Czytam zmagania świeżo nawróconego katolika i tak mi się wydaje, a nawet mam pewność, że nie ma dla niego najmniejszego znaczenia co rozmówcy mają do powiedzenia. Albo kolega odpisuje niezrozumiałymi dla niego cytatami, które nota bene obnażają jego kompletne niezrozumienie tematu, na który się nawrócił, albo opowiada o swoim spłynięciu łaski, co ma wg niego być ostatecznym, koronnym wręcz argumentem na poparcie jedynie słusznej życiowej drogi, na jaką akurat udało mu się przypadkiem trafić. Oczywiście padały tu określenia "neofita" może też "prozelita", z czym w pełni się zgadzam ale to szaleństwo wejść pomiędzy ludzi naprawdę oczytanych i głosić podobne herezje nie podejmując nawet trudu samodzielnego zapoznania się z treścią podręcznika katolika, jaką jest Biblia... że nie wspomnę o tak zawstydzającym fakcie, jakim jest nieodróżnianie przez kolegę Artura chrześcijaństwa od katolicyzmu.
Proponuję drogi nawrócony, byś zaczął od elementarza, otrzaskał się z nowym dla siebie tematem, hasłami z nim związanymi, a następnie powrócił do tematyki spirytyzmu, znów go zgłębił (przypuszczam, że z tym będzie problem, bo powinno być bez "znów") i podjął trud dyskusji. Istnieje szansa, że wtedy może ona cokolwiek wnieść, fanatyzm podczas lektury obydwu tematów zapewne okrzepnie i może zrodzi się jakaś własna myśl, własny wniosek. Tekstów rodem ze średniowiecznej ambony jest dostatek. Nauki księży na podstawie wciąż tej samej Biblii sukcesywnie się zmieniają, od złego, karzącego na kilka pokoleń wprzód ojca, kościół dawno odstąpił. Nikt nie słyszy dziś na łożu śmierci, że cierpi z powodu braku zadość uczynienia przodków, żadna matka nie dowiaduje się od księdza, że jej dziecko z podobnych powodów umiera czy jest nieuleczalnie chore. Takie rozumowanie, jakie przedstawia Artur wprost tłumaczy konieczność istnienia bestialstwa i zbrodni na ziemi, jako przejawu gniewu bożego, jest niejako palcem bożym. To, że np. Hitler unicestwił znaczną część populacji ludzkiej, to przecież efekt grzechów ich przodków. A jeśli z kolei zbrodniarz zdążył się wyspowiadać przed wysłannikiem katolickiego boga, to ma otwartą drogę do nieba... Przyjacielu, podejmij trud poskładania tych teorii w jednolitą, spójną całość. Fakt, że dopadła Cię histeria na rekolekcjach nie jest dowodem na istnienie ducha świętego ale na to, że dałeś się kompletnie zmanipulować, poszedłeś tam najprawdopodobniej w poszukiwaniu kolejnej, znów jedynej drogi bo szukasz, niczego dogłębnie nie badając, nawet nie czytając, nie mówiąc o logicznym uszeregowaniu nabytej "wiedzy". Znów coś znalazłeś, zachłysnąłeś się i biegasz z tymi niusami jak kot z pęcherzem.
Pozostając do dyspozycji adwersarza,
Don Kojote
