyć promieniowanie magnetyczne ziemskich towarzyszy, tworząc materiał do współpracy, podczas gdy Calimério, projektując swój wzniosły potencjał energii na medium, przeprowadzał jej rozwój, który trwał kilka minut.
Weronika i inne przyjaciółki wspierały młodą kobietę, częściowo uwolnioną od ciała fizycznego, lecz nieco zdezorientowaną i niespokojną, przebywającą obok ciała, które pogrążyło się w głębokim transie.
Następnie zauważyłem, że pod wpływem żądania przez szlachetnego przewodnika z ciała medium wydobywała się siła nerwowa, niczym obfity strumień gęstej, mlecznej mgły.
Zauważywszy wibracyjną perturbację w otoczeniu, w związku z nieodpowiednią postawą ziemskich towarzyszy, powiedział Calimério do kontrolera mediumicznego:
– Alencar, musimy usunąć konflikt wibracji.
Nasi przyjaciele wciąż nie wiedzą, jak pomagać nam harmonicznie poprzez emisję myśli. Lepiej, jeśli teraz powstrzymają koncentrację. Powiedz im, żeby śpiewali lub odtwarzali inną muzykę. Spróbuj odciągnąć ich uwagę od rozproszenia.
Alencar, który jednak był pod silnym stresem z powodu licznych obowiązków, poprosił o pomoc Aleksandra, który natychmiast jej udzielił.


116.

– André – powiedział mój przewodnik poważnym tonem – musimy improwizować gardło ektoplazmatyczne.
(Jest to stworzone przez medium narzędzie z ektoplazmy, które pełni funkcję sztucznego aparatu głosowego, umożliwiającego komunikację w świecie fizycznym poprzez medium, które nie używa swojego naturalnego aparatu głosowego.)
– Nie możemy tracić czasu.
Zauważając moje niedoświadczenie, dodał:
– Nie musisz się martwić. Wystarczy, że pomożesz mi w mentalizacji szczegółów anatomicznych aparatu głosowego.
Byłem oszołomiony, lecz instruktor kontynuował:
– Siła nerwowa medium to materiał plastyczny, głęboko wrażliwy na nasze twory mentalne.
Zaraz potem Alexandre zebrał niewielką ilość mlecznych efluwiów, które wydobywały się szczególnie przez usta, nozdrza i uszy mediumicznego aparatu. Jakby trzymając w dłoniach trochę płynnego gipsu, zaczął go modelować – całkowicie pochłonięty zamiarem, z absolutną pewnością siebie tworząc to, co miało się wydarzyć.
Na moich oczach powoli zaczęła się formować delikatna struktura aparatu fonacyjnego. Wewnątrz precyzyjnie uformowanego szkieletu chrzęstnego z ektoplazmatycznej materii organizowały się najcieńsze włókna strun głosowych – elastyczne i doskonale osadzone w szczelinie głośni. Następnie Alexandre zaczął wydawać dźwięki, poruszając chrząstkami nalewkowatymi.
(Chrząstki te, obecne w krtani, mają kluczowe znaczenie w procesie emisji dźwięków, gdyż odpowiadają za ruch strun głosowych. Są istotną częścią ludzkiego aparatu głosowego.)
Pod wpływem mentalnym i przy technicznej pomocy mojego przewodnika powstało nieskazitelne, improwizowane gardło.
Z zaskoczeniem zauważyłem, że przez ten niewielki sztuczny aparat – przy wsparciu dźwięków ludzkich głosów, które nadal unosiły się w sali – nasz głos był doskonale odbierany przez wszystkich obecnych w ciałach fizycznych. Alexandre wyglądał na zadowolonego z powodzenia swojego dzieła, gdy przemówił przez sztuczne gardło, jakby posługiwał się zwyczajnym ludzkim instrumentem głosowym.


117.
– Moi przyjaciele, niech pokój Jezusa będzie z wami! Pomóżcie nam, śpiewając! Grajcie muzykę i unikajcie koncentracji!... W pomieszczeniu zabrzmiała muzyka, a ja zauważyłem, że Brat Alencar, po głębokim połączeniu z organizacją mediumiczną, zaczął przyjmować formę, tam, obok medium, podtrzymaną przez Calimério i wspieraną przez licznych pracowników. Stopniowo, wykorzystując zewnętrzną siłę nerwową oraz różne materiały fluidyczne, pozyskane wewnątrz domu, w połączeniu z zasobami natury, Alencar ukazał się oczom żyjących, całkowicie zmaterializowany. Zaskoczony, zrozumiałem, że medium było centrum wszystkich prac. Cienkie nici łączyły ją z formą kontrolera i, gdy lekko dotykaliśmy organizacji mediumicznej, ucieleśniony przyjaciel wykazywał wyraźne oznaki zmartwienia, co działo się także z młodą medium w stosunku do Alencara. Niewyrażona radość asystentów, którzy próbowali bezpośrednio przywitać zmaterializowanego posłańca, odbijała się nieprzyjemnie na organizmach pośredników. Brat Alencar wygłosił krótką mowę do oczarowanych ziemskich współpracowników. To jednak nie słowa wymieniane między nim a asystentami wywarły na mnie największe wrażenie, a raczej piękno faktu, rzeczywistość materializacji, która dawała poczucie rozszerzających się nadziei na przyszłość ludzkości, jeśli chodzi o religijną wiarę, pocieszającą filozofię nieśmiertelności i szlachetną naukę, służącą oświeconemu rozumowi. Aleksander podszedł do mnie i powiedział:
– Zauważ wielkość tego wydarzenia. Medium pełni rolę duchowej matki.Alencar, dzięki wpływowi Calimério, pozostaje tymczasowo związany z organizmem mediumicznym, który podtrzymuje jego materialną formę.


118.
Wszystkie formy, które się zmaterializują, będą „tymczasowymi córkami” plastycznej siły pośredniczki. Przyjaciel, który rozmawia z żyjącymi, to Alencar, ale jego powłoki w tym momencie powstały z pasywnych energii medium oraz aktywnych energii Calimério, najwyższego dyrektora tego spotkania. Gdybyśmy wywarli nacisk na medium po naszej stronie, zranilibyśmy Alencara w trakcie procesu materializacji; jeśli natomiast ziemscy towarzysze gwałtownie naruszą integralność uosobionego posłańca, doprowadzą do rozerwania medium, co pociągnie za sobą tragiczne i nieprzewidywalne konsekwencje.
Zaskoczony zjawiskiem, zapytałem:
– Czy ta siła nerwowa jest dostępna wyłącznie dla nielicznych uprzywilejowanych na Ziemi?
– Nie – odpowiedział Aleksander – wszyscy ludzie posiadają ją w mniejszym lub większym stopniu. Trzeba jednak zrozumieć, że nie nadszedł jeszcze czas, w którym tego rodzaju osiągnięcia mogą być stosowane powszechnie. Wiesz przecież, że ta moc wymaga uświęcenia. Człowiek nie będzie mógł nadużywać duchowego postępu, jak to czyni w dziedzinach rozwoju materialnego, gdzie cudowne dary Boskie często przekształca w siły zniszczenia i nędzy. Mój przyjacielu – w tej dziedzinie wzniosłych realizacji, do której się poczuwamy, ignorancja, pycha i zła wola same z siebie stają się niezdolne do działania, wyznaczając sobie granice własnych ograniczeń.
Pod wrażeniem cudów, których byłem świadkiem, zauważyłem, że na wezwanie Alencara i przy hojnej pomocy Calimério zmaterializowały się dłonie i kwiaty, niczym czułe wiadomości skierowane do uczestników spotkania.
Panowała wielka radość wśród wszystkich – z wyjątkiem pana P..., który zdradzał niewytłumaczalne złe samopoczucie, będąc pod bezpośrednią kontrolą kilku duchowych pracowników, neutralizujących jego szkodliwy wpływ.

119.
Po cudownych minutach pracy i radości, zakończonych wyraźnymi dowodami wdzięczności skierowanymi ku Bogu, zakończyliśmy wieczorne działania, wspólnie troszcząc się o pełną reintegrację medium z jego psychofizycznym dziedzictwem. Moje serce przepełniały radość i nadzieja. Musiałem jednak przyznać, że zrozumienie ze strony żyjących wobec tak wzniosłych manifestacji służby i błogosławieństwa było wciąż bardzo ograniczone. Przypominali dzieci bardziej zainteresowane niezwykłym widowiskiem niż poświęceniem się sprawie Bożej. Szczerze mówiąc, byłem rozczarowany. Tyle niebiańskich posłańców podejmowało ogromny wysiłek dla garstki osób, które wydawały się dalekie od prawdziwego celu – służby Prawdzie i Dobru?
Podzieliłem się swoją refleksją z oddanym instruktorem, lecz Aleksander odpowiedział spokojnie:
– A Jezus? Czy sądzisz, że działał wyłącznie dla Galilejczyków, którzy Go nie rozumieli? Myślisz, że nauczał jedynie w świątyni jerozolimskiej? Nie, mój przyjacielu – zrozum, że wszystkie nasze czyny, zarówno dobre, jak i błędne, mają znaczenie dla całej Ludzkości. Na razie nasi ziemscy towarzysze nas nie rozumieją i nie są jeszcze gotowi na pełne oddanie się Jezusowi. Ale ziarno zostało zasiane – i wyda owoce w swoim czasie. Nic nie ginie.
Po dłuższej chwili milczenia, uśmiechając się, dodał:
– To prawda, że za życia byłeś lekarzem, przyzwyczajonym do obserwowania bezpośrednich efektów swojej pracy. Nie zapominaj jednak o cichym trudzie siewcy na polu – i pamiętaj, że nasiona złożone w egipskich sarkofagach kilka tysięcy lat temu dopiero teraz cudownie zaczynają wydawać owoce na ziemi.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Re: Tlumaczenie ksiazki Misjonarze swiatla. chico xavier

Postautor: tadyszka » 23 cze 2025, 16:13

Rozdział 11. Wstawiennictwo

120.


Pewnej nocy, po zakończeniu wykładu, który Alexander poświęcił ziemskim towarzyszom, mój przewodnik został odwiedzony przez dwie panie, które zostały przyprowadzone – w bardzo szczególnych okolicznościach – na to zaawansowane spotkanie edukacyjne. Były to istoty, które wciąż znajdowały się w ciałach fizycznych, lecz za sprawą snu, chwilowo oddzieliły się od materii, szukając kontaktu z instruktorem.
Starsza z nich, będąca niewątpliwie duchem wyżej rozwiniętym – co zdradzała otaczająca ją świetlista aura – wydawała się dobrze znana i ceniona przez Alexandra, który przyjął ją z wyraźnymi oznakami serdeczności. Druga natomiast, otoczona ciemnym kręgiem, miała zapłakaną, pełną udręki twarz.
– Och, mój przyjacielu! – zawołała ta bardziej sympatyczna postać, zwracając się do życzliwego przewodnika po pierwszych pozdrowieniach. – Przyprowadzam ci moją kuzynkę Éster, która straciła męża w bolesnych okolicznościach.
I podczas gdy wskazana pani ocierała łzy w milczeniu, bardzo przygnębiona, tamta kontynuowała:
– Alexanderze, znam wzniosłość i pilność twojej misji; mimo to odważam się prosić cię o pomoc w naszych ziemskich troskach! Jeśli nasza prośba wydaje się niestosowna, wybacz nam swoim jasnowidzącym i dobrotliwym sercem! Jesteśmy tylko ludzkimi kobietami... Przebacz więc, że pukamy do drzwi twojej dobroci, by znaleźć ulgę w bolesnych problemach...
– Etelvino, moja przyjaciółko – odpowiedział instruktor tonem pełnym czułości – wszędzie, gdzie pojawia się szczery ból, zasługuje on na wsparcie. Jeśli cierpienia występują w ciele, to istnieją również tutaj, gdzie jesteśmy już bez materialnych powłok, i wszędzie powinniśmy być gotowi do prawdziwej współpracy.

121.

– Powiedzcie zatem, czego pragniecie, i czujcie się swobodnie!
Obie panie okazały ulgę i zaczęły rozmawiać spokojnie.
Zadowolona Etelvina przedstawiła wówczas towarzyszkę, która zaczęła opowiadać swoją bolesną historię miłosną. Wyszła za mąż dwanaście lat wcześniej za drugiego narzeczonego, którego los jej przeznaczył, wyjaśniając, że pierwszy, którego bardzo kochała, popełnił samobójstwo w tajemniczych okolicznościach. Początkowo była głęboko poruszona postępowaniem Noego – pierwszego narzeczonego, tak bardzo ukochanego przez jej serce; jednakże oddanie Raula, męża zesłanego jej przez Niebo, zdołało uleczyć rany przeszłości, budując szczęśliwe życie małżeńskie oparte na czułym porozumieniu.
Otrzymali od Boskiej Opatrzności troje dzieci i żyli w pełnej harmonii. Raul, choć melancholijny, był oddany i wierny. Ileż razy próbował bezskutecznie ukoić jej ukryte rany! Nigdy jednak nie otworzył się przed nią w pełni. Mimo to ich życie płynęło szczęśliwie i spokojnie w sanktuarium wzajemnego zrozumienia.
Jednak mimo że poświęcali się wypełnianiu świętych obowiązków rodzinnych, pojawili się ukryci wrogowie, którzy odebrali im szczęście. Raul został w niewyjaśniony sposób zamordowany. Nieznajomi ludzie znaleźli jego ciało na ulicy i przynieśli do domu straszną wiadomość. Miał przebite serce strzałem z rewolweru, który – choć znaleziony przy jego bezkrwistym ciele – nie należał do niego. Jaka tajemnica otaczała tę ohydną zbrodnię?
Wielu przechodniów i funkcjonariuszy policji wierzyło, że było to samobójstwo – do tego stopnia, że wszystkie działania wymiaru sprawiedliwości zostały wstrzymane. Jednak ona, jako kobieta, była przekonana, że to było morderstwo. Co mogło skłonić prawego i pracowitego człowieka do samobójstwa bez żadnej przyczyny? Dlaczego Raul miałby się zabić, skoro wszystko układało się pomyślnie, również w odniesieniu do przyszłości?


122.
Nie da się zaprzeczyć, że ich zasoby finansowe nie były znaczne, ale potrafili w sposób godny utrzymać równowagę między wydatkami domowymi a wspólnym dochodem. Nie, nie... Według niej towarzysz życia odszedł z powierzchni Ziemi w wyniku mrocznej zbrodni. Ale w swojej kobiecej hojności Éster, zalana łzami, nie chciała nikogo obwiniać, nie pragnęła zemsty — pragnęła jedynie ukojenia dla swojego strapionego serca.
Czy byłoby możliwe — za pośrednictwem Alexandra — przyśnić się towarzyszowi, aby uzyskać bezpośrednie wieści i dać mu odczuć serdeczne zainteresowanie domu? Z powodu małych dzieci i dwóch starszych wujów, którzy byli zależni od jej wsparcia, strapiona wdowa znalazła się w trudnej sytuacji finansowej po niespodziewanym wdowieństwie. Mimo to, jak mówiła przez łzy, była gotowa pracować i poświęcić się dzieciom, by rozpocząć życie od nowa. Jednak zanim to uczyni, pragnęła choć odrobiny pociechy dla serca — pragnęła zrozumieć, co się wydarzyło, i poznać los męża, by móc się pogodzić.
A na zakończenie swego długiego i pełnego uczucia wywodu, zapłakana, zwróciła się do mojego przewodnika:
— Na litość boską, drogi przyjacielu! Czy nic nie możecie mi powiedzieć? Co stało się z Raulem? Kto go zabił? I dlaczego?
Cierpiąca wdowa wydawała się być oszalała z bólu, pogrążając się w najbardziej niedorzecznych pytaniach. Alexander jednak, zamiast zirytować się niecierpliwymi pytaniami, przyjął postawę ojcowską i, z serdecznością, ujął dłonie rozmówczyni, odpowiadając:
— Zachowaj spokój i odwagę, moja droga przyjaciółko! W tej chwili nie jest łatwo udzielić ci wyjaśnień. Konieczne jest dokładne zbadanie sprawy, by rozwiązać problem z należytą rozwagą. Wróć więc do domu i ukołysz swój udręczony umysł... Istnieją niepokoje, których nie da się uleczyć światowym rozumowaniem. Trzeba poznać schronienie modlitwy i powierzyć je Najwyższemu Ojcu. Oprzyj się na szczerej wierze, zaufaj Opatrzności — a zobaczymy, co da się zrobić w kwestii informacji i braterskiej pomocy.

123.
— Zbadamy tę sprawę z należytą uwagą!
Obie panie jeszcze przez chwilę snuły bolesne uwagi na temat zaistniałego wydarzenia, po czym pożegnały się, wyrażając wdzięczność i pocieszenie.
Gdy zostaliśmy sami, a mój przewodnik wyczuł zapewne moją potrzebę dalszego przygotowania i pogłębienia wiedzy, wyjaśnił:
— Nasi przyjaciele w ciele często wierzą, że jesteśmy jedynie wróżbitami i że, tylko dlatego, iż nie posiadamy już ciała fizycznego, zyskaliśmy dostęp do jakichś szlachetnych mocy jasnowidzenia czy przewidywania przyszłości — zapominają, że własny wysiłek i rzetelna praca są prawem obowiązującym we wszystkich wymiarach ewolucji.
Lecz uśmiechając się po ojcowsku, dodał:
— Niemniej jednak musimy przyznać, że my sami, będąc jeszcze na Ziemi, w obliczu podobnych okoliczności, nie postępowalibyśmy inaczej.
Następnego dnia, ponieważ dysponowałem większą ilością czasu, Alexander zaprosił mnie, abym mu towarzyszył do domu Éster. Chciał uczynić jej dom punktem wyjścia do dochodzenia, które zamierzał przeprowadzić.
— Jak to? — zapytałem — Czy nie byłoby praktyczniej przywołać bezpośrednio ducha zmarłego męża, korzystając z naszych zdolności mentalnych? Raul mógłby w ten sposób wypowiedzieć się bez trudności, a potem ocenilibyśmy, co da się uczynić dla wdowy.
Przewodnik jednak, choć nie odrzucił mojego pomysłu, odparł:
— Bez wątpienia, to najprostsza metoda i w wielu przypadkach należy ją stosować; jednak, Andrzeju, posługa wstawiennicza, by była pełna, wymaga od nas czegoś więcej. Ofiarowując naszej siostrze Éster trochę naszego czasu i możliwości, staniemy się godni głębszego poznania sytuacji, a także zdobędziemy większy szacunek wobec ogółu okoliczności — wzbogacając jednocześnie nasze zdolności współpracy.


124.

— Ten, kto czyni dobro, sam pierwszy z niego korzysta; ten, kto zapala światło, oświetla najpierw własną drogę.
Jakby nie chciał przedłużać rozmowy, Aleksander zamilkł i ruszyliśmy razem w drogę. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że – podobnie jak na Ziemi – służba bratniej pomocy w świecie duchowym również wymaga wysiłku, wyrozumiałości i staranności.
Dom ubogiej wdowy znajdował się przy skromnej ulicy i choć był stosunkowo wygodny, wydawał się zamieszkały przez wiele istot niższego rzędu duchowego, co łatwo zaobserwowałem po nieustannym ruchu wchodzących i wychodzących dusz, jeszcze zanim przekroczyliśmy próg. Weszliśmy niepostrzeżenie – nieszczęsne duchy nas nie zauważyły, ponieważ ich poziom wibracyjny był zbyt niski, by nas dostrzec.
Widok, który zastałem, był jednak bolesny. Rodzina – wdowa, troje dzieci oraz starsze małżeństwo – siedziała przy stole spożywając bardzo skromny posiłek. Lecz wtedy spostrzegłem coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem: sześć ciemnych postaci duchowych towarzyszyło im przy stole, jakby również uczestniczyły w posiłku, pochłaniając pożywienie w sposób nieuchwytny.
— O mój Boże! – zawołałem oszołomiony, zwracając się do przewodnika. – Czy to możliwe? Duchy przy stole?
Aleksander odparł spokojnie:
— Przyjacielu, obrazy mentalnego zepsucia, niewiedzy i cierpienia w domach pozbawionych duchowej równowagi są niezwykle częste. Tam, gdzie nie ma duchowego uporządkowania, brakuje też obrony dla pokoju duszy. To prawda intuicyjnie znana wszystkim, którzy cenią sobie prawe myślenie.

125.

Po krótkiej pauzie, podczas której ze współczuciem wpatrywał się w krajobraz wnętrza domu, Aleksander mówił dalej:
— Ci, którzy odchodzą z życia fizycznego z nadmiernym przywiązaniem do tych, których zostawili na Powierzchni, odnajdując w nich te same duchowe kajdany, niemal zawsze pozostają związani z domem, z sytuacjami codziennego życia, z witalnymi fluidami rodziny. Żywią się razem z domownikami i śpią w tych samych pokojach, w których opuścili ciało fizyczne.
— Ale czy naprawdę się odżywiają? Korzystają z tych samych dań, co kiedyś? – zapytałem zdumiony, widząc wyraźne zadowolenie bytów duchowych, które z rozkoszą chłonęły opary unoszące się znad gorących potraw.
Aleksander uśmiechnął się i dodał:
— Zdziwiony jesteś, widząc, że przyjmują pokarm przez nozdrza? A my, ludzie? Czy nie wiesz, że sam człowiek wcielony przyswaja ponad siedemdziesiąt procent codziennego pożywienia poprzez składniki zawarte w powietrzu, wchłaniane drogami oddechowymi? Nie jest ci również obce, że substancje gotowane nad ogniem ulegają głębokiemu rozkładowi. Otóż nasi bracia, przyzwyczajeni do fizjologicznych wrażeń, odnajdują w tych zdezintegrowanych elementach ten sam smak, który pamiętają z czasów, gdy korzystali z cielesnej powłoki.
— A jednak – zauważyłem – nie wydaje się to przyjemne: spożywać posiłek w towarzystwie nieznajomych, i to takich, jakich właśnie mamy przed oczami...
— Ale nie zapominaj – dodał przewodnik – że nie są to osoby obce. Widzimy tu różnych członków rodziny, których sami wcieleni zatrzymują przy sobie za sprawą ciężkich wibracji chorobliwego przywiązania.
Aleksander zamyślił się na moment i kontynuował:


126.
– Przyjmijmy jednak twoją hipotezę. Nawet jeśli stół rodzinny otaczałyby niegodne istoty, obce więzom krwi, pozostaje pewność, że dusze gromadzą się zgodnie z własnymi skłonnościami oraz z prawem, według którego każdy Duch przebywa w towarzystwie tych, których sam wybiera.
Chcąc dać mi solidne podstawy do nauki, Alexander dodał:
– Stół rodzinny to miejsce stale narażone na wpływy niewidzialnej natury. Gdy człowiek zasiada przy nim i kieruje myśli ku dobru, wówczas duchowi pracownicy, przebywający w jego pobliżu, przychodzą, aby podzielić się z nim pracą na polu błogosławionych myśli. Jeśli rodzina utrzymuje wyższy poziom duchowy i pielęgnuje wzniosłe doświadczenia życia, przewodnicy duchowego oświecenia zbliżają się, rzucając na grunt wzajemnych rozmów ziarna nowych idei, które rozwijają się z pięknem i naturalnością. Tymczasem dzięki tym samym prawom przyciągania, złośliwość ściąga niewidzialnych oszczerców, a ironia bez wątpienia przywołuje istoty szydercze i kpiarskie, które inspirują niegodne żarty, otwierając szerokie pole dla lekkomyślności i zamętu.
Wskazując grupę zgromadzoną przy stole, Alexander podkreślił:
– Tutaj ludzie zatwardziali w smutku przyciągają do siebie zmarłych członków rodziny o podobnym stanie ducha. To wzajemny wampiryzm. Posłuchaj, co mówią.
Nastawiłem uważnie uszy i rzeczywiście usłyszałem rozmowę godną pożałowania:
– Nigdy nie przypuszczałam, że będę tak cierpieć na tym świecie! – wykrzykiwała stara ciotka Éster, gorzko się żaląc. – Agostinho i ja tak ciężko pracowaliśmy, gdy byliśmy młodzi!... A teraz, w starości, bez środków do życia, jesteśmy zmuszeni obciążać biedną, owdowiałą siostrzenicę!

127.
– Och, jakiż bolesny los!...
A gdy łzy spływały jej po woskowych policzkach, starzec wtórował jej słowom:
– To prawda! Po tak pracowitym i trudnym życiu – tak gorzka zapłata! Nigdy nie spodziewałem się tak mrocznej starości!...
Byty ubrane w tuniki z cienia, słysząc te słowa, wydawały się również poruszone i z zapałem obejmowały staruszków.
Wdowa, choć zasmucona, dodała z rezygnacją:
– Rzeczywiście, nasze próby były okrutne; mimo to musimy ufać Dobroci Boga.
Alexander wpatrzył się w nią z całą uwagą, i zauważyłem, że w duszy wdowy budziło się niezwykłe nastawienie. Z błyszczącymi oczami, jakby wyczuwała z daleka nasz duchowy wpływ, mgliście przypomniała sobie sen z ostatniej nocy, mówiąc:
– Dzięki Opatrzności obudziłam się dziś dużo bardziej pokrzepiona. Śniło mi się, że kuzynka Etelvina zaprowadziła mnie do niebiańskiego posłańca, który pobłogosławił moje serce, przynosząc ulgę w ciężkich cierpieniach ostatnich dni! Och, jakże bym się ucieszyła, gdybym mogła odtworzyć ten sen światłości!
– Och, mamo, opowiedz nam! – zawołała córeczka, mająca około siedmiu lat, która dotąd milczała.
Kobieta z chęcią odpowiedziała:
– Moje dziecko, wielkich doznań nie sposób opisać. Nie pamiętam wszystkiego dokładnie, ale wiem, że wysłannik Jezusa wysłuchał mnie z cierpliwością, a potem powiedział słowa otuchy i miłości. Zamiast mnie ganić, przyjął mnie z dobrocią i, okazując boską wyrozumiałość, wysłuchał moich skarg do końca – jak oddany lekarz. Niewątpliwie, wstałam dziś z nowym duchem.


128.
128.

– Bądźmy spokojni, bo Bóg nam pomoże. Gdy tylko całkowicie odzyskam siły, zarobię na chleb ciężką, uczciwą pracą. Miejmy nadzieję i wiarę.
Wobec pocieszających słów Éster dzieci spojrzały po sobie z uśmiechem, podczas gdy staruszkowie zamilkli, tłumiąc swój naturalny żal.
Chciałem uczynić się widzialnym dla tych nieoświetlonych duchów, które poruszały się po pomieszczeniu, aby porozmawiać z nimi i zbadać ich doświadczenia, ale Alexander powstrzymał mnie:
– To byłoby stratą czasu – powiedział. – A jeśli chcesz im pomóc, przyjdź tutaj innym razem. Mentalne skostnienie, które trwało przez lata, nie rozpuści się dzięki jednemu wyjaśnieniu. Naszym celem jest teraz coś innego. Musimy zdobyć informacje o Raulu. Poza tym, gdybyśmy poświęcili ten czas na rozmowę z naszymi braćmi, którzy już odeszli, szybko by się okazało, że mogą oni jedynie wyrażać bolesne żale – bez żadnej konstruktywnej wartości.
I wyrażając niewielkie zainteresowanie rozmową z żyjącymi, ze względu na główny cel chwili, dodał:
– Poszukajmy jednego z naszych braci wizytujących. Potrzebujemy początkowych informacji, by nadać naszemu wstawiennictwu natychmiastowy kształt.
Ponieważ Alexander udał się do innych pomieszczeń, opuściłem również skromną jadalnię, choć chciałem kontynuować obserwację. Instruktor jednak nie miał czasu do stracenia.
Po kilku minutach spotkaliśmy ducha o skromnym, lecz bardzo godnym wyglądzie, do którego Alexander zwrócił się uprzejmie:
– Mój przyjacielu, czy pełnisz aktywną funkcję wizytatora?


129.
– Tak, aby ci służyć – odpowiedział grzecznie zapytany.
Instruktor przedstawił mu nasze zapytanie w sposób jasny i zwięzły.
Wtedy brat wizytator wyjaśnił dość szczegółowo, że znał Raula, pomagał mu wielokrotnie, udzielając mu ciągłej pomocy duchowej; jednak mimo starań jego i innych przyjaciół nie udało się zapobiec jego samobójstwu, które było przemyślaną, zimną decyzją.
– Samobójstwo? – zapytał Alexander, starając się zdobyć pełną informację. – Wdowa uważa, że to było morderstwo.
– Niemniej jednak – zauważył nowy przyjaciel – Raul potrafił dobrze ukrywać swoje zamiary. Zastanawiał się nad tym aktem przez długi czas, a w ostatnim dniu zakupił rewolwer, aby zrealizować swój cel. Postrzelił się w okolice serca, a następnie rzucił broń na niewielką odległość, ostrożnie, by nie pozostawić odcisków palców. W ten sposób udało mu się zmylić rodzinę, sprawiając, że uwierzyli, iż doszło do tragicznego przestępstwa.
– Czy widziałeś go w ostatnich chwilach tej tragedii? – zapytał Alexander z troską.
– Tak – wyjaśnił rozmówca – kilku przyjaciół i ja próbowaliśmy mu pomóc, ale z powodu charakteru śmierci, samodzielnie podjętej, zimnej decyzji, nie udało się nam wyciągnąć go z kałuży krwi, w której się znalazł, uwięzionego przez ciężkie, duszące wibracje. Pozostawaliśmy na miejscu, starając się go wspierać, kiedy podszedł „horda” kilkudziesięciu dusz, które wykorzystały nieszczęśnika i łatwo go zabrały, korzystając z harmonii ciemnych sił. Jak możesz sobie wyobrazić, nie udało nam się wyrwać go z rąk tych, którzy porwali go w cienie...
Instruktor wydawał się zadowolony z wyjaśnień, a kiedy zauważyłem, że zamierza zakończyć rozmowę, odważyłem się zapytać:

130.
– Ale… A przyczyna samobójstwa? Czy nie będzie to ciekawe, by usłyszeć odwiedzającego?
– Nie – wyjaśnił Alexander spokojnie. – Zapytamy samego zainteresowanego.
Pożegnaliśmy się. Jednak pewne pytanie dręczyło moją głowę. Nie mogłem go powstrzymać przez długie chwile, więc zwróciłem się do hojnego przewodnika:
– „Horda”? Co to oznacza? – zapytałem.
Alexander, który wydawał się teraz bardziej zmartwiony, wyjaśnił:
– „Horda”, o której wspomniał nasz informator, to tłum upadłych istot, poświęconych praktyce zła. Chociaż mają ograniczony wpływ z powodu licznych osłon, które chronią kręgi naszych braci wcielonych i nasze własne sfery działania, wywołują wiele zamieszania, koncentrując impulsy swoich zbiorowych sił.
Ponieważ moje zdumienie było ogromne, przewodnik dodał:
– Nie dziw się, mój przyjacielu. Śmierć fizyczna nie jest cudowną kąpielą, która zamienia złych w dobrych, a ignorujących w mądrych z dnia na dzień. Są duchy, które przywiązują się do domowego środowiska niczym bluszcz do ścian. Inne zaś, i to w dużej liczbie, buntują się w kręgach swojej własnej ignorancji i tworzą tzw. legiony ciemności, które stawiały opór samemu Jezusowi za pośrednictwem różnych opętanych. Organizują się diabolicznie, tworzą przestępcze kooperatywy – i biada tym, którzy staną się ich towarzyszami! Ci, którzy zbłądzą na drodze rozwoju z powodu lekceważenia boskich okazji, stają się niewolnikami cierpienia pod rządami tych przejściowych, lecz straszliwych mocy cienia, w więzieniu, które może trwać przez bardzo długi czas.

131.
– Ale czy regionalny wizytator, jako strażnik tych miejsc – zapytałem zdumiony – nie mógłby obronić tego nieszczęsnego samobójcy?
– Gdyby był ofiarą morderstwa – odpowiedział przewodnik – tak, ponieważ w rzeczywistej roli ofiary człowiek wytwarza określone prądy siły magnetyczne, zdolne wprowadzić go w kontakt z misjonarzami pomocy. Ale w przypadku samobójstwa wcześniej rozmyślnie zaplanowanego, bez udziału ukrytych wrogów, jak w tym, który obserwujemy, rozchwianie duszy jest niewyrażalne i powoduje absolutną niezdolność do dostrojenia mentalnego z istotami wyższymi.
– Ale – zapytałem wstrząśnięty – czy duchowe straże nie mogłyby pomóc mimo to?
Alexander wykonał gest braterskiej wyrozumiałości i zaznaczył:
– Skoro wewnętrzna wolność jest przywilejem wszystkich dzieci Stworzenia, nie można organizować pospiesznych akcji ratunkowych dla tych, którzy z pełną świadomością rzucają się w przepaść cierpienia. W takich przypadkach ból działa jako środek pomocniczy w niezbędnych korektach. Ale... a co ze złymi, którzy zdają się szczęśliwi w swojej niegodziwości? – zapytałbyś zapewne. Ci to właśnie zatwardziali i przewrotni cierpiący wszystkich czasów, którzy mimo świadomości własnego duchowego upadku, tworzą wokół serca niebezpieczną skorupę nieczułości. Zrozpaczeni i rozczarowani, pełni jadowitego buntu, rzucają się w mętną falę zbrodni, aż nowy promień światła rozbłyśnie im na niebie sumienia.
Temat dawał okazję do cennych wyjaśnień, ale Alexander dał znak, że nie może tracić zbyt wiele czasu na słowa i po krótkiej przerwie dodał:



132.

Choć sam pogrążyłem się w modlitwie, zauważyłem, że przewodnik zapadł w głębokie milczenie.
Po kilku minutach Alexander przemówił, jakby wracał z zaskakującej wyprawy:
– Możemy iść dalej. Biedny brat, półprzytomny, przebywa w towarzystwie niebezpiecznej grupy wampirów, w pobliżu.
Przewodnik ruszył w drogę, a ja podążyłem za nim krok w krok, milcząc, mimo wielkiej ciekawości.
Wkrótce, oddalając się od obszarów podmiejskich, znaleźliśmy się w okolicach dużej rzeźni.
Moje zdziwienie nie miało granic, gdy zauważyłem czujną postawę przewodnika, który stanowczo wszedł przez szeroką bramę. Po wibracjach otoczenia poznałem, że miejsce to było jednym z najbardziej nieprzyjemnych, jakie poznałem do tej pory w mojej nowej duchowej fazie wysiłku. Idąc bardzo blisko za Alexanderem, zauważyłem liczne grupy duchów w wyraźnie upadłym stanie, które ulokowały się tu i ówdzie. Przed miejscem, gdzie odbywała się rzeź bydła, ujrzałem przerażający obraz. Wielka liczba zmarłych w opłakanym stanie rzucała się na strugi świeżej krwi, jakby usiłując wypić ciecz z drapieżnym pragnieniem…
Alexander dostrzegł moje bolesne zdumienie i spokojnie mi wyjaśnił:
– Widzisz, André? Ci nieszczęśni bracia, którzy nas nie mogą dostrzec z powodu żałosnego stanu zbrutalizowania i upadku, wysysają siły z plazmy krwi zwierząt. To głodni, którzy budzą współczucie.


133.
Rzadko kiedy w całym moim życiu doświadczyłem takiej odrazy. Nawet najsmutniejsze sceny z niższych stref, które dotąd dane mi było zaobserwować, nie wywarły na mnie tak gorzkiego wrażenia.
Duchy zmarłych w poszukiwaniu takiego pożywienia? Rzeźnia pełna nikczemnych istot? Co to wszystko miało znaczyć? Przypomniałem sobie moje skromne studia z historii, sięgając myślą do czasów, gdy prymitywne ludy składały przypuszczalnym bogom ofiary z krwi byków i kozłów. Czyżby w tej przerażającej scenie znajdowało się echo dawnych rytuałów na kamiennych ołtarzach? Pozwoliłem, by pierwsze wrażenia rozpaliły mi umysł, aż poczułem, jak dawniej, że moje myśli wirują w chaosie.
Alexander, jak zawsze troskliwy, zbliżył się do mnie z jeszcze większą czułością i wyjaśnił:
– Dlaczego tak wielkie przerażenie, mój przyjacielu? Wyjdź poza siebie, przełam skorupę osobistej interpretacji i wejdź na szerokie pole zrozumienia. Czyż obaj nie odwiedzaliśmy na powierzchni Ziemi najróżniejszych rzeźni? Pamiętam, że w moim dawnym ziemskim domu śmierć świni była powodem rodzinnej radości. Tusza pełna mięsa i tłuszczu oznaczała obfitość w kuchni i zadowolenie żołądka. Na tej samej zasadzie zbliżają się do martwych zwierząt duchy zmarłych, tak samo prymitywnych, jakimi sami kiedyś byliśmy. Ich gorąca krew dostarcza im żywotnych energii.
Bez wątpienia, obraz jest godny ubolewania; nie do nas jednak należy potępianie. Każda rzecz, każda istota, każda dusza pozostaje na takim etapie ewolucji, który jest jej właściwy. A skoro sami przeszliśmy przez niższe poziomy i wiemy, jak trudne bywa wznoszenie się ku światłu, powinniśmy zachować autentyczną gotowość do niesienia pomocy, mobilizując wszystkie nasze najlepsze możliwości na służbie bliźniemu.


134.
Ostrzeżenie było niezwykle pożyteczne. Słowa instruktora spadły mi na duszę jak zbawienna nauka, korygując moje nastawienie mentalne. Spokojnie spojrzałem na obraz przed sobą, a gdy Alexander zauważył, że odzyskałem równowagę, wskazał mi istotę o żałosnym wyglądzie, przypominającą automat, błąkającą się wśród innych. Po chwili wpatrywania się w jej niemal bezwyrazowe oczy, zauważyłem, że jej odzienie było przesiąknięte krwią.
– To samobójca, którego szukamy – oznajmił jasno instruktor.
– Co? – zapytałem zaskoczony – dlaczego wampiry miałyby go potrzebować?
– Tacy nieszczęśnicy – wyjaśnił Alexander – wykorzystują świeżo zmarłych, którzy nie mają żadnej obrony, jak ten biedny Raul, w pierwszych dniach po śmierci fizycznej, wysysając z nich siły witalne, po uprzednim wykorzystaniu ich jeszcze związanego z materią ciała...
Byłem oszołomiony, przypominając sobie dawne religijne nauki o diabelskich pokusach, ale mój przewodnik, skupiony na świętej misji pomocy, dopowiedział stanowczo:
– André, nie poddawaj się negatywnemu wrażeniu. Każdy człowiek, wcielony czy nie, który zboczy z prawej drogi dobra, może stać się niebezpiecznym duchem zła. Nie mamy czasu do stracenia. Musimy działać, ratując tego nieszczęśnika.
Podążając za troskliwym mentorem, zbliżyłem się również do nieszczęsnego Raula. Alexander uniósł prawą dłoń nad jego czołem i otoczył go silnym napływem magnetycznej energii. W ciągu kilku chwil Raul został otoczony światłem, które natychmiast zostało dostrzeżone przez istoty cienia. Zauważyłem, że większość z nich oddaliła się, krzycząc z przerażenia. Widząc jasność otaczającą ofiarę, byli bladzi i zaskoczeni.

135.
Jeden z najodważniejszych oprawców odezwał się donośnym głosem:
– Zostawmy tego człowieka jego losowi.
„Potężne duchy” są nim zainteresowane.
Zostawmy go!
Podczas gdy kaci pospiesznie się wycofywali, jakby bali się czegoś, czego ja jeszcze nie potrafiłem pojąć – z powodu błogosławionej bliskości światła pochodzącego z Wyższych Sfer – pogrążałem się w bolesnych wewnętrznych pytaniach. Obraz, który miałem przed sobą, był niczym żywcem wzięty ze starych legend o demonach porzucających dusze uwięzione w ich piekielnych zamiarach. Słowa „potężne duchy” wypowiedziano z wyraźną ironią. Dzięki światłu, które otoczyło samobójcę, wiedzieli, że byliśmy obecni, i choć uciekali przestraszeni, rzucali w nas szyderstwami.
Stopniowo wielki rzeźniczy teren opustoszał z żarłocznych wampirów. Alexander, zakończywszy operację magnetyczną, ujął dłoń cierpiącego przyjaciela, który wydawał się otępiały przez złą influencję, i prowadząc go ku otwartemu polu, rzekł do mnie łagodnie:
– Nie chowaj w sercu ironicznych słów, które usłyszeliśmy. Ci nieszczęśni bracia zasługują na naszą największą litość. Skupmy się na tym, co może być dla nas ważne.
Polecił mi, bym wspierał nowego przyjaciela, który wydawał się nieświadomy naszej pomocy, i po kilku minutach marszu zatrzymaliśmy się pod rozłożystym drzewem, kładąc osłabionego i chwiejnego brata na świeżej trawie.
Poruszony jego bezwyrazowym spojrzeniem, poprosiłem przewodnika o wyjaśnienia. Jego przyjazne słowa nie kazały na siebie długo czekać.


136
– Biedaczysko chwilowo nie ma pamięci. Po tak długotrwałym wysysaniu energii życiowej znajduje się w stanie godnej ubolewania nieświadomości.
Widząc moje zdziwienie, Alexandre dodał:
– Cóż byś chciał? Spodziewałbyś się tu procesu najmniejszego wysiłku? Magnetyzm zła również ma wielką moc, zwłaszcza wobec tych, którzy dobrowolnie poddają się jego mackom.
Następnie pochylił się ojcowsko nad nieszczęsnym samobójcą i zapytał:
– Bracie Raulu, jak się czujesz?
– Ja... ja... – wymamrotał nieszczęśnik, jakby pogrążony w głębokim śnie – Nie wiem... Nic nie wiem...
– Pamiętasz swoją żonę?
– Nie... – odparł samobójca niewyraźnie.
Instruktor podniósł się i powiedział do mnie:
– Jego nieświadomość jest całkowita. Musimy go obudzić.
Następnie polecił mi zostać tam i czuwać, podczas gdy on uda się po potrzebne zasoby.
– Nie możemy obudzić go sami? – zapytałem, zdziwiony.
Przewodnik uśmiechnął się i odparł:
– Łatwo poznać, że nie jesteś jeszcze weteranem służby „wstawienniczej”. Zapominasz, że nie obudzimy go tylko do samoświadomości, ale także do bólu? Przerwiemy skorupę niższego magnetyzmu, która go otacza, i Raul powróci do świadomości własnej sytuacji; jednak poczuje mękę przestrzelonej piersi, zawyje z udręki w obliczu bolesnego istnienia, które sam sobie stworzył. A w takich przypadkach pierwsze wrażenia są naprawdę straszliwe i musi minąć kilka godzin, zanim nadejdzie pewna ulga.

137
– I jak inne obowiązki czekają na nas, najlepiej będzie powierzyć go opiece innych przyjaciół.
Te słowa głęboko mnie poruszyły.
Po upływie około dwudziestu minut Alexandre powrócił w towarzystwie dwóch braci, którzy zobowiązali się zająć nieszczęśnikiem. Po chwili znaleźliśmy się w duchowym domu nagłej pomocy, zlokalizowanym na samej powierzchni Ziemi. Widać było, że placówka ta zajmuje się pracami ratunkowymi, gdyż dostępny sprzęt pomocniczy był dość prymitywny.
Domyślając się moich myśli, Alexandre wyjaśnił:
– W kręgu antagonistycznych wibracji mieszkańców Ziemi nie da się zorganizować w pełni rozwiniętej instytucji pomocy. W związku z tym, działania ratunkowe muszą niestety nosić znamiona niedoskonałości.
– Ten dom jednak jest ruchomym szpitalem, który działa dzięki poświęceniu wielu współpracowników.
Po ułożeniu Raula na białym łożu, oddany instruktor rozpoczął aplikację magnetycznych pasów nad jego mózgiem.
Nie minęło wiele czasu, gdy nieszczęśnik wydał z siebie świszczący i przejmujący krzyk, który rozdarł mi serce:
– Umieram! Umieram!... – krzyczał Raul w najwyższej rozpaczy, próbując wspinać się teraz po ścianach. – Ratujcie mnie, na miłość boską!
I ściskając piersi rękami, wołał w bolesnym tonie:
– Moje serce jest rozdarte! Pomóżcie mi!... Nie chcę umierać...
Oddani pielęgniarze opiekowali się nim z troską, lecz pacjent wydawał się ogarnięty przerażeniem.


138.
– O mój Boże!... Mój Boże!... Co ja ze sobą zrobiłem?... Co zrobiłem ze swoim życiem?...
Scena była głęboko poruszająca. Raul, teraz świadomy swojej nowej sytuacji i cierpienia, które sam sobie zadał, pogrążał się w żalu i rozpaczy. Łzy spływały mu po zbolałej twarzy, podczas gdy szlochy wstrząsały jego piersią.
Alexandre pozostał niewzruszony, z obliczem rozświetlonym spokojnym współczuciem.
– Nie buntuj się, Raulu – powiedział łagodnie. – Ból to błogosławiony lek, z którego Opatrzność korzysta, by przywrócić równowagę duszom, które zbłądziły. Twoja sytuacja jest bolesna, to prawda, ale jest też nową szansą. Nie jesteś potępiony na wieczność. Po prostu zaczynasz spłacać dług, aby w przyszłości móc zacząć od nowa – z większym zrozumieniem i miłością.
– Pomożemy ci, na ile będziemy mogli. Ale musisz przyjąć pomoc z pokorą, pracować nad swoim odrodzeniem i przede wszystkim pielęgnować szczery żal oraz chęć poprawy.
Raul teraz płakał w milczeniu. Pierwsze promienie zrozumienia zaczęły wreszcie przebijać się przez gęstą mgłę jego bolesnej świadomości.

139.
– Ach! Nieszczęsny, jakże nieszczęśliwy! Tysiąc razy nieszczęśliwy!...
Alexandre jednak nie odezwał się do niego w tej chwili. Po czułym poleceniu opieki nad Raulem dla braci odpowiedzialnych za pomoc, zwrócił się do mnie, wyjaśniając:
– Chodź, André! Nasz nowy przyjaciel przechodzi kryzys, który nie zakończy się przed upływem około siedemdziesięciu godzin. Wrócimy później, by go odwiedzić.
Po powrocie do moich zajęć czekałem z niecierpliwością na moment, w którym będziemy kontynuować pouczające obserwacje. Byłem głęboko poruszony złożonością pracy „intercesyjnej”. Zwykłe modlitwy tęskniącej i oddanej żony wywołały liczne działania mojego przewodnika oraz cenne wyjaśnienia dla mnie.
Jak Alexandre zachowa się w końcowej fazie? Jakie objawienie Raul będzie miał dla naszych uszu, jako towarzyszy, którzy dbają o jego dobro? Czy jego żona pocieszy się w kręgach wdowieństwa?
Z mnóstwem pytań w sercu czekałem na odpowiedni moment. Po upływie czterech dni Alexandre zaprosił mnie, byśmy wrócili do tego tematu, co bardzo mnie ucieszyło, dając mi możliwość kontynuowania nauki dla własnej ewolucji.
Zastaliśmy Raula pełnego bólu, jednak bardziej spokojnego, by prowadzić rozmowę wyjaśniającą.
Skarżył się na otwartą ranę, rozregulowane serce, ostre cierpienie i wielkie wyczerpanie. Wiedział jednak, że nie jest już w kręgu ciała, choć ta prawda kosztowała go bolesne łzy.
– Uspokój się – powiedział do niego mój przewodnik z niewysłowioną dobrocią. – Twoja sytuacja jest trudna, ale mogłaby być znacznie gorsza. Są samobójcy, którzy przez nieokreślony czas trwają przy zwłokach, obserwując rozkład ciała i odczuwając ataki żarłocznych robaków.

140.
– Ach, moje nieszczęście – westchnął nieszczęśnik – bo oprócz tego, że jestem samobójcą, jestem także przestępcą.
Okazując nam ogromne zaufanie, Raul opowiedział swoją smutną historię, starając się uzasadnić swój desperacki czyn.
W młodości przyjechał z prowincji do wielkiego miasta, odpowiadając na zaproszenie Noé, przyjaciela z dzieciństwa. Był to człowiek oddany i szczery – prawdziwy towarzysz. Pewnego dnia przedstawił Raulowi swoją narzeczoną, kobietę, z którą ten marzył, by samemu kiedyś stworzyć szczęśliwy dom.
Jednak od chwili, gdy po raz pierwszy ujrzał Éster, Raul nie mógł o niej zapomnieć. Młoda kobieta ucieleśniała jego najwyższy ideał małżeńskiego szczęścia. W jej obecności czuł się spełniony. Jej spojrzenie koiło jego serce, a jej myśli zdawały się odbiciem jego własnych.
Jak jednak wyznać tę miłość?
Noé, dawny przyjaciel, stał się przeszkodą, której nie można było obejść. Éster nie potrafiła złamać złożonej przysięgi. A Noé był zbyt dobrym i szlachetnym człowiekiem, by dać powód do rozstania.
To właśnie wtedy w jego umyśle zrodziła się przerażająca myśl o przestępstwie; stał się przeszkodą, którą trzeba było usunąć.
Raul nie chciał oddać swojego szczęścia nikomu. Rywal musiał zniknąć. Ale jak dokonać tego bez ryzyka kary?
Zaślepiony gwałtowną namiętnością, zaczął skrupulatnie planować zbrodnię. Znalazł subtelną metodę na pozbycie się wiernego towarzysza.
Raul zaczął podawać sobie niewielkie dawki znanej, śmiertelnej trucizny, stopniowo je zwiększając, aż jego organizm przyzwyczaił się do ilości, które dla innych byłyby zabójcze. Gdy osiągnął odpowiedni poziom odporności, zaprosił przyjaciela na kolację i podał mu zatrute wino – to samo, które pił sam, bez żadnego niebezpieczeństwa.
Noé zmarł w ciągu kilku godzin. Wszyscy uznali go za samobójcę. Raul na zawsze zachował tę straszną tajemnicę. Pocieszał pogrążoną w żalu narzeczoną – aż w końcu zdobył jej sympatię i wziął z nią ślub.


141.
-Osiągnął to, o czym marzył najbardziej: Éster została jego żoną, a dzieci przynosiły radość jego codzienności. Jednak jego sumienie nosiło nieodwracalną ranę. W najintymniejszych chwilach życia rodzinnego widział Noégo, który z głębi jego umysłu oskarżał go o zbrodnię. Całusy żony i pieszczoty dzieci nie potrafiły rozproszyć uporczywego widma. Zamiast słabnąć, wyrzuty sumienia narastały. W pracy, przy lekturze, przy stole, w alkowie małżeńskiej, wciąż pozostawał ofiarą, czuł na sobie milczące spojrzenie dawnego przyjaciela. W pewnym momencie postanowił wyznać straszliwą prawdę i oddać się w ręce sprawiedliwości. Jednak czuł, że nie ma prawa łamać serca ukochanej ani niszczyć przyszłości swoich dzieci. Społeczeństwo darzyło go szacunkiem, a otoczenie domowe było akceptowane. Współpracownicy cenili jego obecność. Jak mógłby wyjaśnić prawdę w takich okolicznościach? Choć kochał rodzinę, był wyczerpany po latach wewnętrznego zmagania. Bał się obłędu, szpitala psychiatrycznego, całkowitego upadku. Z każdym dniem wyznanie stawało się coraz bardziej nieuniknione. Myśl o samobójstwie nabierała coraz wyraźniejszych kształtów w jego udręczonym umyśle. Nie wytrzymał dłużej. Ukrył ostatni akt swojej cichej tragedii tak samo, jak ukrył pierwszy. Kupił rewolwer i czekał. Pewnego dnia, po zakończonej pracy, nie wrócił do domu. Trzymając broń, wymierzył ją w siebie.

142.
Czuła się uwięziona w ciężkim, męczącym śnie, pełnym okrutnych koszmarów. I dopiero gdy Aleksander przywrócił jej energię w tym wyczerpanym stanie, odzyskała świadomość siebie — tam, w tej skromnej izbie.
Kończąc długie i gorzkie wyznanie, Raul czuł ścisk w piersi, a po jego twarzy spływały ciężkie łzy.
Głęboko poruszony, nie wiedziałem, co powiedzieć.
Tamta ukryta tragedia mogła poruszyć nawet serca z kamienia.
Ale Aleksander, ukazując głębię swoich doświadczeń, zachował szlachetny spokój i powiedział:
– W największych otchłaniach, Raul, zawsze jest miejsce na nadzieję. Nie pozwól, by opanowała cię myśl o niemożliwości. Myśl o odnowieniu swojej szansy, rozważaj wielkość Boga. Przekształć wyrzuty sumienia w cel odnowy.
Po krótkiej pauzie, gdy nieszczęśnik załamał się w płaczu, mistrz kontynuował:
– To prawda, twoje obecne cierpienia nie mogą zniknąć w sposób cudowny. Wszyscy zbieramy to, co zasialiśmy. Ale my, którzy dziś czegoś się nauczyliśmy, już nieraz przeżywaliśmy lekcję zaczynania od nowa. Zachowaj spokój i miej odwagę.
Następnie Aleksander przeszedł do sprawy, która nas interesowała. Wyjaśnił, że pomoc została zapoczątkowana dzięki modlitwom żony — pełnej czułości i rozpaczy. Przekazał mu wieści o niej, o dzieciach i o starych wujkach. Mówił o tęsknocie Éster i jej pragnieniu, by choć przez chwilę móc go ujrzeć podczas snu fizycznego ciała.

143.

Słuchając ostatnich informacji, samobójca zdawał się ożywiać i powiedział:
– Ach! Nie jestem godny! Moja nędza tylko pogłębiłaby ból!...
Jednak nauczyciel, głaszcząc go ojcowsko po czole, obiecał interweniować i rozwiązać problem.
Ponownie opuściliśmy pomieszczenie, a Alexandre, dostrzegając moją głęboką admirację, zauważył:
– W tym małym dramacie, mój przyjacielu, możesz ocenić skalę i złożoność naszych zadań w pracy interwencyjnej. Nasi wcieleni towarzysze czasem proszą nas o działania, które są bardzo odległe od rzeczywistego zrozumienia sytuacji. Dla ludzkiego społeczeństwa Raul jest ofiarą tajemniczych zabójców, podczas gdy w rzeczywistości jest ofiarą samego siebie. Dla żony – idealnym mężem, a przecież był przestępcą i samobójcą.
Zrozumiałem moralne trudności, w jakich się znaleźliśmy, próbując odpowiedzieć na prośbę, która doprowadziła nas do takiego rodzaju misji. Słowa instruktora nie pozostawiały wątpliwości. Z tą świadomością odważyłem się zapytać:
– Czy sądzisz, że siostra Éster jest gotowa na realizm naszych wniosków?
Alexandre pokręcił głową i odpowiedział:
– Pełnej prawdy godni są tylko ci, którzy całkowicie uwolnili się od namiętności. Éster jest głęboko dobra, ale jeszcze nie osiągnęła panowania nad sobą. Nie kontroluje swoich emocji, raczej to one nią rządzą. Z tego powodu w żadnym wypadku nie możemy przekazać jej pełnej wiedzy o tej sprawie. Jest gotowa na pocieszenie, ale nie na prawdę.
Słowa instruktora wstrząsnęły mną do głębi. Jak można ukrywać szczegóły tragedii? Czy to nie byłoby zaprzeczeniem rzeczywistości? W jaki sposób można pocieszyć tęskniącą żonę, nie ujawniając jej prawdziwego znaczenia wydarzeń?




144
Alexandre jednak zrozumiał moje pytanie i zauważył:
– Jakim prawem zakłócalibyśmy serce biednej wdowy na Ziemi, pod pretekstem bycia prawdziwymi? Dlaczego mielibyśmy niszczyć spokojną nadzieję trójki wspaniałych dzieci, zatruwając być może ich przyszłość, tylko po to, by zaprezentować się jako bohaterowie rzeczywistości? Czy większą radość daje ukazanie cienia zbrodni niż odkrycie źródła pocieszenia? Andrzeju, mój bracie, życie wymaga ogromnego rozeznania! Każde słowo ma swój czas, tak jak każde objawienie ma swój moment! Nie możemy łączyć pracy pomocowej z miażdżeniem tego, kto prosi o pomoc. Modlitwa Éster nie mogła przynieść jej zniechęcenia. Dlatego też nie każdy otrzymuje, kiedy chce, delegację z Wyższych Sfer do pracy pomocowej.
Zanotowałem tę uwagę.
Tego dnia Alexandre udał się ze mną do władz Pomocy, prosząc o współpracę jednej z sióstr działających w Zespołach Pomocowych, aby zapewnić skuteczniejsze wsparcie dla serca Éster. Wyznaczono Romualdę – oddaną i dobrą istotę, która zstąpiła na Ziemię wraz z nami, starannie przyjmując zalecenia życzliwego przyjaciela. Alexandre nie udzielił wielu instrukcji. Romualda miała przygotować duchowo wdowę na nocne spotkanie z mężem, a następnie pozostać przy niej przez dwa tygodnie, wspierając odbudowę jej energetyki psychicznej i pomagając w reorganizacji życia materialnego poprzez uczciwe i godne zatrudnienie.
Widać było, z jak wielką troską instruktor otaczał wszystkie działania.


145.
Prawie w wyznaczonym momencie ponownego spotkania małżonków udaliśmy się do mobilnego szpitala pomocy duchowej, gdzie instruktor osobiście zadbał o wszelkie środki ostrożności. Zalecił Raulowi, by utrzymał jak najlepszy nastrój, nalegając, aby nie wypowiedział nawet najmniejszego słowa skargi i powstrzymał się od jakiegokolwiek gestu, który mógłby wyrażać niecierpliwość lub niepokój. Następnie kazał zakryć otwartą i krwawiącą ranę, wyraźnie widoczną w zniszczonej części organizmu perispirytycznego, aby żona nie odczuła żadnego wrażenia cierpienia. Sam Raul, zdumiony lekcją dobrego zachowania, z zadowoleniem i odnowioną energią spełniał wszystkie instrukcje.
Po kilku minutach Romualda weszła w towarzystwie Éster, której spojrzenie zdradzało niepokój i oczekiwanie. Alexandre wziął ją za ramię i wskazał na męża leżącego na białym łóżku.
– Raul! Raul! – krzyknęła zrozpaczona wdowa, chwilowo uwolniona od ciała fizycznego, łamiąc mi serce bolesnym tonem głosu.
Jej wzruszenie było ogromne. Chciała kontynuować, ale nie mogła. Zgięły się jej kolana i upadła na klęczki przy łóżku męża, szlochając. Zauważyłem, że jego oczy pozostawały zalane łzami, które nie spadały. Alexandre patrzył na niego uważnie, dając do zrozumienia, że potrzeba odwagi, by przejść przez ten pełen bólu moment. Jak dziecko, które szuka wskazówek u ojca, samobójca uważnie śledził każdy gest naszego hojnego przewodnika.
A ponieważ Alexandre dał mu lekki znak, Raul chwycił prawą dłoń żony w łzach i powiedział:
– Nie płacz już, Éster! Miej zaufanie do Boga! Czuwaj nad naszymi dziećmi i wspieraj mnie swoją wiarą! Jestem w porządku... Nie ma powodu, byśmy się smucili! Kochana, śmierć to nie koniec. Przyjmij wolę Ojca, tak jak ja staram się ją przyjąć... Nasza rozłąka jest chwilowa... Nigdy cię nie zapomnę! Będziesz w moim sercu, gdziekolwiek będę!


146.
- Będziesz w moim sercu, gdziekolwiek się znajdę!
Ja także tęsknię za twoim towarzystwem, za twoim oddaniem, lecz Najwyższy nauczy nas przemieniać tęsknotę w nadzieję!
Słowa samobójcy, jak również łagodna modulacja jego głosu, zaskakiwały mnie swoimi niuansami.
Raul wykazywał potencjał delikatności i psychicznej finezji, których dotąd nie dostrzegałem jego oczami. To właśnie wtedy, wyostrzając percepcję wzrokową, zauważyłem, że niezwykle cienkie nici światła łączyły czoło Alexandre’a z jego mózgiem i zrozumiałem, że instruktor przekazywał mu silny magnetyczny wpływ, wspierając go w trudnej sytuacji.
Słysząc jego pocieszające słowa, wdowa zdawała się ożywiać, wykrzykując ze łzami:
– O, Raulu, wiem, że teraz jesteśmy rozdzieleni przez otchłań grobu!... Wiem, że muszę czekać na najwyższą decyzję, by zjednoczyć się z tobą na zawsze... Słuchaj! Pomóż mi na Ziemi, w tej niespodziewanej i bolesnej wdowieństwie! Powstań i wróć do naszego domu, by dać nadzieję mojemu zgnębionemu duchowi! Broń nas wciąż przed złymi... Nie zostawiaj mnie samej z naszymi dzieciątkami, które tak bardzo cię potrzebują... Proś Boga o tę łaskę i przyjdź nam z pomocą aż do końca!...
Chociaż nadal leżał wyciągnięty na łożu, zapytany czule pogładził jej włosy i odpowiedział:
– Miej odwagę i wiarę! Pamiętaj, Éster, że istnieją cierpienia większe od naszych, i pogódź się z losem... Wzmocnię się i będę dalej pracował dla nas... Tak jak ty oczekujesz ode mnie pomocy, tak ja oczekuję od ciebie zaufania. Pan nie zsyła nam problemów, na które nie zasługujemy!


147.

Praktyka dobra daje zdrowie ciału i radość duchowi! A Bóg, który jest dobry i sprawiedliwy, pobłogosławi nasze dzieci, aby były szczęśliwe u twego boku... Nie zwlekaj już dłużej! Wróć z ufnością! Zachowaj pewność, że żyję i że śmierć ciała to tylko konieczna przemiana!...
Zrozumiawszy, że chwila ponownego spotkania dobiega końca, zaniepokojona żona wyraziła skrajną ciekawość i trwogę, wpatrując się we łzy w towarzysza, i zapytała:
– Raulu, zanim odejdę, powiedz mi szczerze... Co się stało? Kto odebrał ci życie?
Zauważyłem, że zapytany okazał w oczach straszliwą udrękę w obliczu niespodziewanego pytania. Może pragnął wyznać prawdę, rzucić światło na swoje minione doświadczenia, lecz magnetyczna pomoc Alexandre’a nie kazała na siebie czekać. Strumień intensywnego światła wypłynął z ręki przewodnika, który na tym etapie rozmowy trzymał już dłoń ochronnie nad czołem samobójcy.
Wyraz jego twarzy się odmienił — powrócił mu spokój i odwaga.
Ponownie opanowany, Raul zwrócił się do towarzyszki:
– Éster, procesy Sprawiedliwości Bożej nie znajdują się w naszym zasięgu zrozumienia... Zachowaj pewność, że codziennie i w każdym wydarzeniu jesteśmy pouczani... Naucz się szukać przede wszystkim... woli Bożej...
Biedna wdowa pragnęła przedłużyć rozmowę; w jej udręczonych oczach można było dostrzec silne pragnienie dalszego czerpania z tych wzniosłych pocieszeń chwili, lecz Alexandre ujął ją za ramię i polecił konieczność pożegnania się. Płacząca żona nie oponowała. Skupiając całą swą uczuciową siłę w słowach, pożegnała się z samobójcą i ucałowała jego ręce z nieskończoną czułością.
Nieco dalej od organizacji szpitala ratunkowego², instruktor powierzył ją opiece Romualdy i wrócił w moim towarzystwie.
Wróć do naszego domu i raduj się! Nie lękaj się potrzeby; błogosławieństwo chleba nigdy nam nie zabraknie! Szukaj radości w uczciwej pracy i siej dobro poprzez wszystkie okazje, jakie świat ci podaruje!


148.
Nie potrafiłem ukryć mojego ogromnego podziwu dla takiego dzieła pomocy.
Alexandre wyczuł mój stan ducha i odezwał się wzruszonym tonem:
– Jak widzisz, praca ratunkowa wymaga wiele wysiłku i braterskiego oddania. Nie możemy zapominać, że Raul i Éster to dwoje duchowo chorych i w takiej sytuacji potrzebują z naszej strony ogromnego zrozumienia. Na szczęście wdowa wraca pełna nowej otuchy, a nasz przyjaciel, dostrzegając ogrom opieki, jaką jest otoczony, i uświadamiając sobie, jak wiele może jeszcze pomóc swojej wcielonej towarzyszce, pośpieszy z tym, by rozbudzić w sobie nowe przejawy siły i energii.
Poruszony jednak widokiem rozdarcia, jakie widniało w jego duchowym ciele³, zapytałem:
– A co z rannym miejscem? Jak długo Raul będzie odczuwał te cierpienia?
– Być może przez wiele lat – odpowiedział instruktor poważnym tonem. – To jednak nie przeszkodzi mu intensywnie pracować na polu sumienia, starając się odzyskać błogosławioną możliwość odrodzenia.
Inne pytania nasuwały mi się w myślach. Instruktor musiał się jednak oddalić, by wykonać trudne zadania, w których nie mogłem mu towarzyszyć.
Poprosiłem go więc o zgodę, by z bliska śledzić dalszą pomoc udzielaną przez Romualdę, otrzymując od niego szczodre pozwolenie.
Chciałem się przekonać, w jakim stopniu pocieszyła się strapiona wdowa i zaobserwować, jak wykorzystuje owo spotkanie, które było darem najwyższej łaski⁴.
Następnego dnia powróciłem do skromnego domu, dokładnie w porze rodzinnego obiadu.
Romualda była w ruchu. Wnętrze domu zyskało nowy wyraz. Istoty uzależnione⁵ nie zniknęły całkowicie, lecz ich liczba została znacznie ograniczona.


149.
Otaczając swoją podopieczną opieką, pomocnicza siostra przyjęła mnie z uprzejmością.
Poinformowała mnie, że wdowa obudziła się znacznie lepiej i że ona, Romualda, zrobiła wszystko, co w jej mocy, by utrwalić w niej pełne wspomnienie snu.
Jak można było się spodziewać, biedaczka nie była w stanie zapamiętać wszystkich szczegółów; mimo to zachowała w pamięci najważniejsze wrażenia, które potrafiły obudzić w niej boską nadzieję i przywrócić dobry nastrój.
Zaleciła mi, abym sam przekonał się o cudownym działaniu tej opatrzności.
I rzeczywiście, oblicze wdowy zyskało nowy wyraz.
Z przejrzystymi i błyszczącymi oczami opowiadała wujostwu i dzieciom o niezwykłym śnie z ostatniej nocy.
Wszyscy słuchali jej z dużym zainteresowaniem, zwłaszcza dzieci, które zdawały się uczestniczyć w jej wewnętrznej radości.
Éster zakończyła opowieść, wyraźnie wzruszona.
Zauważyłem wówczas, że starsza ciotka zrobiła gest niedowierzania i zapytała:
– I ty wierzysz, że odwiedziłaś Raula w tamtym świecie?
– A jakżeby nie? – odparła wdowa bez wahania. – Wciąż czuję dotyk jego dłoni na swoich i wiem, że Bóg udzielił mi tej łaski, abym odzyskała siły do pracy. Obudziłam się dziś głęboko pokrzepiona i szczęśliwa! Zmierzę się z drogą z nową nadzieją! Będę się starać – i zwyciężę.
– O, mamusiu, jak pocieszające są twoje słowa! – szepnął jeden z malców, z bardzo bystrymi oczkami – jak bardzo chciałbym być z panią, żeby usłyszeć tatusia w tym cudownym śnie!
W tym momencie staruszek, który jadł w milczeniu, zabrał głos jako typowy przedstawiciel ludzkiego niedowiarstwa:

150.
– Ciekawe – zauważył – że choć Raul tak bardzo pocieszył twoje kobiece serce, nie wyjaśnił nic na temat zbrodni, która zaprowadziła go do grobu.
Éster, która wyczuła ironię tej uwagi, a także pozostając pod wpływem dobroczynnej obecności Romualdy, odpowiedziała bez wahania:
– Wiele razy, mój wuju, nie potrafimy być wdzięczni za boskie błogosławieństwa. Przypomniałam sobie o tej prawdzie, słysząc twoje rozumowanie. Wstydzę się, gdy przypomnę sobie, że zadałam takie pytanie biednemu Raulowi – osłabionemu i bladego na łożu śmierci. Wystarcza mi szczęście, że mogłam go zobaczyć i usłyszeć – w świecie, którego nie potrafię teraz pojąć. Mam pewność, że go odwiedziłam w jakimś miejscu. Co nas obchodzi poszukiwanie przestępców, skoro nie jesteśmy w stanie przywrócić jego ciała do życia? W naszym uporze, by karać winnych, nie zwracając uwagi na nasze własne winy, czyż nie popadamy w absurd – pragnąc być bardziej sprawiedliwi niż sam Bóg?
Wuj zamilkł, zamyślony, a ja zauważyłem, że dzieci cieszyły się ogromnie z matczynej odpowiedzi.
Serce Éster wkroczyło w jasną i wzniosłą strefę żywej wiary, napełniając się pokojem, radością i nadzieją – na drodze ku nowemu życiu.
Gdy się żegnałem, pogratulowałem Romualdzie jej szlachetnej pracy.
Szlachetna służebnica zapoznała mnie ze swoim planem działania.
Zamierzała pozostać jeszcze bliżej wdowy, napełniając ją odwagą i pogodą ducha. W nadchodzącym tygodniu spodziewała się móc pomóc jej również w znalezieniu dobrze płatnego zajęcia.
Zadziwiłem się, słysząc ten plan – zwłaszcza w zakresie pomocy materialnej; jednak Romualda odparła z wielkim spokojem:
– Gdy ziemscy towarzysze zasługują na to, możemy współdziałać na ich korzyść wszystkimi dostępnymi nam środkami – pod warunkiem, że nasza pomoc nie ograniczy ich wolności sumienia.


151.
Poprosiłem ją zatem uprzejmie, by pozwoliła mi uczestniczyć w działaniach pomocowych w wyznaczonym dniu ich zakończenia.
Romualda zgodziła się życzliwie i, po upływie tygodnia, zawiadomiła mnie o zakończeniu prac związanych z pomocą.
Powróciłem do domu wdowy w towarzystwie tej szlachetnej duchowej służebnicy, która poleciła mi:
– Proszę zająć się naszą przyjaciółką, podczas gdy udam się po osobę, która została wskazana do udzielenia jej wsparcia. Zorganizowałam już wszystkie potrzebne środki i nie mamy czasu do stracenia.
Zostałem tam, ogarnięty głęboką ciekawością, i po upływie około trzech godzin ktoś zapukał do drzwi, zwracając moją uwagę.
W towarzystwie Romualdy przybyła elegancka dama, która przyszła spotkać się z Éster, oferując jej uczciwą pracę w swojej pracowni krawieckiej.
Wdowa rozpłakała się ze wzruszenia i radości, a podczas gdy obie kobiety ustalały szczegóły zatrudnienia – w aurze ogólnego szczęścia i ulgi – siostra pomocniczka zwróciła się do mnie z radością:
– Teraz, bracie André, możemy spokojnie wrócić. Zadanie, które zostało nam powierzone, zostało zakończone – dzięki Panu.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...


spirytystka na emigracjii
Awatar użytkownika
tadyszka
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 724
Rejestracja: 16 lut 2011, 18:21
Lokalizacja: Hamburg

Poprzednia

Wróć do Literatura spirytystyczna

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość