Właśnie dlatego o tym mówię. W moim przypadku nie chodziło tu o "lekkie" cierpienia, ale na prawdę coś bardzo poważnego, coś co ciągnęło się przez 3 lata, nieustannie, każdego dnia... coś, co o mały włos nie pozbawiło mnie życia, co niszczyło co dzień, żrąc mnie głębiej i głębiej... coś, co pchało mnie wówczas do samobójstwa. Czy to wystarczający powód? Nikt nie powiedział, że jest łatwo, ale też nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli chcemy, tak z głębi serca, możemy wszystko. Pozostając w chęci przebaczenia otrzymujemy pomoc od świata duchowego i wsparcie, które nam to umożliwią.kakofonia myśli pisze:Ale chciałabym zobaczyć tych, którzy tak głośno mówią o miłosierdziu, przebaczeniu i miłości do wrogów w sytuacji, która jest po stokroć bardziej bolesna i przerażająca.
Miłość do wszystkich ludzi to część miłosierdzia, ponieważ miłosierdzie to bardzo złożone i szerokie pojęcie.kakofonia myśli pisze:Mówimy o miłości, czy miłosierdziu?
Litość to bardzo silne uczucie, w skład którego nie wchodzi tylko powierzchowne odczucie, ale coś znacznie głębszego. Ewangelia wg. spirytyzmu określa ją następująco:kakofonia myśli pisze:Słowo "litość" jakoś mnie nie przekonujeTo takie "słabe" uczucie
"Litość to cnota, która zbliża was najbardziej do aniołów. To siostra miłosierdzia, która prowadzi was do Boga. (...) Litość - szczera litość - jest miłością. Miłość to zaś oddanie. Oddanie to zapomnienie o sobie samym, a to zapomnienie, to poświęcenie się dla ludzi nieszczęśliwych to prawdziwa wartość - taka, którą wcielał przez całe swoje życie Mesjasz (...) Najodpowiedniejszym uczuciem pomagającym w waszym rozwoju, które poskramia wasz egoizm i dumę, dusze nakłaniając do skromności, życzliwości i miłości do bliźniego, jest litość - ta litość, która wzrusza do żywego, gdy widzicie cierpienia bliźnich, która sprawia, że wyciągacie pomocną dłoń i zalewacie się łzami sympatii.

