Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Wszystko o Spirytyzmie w Internecie: ciekawe strony, nagrania, linki do książek w wersji elektronicznej, informacje o ciekawych aukcjach.

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: juniperus » 06 sty 2014, 22:52

kakofonia myśli pisze:Ale chciałabym zobaczyć tych, którzy tak głośno mówią o miłosierdziu, przebaczeniu i miłości do wrogów w sytuacji, która jest po stokroć bardziej bolesna i przerażająca.
Właśnie dlatego o tym mówię. W moim przypadku nie chodziło tu o "lekkie" cierpienia, ale na prawdę coś bardzo poważnego, coś co ciągnęło się przez 3 lata, nieustannie, każdego dnia... coś, co o mały włos nie pozbawiło mnie życia, co niszczyło co dzień, żrąc mnie głębiej i głębiej... coś, co pchało mnie wówczas do samobójstwa. Czy to wystarczający powód? Nikt nie powiedział, że jest łatwo, ale też nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli chcemy, tak z głębi serca, możemy wszystko. Pozostając w chęci przebaczenia otrzymujemy pomoc od świata duchowego i wsparcie, które nam to umożliwią.
kakofonia myśli pisze:Mówimy o miłości, czy miłosierdziu?
Miłość do wszystkich ludzi to część miłosierdzia, ponieważ miłosierdzie to bardzo złożone i szerokie pojęcie.

kakofonia myśli pisze:Słowo "litość" jakoś mnie nie przekonuje :) To takie "słabe" uczucie :)
Litość to bardzo silne uczucie, w skład którego nie wchodzi tylko powierzchowne odczucie, ale coś znacznie głębszego. Ewangelia wg. spirytyzmu określa ją następująco:
"Litość to cnota, która zbliża was najbardziej do aniołów. To siostra miłosierdzia, która prowadzi was do Boga. (...) Litość - szczera litość - jest miłością. Miłość to zaś oddanie. Oddanie to zapomnienie o sobie samym, a to zapomnienie, to poświęcenie się dla ludzi nieszczęśliwych to prawdziwa wartość - taka, którą wcielał przez całe swoje życie Mesjasz (...) Najodpowiedniejszym uczuciem pomagającym w waszym rozwoju, które poskramia wasz egoizm i dumę, dusze nakłaniając do skromności, życzliwości i miłości do bliźniego, jest litość - ta litość, która wzrusza do żywego, gdy widzicie cierpienia bliźnich, która sprawia, że wyciągacie pomocną dłoń i zalewacie się łzami sympatii.
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: Nikita » 07 sty 2014, 12:46

lepsze do slowa "litosc" jest slowo "wspolczucie"...tak jak to mial na mysli Budda.
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: kalatala » 07 sty 2014, 13:48

Nikita pisze:lepsze do slowa "litosc" jest slowo "wspolczucie"...tak jak to mial na mysli Budda.

Może to jest kwestia tłumaczenia z francuskiego na polski.
Awatar użytkownika
kalatala
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 914
Rejestracja: 28 cze 2012, 19:05
Lokalizacja: Białystok

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: kakofonia myśli » 07 sty 2014, 21:32

juniperus pisze:Właśnie dlatego o tym mówię. W moim przypadku nie chodziło tu o "lekkie" cierpienia, ale na prawdę coś bardzo poważnego, coś co ciągnęło się przez 3 lata, nieustannie, każdego dnia... coś, co o mały włos nie pozbawiło mnie życia, co niszczyło co dzień, żrąc mnie głębiej i głębiej... coś, co pchało mnie wówczas do samobójstwa.


Skoro te cierpienia pchały Cię do podjęcia tak radykalnych decyzji bez wątpienia były dla Ciebie ciężkie i trudne do okiełznania, ale dotyczyły one bezpośrednio Ciebie.
Wiesz, wszystko zależy od naszego progu wytrzymałości i od tego, czy jesteśmy ukierunkowani na przebaczenie. Ale nadal uważam, że zupełnie inną jest sytuacja, gdy pewne rzeczy oscylują w obrębie naszej sfery osobistej, a sytuacja, gdy nasza sfera osobista rozszerza się na innych.
Dam przykład choć nie chciałam tego robić, gdyż uważam, że pewnych rzeczy nie powinno się nawet wypowiadać; gdybym pozwalała (bo niestety pewne rzeczy odbywają się za naszą milczącą zgodą) by ktoś mnie ranił, torturował psychicznie, by sprowadzał mnie do rangi istoty, która już nie chce o siebie walczyć pewnie w momencie, gdyby do mnie dotarło, co robię i co dana osoba zrobiła z moim życiem nie miałabym problemu przebaczyć i racjonalnie wytłumaczyć sobie motywów, które kierowały tym człowiekiem, gdy mnie gnębił. A to dlatego, że jestem osobą, która nie chowa urazy, i która, powiedzmy to głośno, pewnie jest lekko naiwna :D
Ale, gdyby ktoś zrobił krzywdę na przykład mojej córce (i mówię tu o krzywdzie nieodwracalnej), jak mogłabym powiedzieć, że kocham tego człowieka, jak brata? Przecież to niedorzeczne! Pewnie z czasem mogłabym i przebaczyć. Ale byłabym chyba wynaturzoną matką, gdybym okazywała takiej osobie miłość. Dlatego pisałam o różnych rodzajach krzywd i o różnym stopniu ich odbierania w zależności od tego, jakiej sfery naszego życia dokładnie dotyczą.
Dlatego również uważam, że należy rozgraniczyć między miłością a miłosierdziem. Miłość może być bezwarunkowa; możemy kochać rodzinę; możemy kochać męża/żonę; możemy kochać dzieci; możemy kochać przyjaciół; w końcu możemy kochać całą ludzkość jako ogólną koncepcję.... Ale nie zgodzę się, że możemy kochać człowieka, którego okrucieństwo i premedytacja pozbawiło nas, którejś z wymienionych powyżej miłości. Przynajmniej ja bym nie potrafiła. I mówię o tym otwarcie, gdyż nie mam zamiaru dryfować w oparach hipokryzji. Nie będę udowodniać ani sobie ani nikomu innemu, że jestem już tak szlachetna, że żadne zło tego świata nie pozostawia na mnie śladu. Ale oczywiście z całego serca podziwiam osoby, które potrafią się tak odizolować od rzeczywistości i od samych siebie, że są "ponad" pewne sytuacje :)

juniperus pisze:Litość to bardzo silne uczucie, w skład którego nie wchodzi tylko powierzchowne odczucie, ale coś znacznie głębszego. Ewangelia wg. spirytyzmu określa ją następująco:


Niezależnie od tego, co zostało napisane w EwS nadal śmiem twierdzić, że litość to słabe uczucie. Litość odbiera godność, a to co odbiera drugiemu człowiekowi godność nie może być klasyfikowane, jako wartościowe - oczywiście IMHO.

Nikita pisze:lepsze do slowa "litosc" jest slowo "wspolczucie"...tak jak to mial na mysli Budda.


Zgadzam się z Tobą w 100%. Współczucie = empatia. I tym powinniśmy kierować się w życiu - empatią :)
Pelo Amor ou Pela Dor... (By love or by pain)

„What is mind? No matter. What is matter. Never mind.” Thomas Hewitt Key

sbitara77@gmail.com
Awatar użytkownika
kakofonia myśli
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 386
Rejestracja: 15 lut 2013, 04:26
Lokalizacja: The space-time continuum...

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: Krzysztoff » 08 sty 2014, 11:14

Ewangelia Wg. Spirytyzmu ma to do siebie że jest miejscami bardzo precyzyjna i tutaj mamy bardzo precyzyjny opis

"...Czułość zakłada zaufanie. A nie można przecież ufać komuś, kto chce wyrządzić nam krzywdę. Nie da się być wobec niego wylewnym, jak wobec przyjaciela, gdyż wiemy, że mógłby to wykorzystać.

U ludzi, którzy sobie nawzajem nie ufają, nie mogą istnieć takie same oznaki sympatii jak te, które znajdujemy u osób o wspólnych ideałach. Nie można czerpać tej samej przyjemności, jaką odnajdujemy w przebywaniu z przyjacielem,
gdy jest przy nas wróg. ..."

Spotykając osobę wrogo nastawioną , odbieramy jej wrogie fluidy , mowę ciała - nie da się tego przeskoczyć , jak jest napisane dalej było by to wbrew naturze, moim zdaniem absolutnie nieosiągalne.

To co warto podkreślić to to co mówi Maja i ja się pod tym całkowicie podpisuję (chociaż może inaczej bym to ujął) że inaczej odnosimy się do osób które nas krzywdzą czy chcą krzywdzić a inaczej do najbliższych i to jest jak najbardziej słuszne .

Co bym jeszcze dodał, że nie należy się zgadzać na zło w imię "miłowania nieprzyjaciół" . Wybaczać tak ale tolerować - nigdy.
Ktoś Cię krzywdzi czy kogoś innego ? Nie pozwalaj na to !
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: juniperus » 08 sty 2014, 19:25

Krzysztoff pisze:Ktoś Cię krzywdzi czy kogoś innego ? Nie pozwalaj na to !
Właściwie racja, jednak czasami trzeba wybrać mniejsze zło, stać się ofiarą i poświęcić, by ktoś inny nią nie był i np. w ten sposób przejąć cios kierowany w innego na siebie.
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: Xsenia » 09 sty 2014, 22:27

juniperus pisze:Właściwie racja, jednak czasami trzeba wybrać mniejsze zło, stać się ofiarą i poświęcić, by ktoś inny nią nie był i np. w ten sposób przejąć cios kierowany w innego na siebie.

Wiem, co masz na myśli, bo do niedawna myślałam podobnie. Ale niestety takie myślenie jest bardzo błędne. Ja pozwalałam na to by teściowie torturowali mnie psychicznie przez 8 lat, tylko dlatego, że uważałam, że nie mogę odpyskować starszej ode mnie osobie, że sama sobie nie poradzę, przy okazji straszono mnie, że gdy spróbuję odejść, to zabiorą mi dzieci (zresztą próbowali tego) i myślałam, że w imię mojego cierpienia moje dzieci będą miały "pełny, normalny" dom. Ale tak nie było. Moja nerwica (tak, chyba już ja miałam) spowodowała, że nie miałam cierpliwości dla dzieci. W domu moje dzieci nasłuchały się niejednej awantury. A ponieważ teście mną pomiatali, to ich zdanie się liczyło, nigdy moje, więc mój starszy syn nauczył się, że mamy nie musi słuchać. Nie raz słyszałam "nie kocham cię mamo, wolę iść do babci". Gdy w końcu poszłam po rozum do głowy, wyzwalanie się od ich wpływu zajęło mi parę lat (z niektórymi nawykami walczę do teraz). Odzyskiwanie syna i wpływu na niego również zajęło mi kilka lat. Zresztą można powiedzieć, że walczę o niego do dziś, i pewnie jeszcze długo będę ( podejrzewają u niego Zespół Aspargera). Wybrałam nieodchodzenie od męża, wybrałam walkę o swoje życie, swoją godność, swój honor, o swoje dzieci i wbrew pozorom o męża (on też był jak ja ofiarą własnej matki i ojca, tyle że oni mieli na niego dużo dłuższy wpływ niż na mnie). Wygrywam, w dużym stopniu dlatego, że teściowa umarła, a teść się od nas odciął. Ale cenę tej mojej decyzji płaciły moje dzieci. I ciągle się zastanawiam, czy nie łatwiej byłoby odejść od męża. Odciąć się, wyleczyć, zrobić moim dzieciom normalny, spokojny choć "niepełny" dom. Wiele kobiet odchodzi.
Przez te wszystkie lata zrozumiałam jedno. Teściowa dałaby mi wcześniej spokój, gdybym się jej ostro postawiła na samym początku. Gdybym zawalczyła od razu o siebie i własne zdanie. A tak, pozwalałam by mnie prawie zniszczyła i zniszczyła moją rodzinę.
NIGDY NIE WOLNO SIĘ ZGADZAĆ NA BYCIE OFIARĄ I NA CIERPIENIE W IMIĘ DOBRA NAJBLIŻSZYCH, bo nic dobrego z tego dla nich nie będzie, i będą cierpieć tak samo jak ty.

A jeśli chodzi o miłowanie wrogów. Wybaczam im, i "zeruję konto", ale pamiętam i następnym razem uważam na nich. Trafiają oni do mojej "strefy ludzi obojętnych". Drugą moją strefą są "ludzie których bardzo lubię" i tych można powiedzieć, że kocham.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: Krzysztoff » 10 sty 2014, 00:02

Xsenia pisze:Przez te wszystkie lata zrozumiałam jedno. Teściowa dałaby mi wcześniej spokój, gdybym się jej ostro postawiła na samym początku. Gdybym zawalczyła od razu o siebie i własne zdanie. A tak, pozwalałam by mnie prawie zniszczyła i zniszczyła moją rodzinę.
NIGDY NIE WOLNO SIĘ ZGADZAĆ NA BYCIE OFIARĄ I NA CIERPIENIE W IMIĘ DOBRA NAJBLIŻSZYCH, bo nic dobrego z tego dla nich nie będzie, i będą cierpieć tak samo jak ty.


Xenia to co powiedziałaś jest bardzo ważne i prawdziwe, naprawdę żywię wielki szacunek do Ciebie że potrafisz być wobec siebie szczera i przede wszystkim że znalazłaś siłę żeby się tej sytuacji przeciwstawić i zacząć walczyć o siebie , swoje życie i najbliższych . Powiem Ci że bardzo mnie poruszyła Twoja historia ...

na takie przypadki można też spojrzeć z punktu widzenia dobra osoby krzywdzącej. Czym szybciej taka osoba odczuje konsekwencje swoich czynów tym szybciej jest w stanie zmienić swoje postępowanie , nie będzie zaciągać dalej długów karmicznych. Przyjęcie pozycji ofiary zachęca do dalszych złych czynów(niestety).
Dla znęcającego się męża będzie to odsiadka, dla alkocholika - wyrzucenie z domu. Wydawało by się bardzo brutalne postępowanie jest tak naprawdę jedyną szansą dla tych ludzi by oprzytomnieli i zmienili postępowanie.
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: Nikita » 10 sty 2014, 13:05

Xsenia przeszlas swoje...ale teraz jestes osoba silna i majaca swoje zdanie...czyli nameczylas sie ale ostecznie wyciagnelas wnioski i zwyciezylas....tego typu sytuacje sa bardzo ciezkie, emocjonalnie uwiklane....wiekszosc ludzi nie daje rady....
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Postautor: Brutal Kołolsky » 10 sty 2014, 14:31

W niektórych przypadkach można się "podłożyć" i być ofiarą i wyjdzie to na dobre każdemu. Ja jako atakowany mogę przyjąć postawę bierną, która ośmieszy agresora i nauczy innych, że wygrać można nie robiąc praktycznie nic. Wtedy mogę przyjąć cios. Może tak się dziać w większość przypadków.
Jednak historia Xseni jest dowodem na to że nie zawsze warto biernością wychowywać faszystów. Czasem ktoś musi dostać "kopa", żeby się nauczyć, że trzeba szanować uczucia drugiej osoby. Też nie raz nie zareagowałem na czas i żałuję w większości przypadków i to nie z powodu dumy czy ego tylko dlatego, że ucierpiało parę innych osób.

Współczuje wspomnień, szczególnie w przypadku dzieci, które nie mogąc jeszcze rozumieć prawdy wolały czasem iść do babci niż do mamy.

Co należy sądzić o tych, którzy nadużywają swego wyższego stanowiska społecznego, gnębiąc słabszych dla własnych korzyści?
" Nieszczęśni - zrodzą się ponownie w takich stosunkach, gdzie będą musieli znosić wszystko to, co uczynili drugim." - KD

Więc spokojna głowa, niech inni się tym zajmą ;)
Spokojnie powoli
Przechodzicie obok
Nic was nie boli
Obojętnie spokojnie
Przechodzicie w pobliżu
Ktoś umiera na krzyżu

Post Regiment
Awatar użytkownika
Brutal Kołolsky
 
Posty: 115
Rejestracja: 18 gru 2013, 21:33
Lokalizacja: Kendal

PoprzedniaNastępna

Wróć do Spirytyzm w Internecie

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości