Kim byliśmy w poprzednich życiach

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: Jul » 24 lip 2009, 23:05

Ciekawy temat :)

Osobiście mam czasami różne przeczucia, i w szczególności przedziwne sny, niektóre być może o karmicznej zawartości.

Kiedyś spotkałem u siebie w rodzinnym mieście człowieka, który uważa się za współczesnego szamana i czasami także udzielał różnych wskazówek innym ludziom. Rozmawiając z nim o reinkarnacji i moich przeczuciach, stwierdził, że takie "widzi" moje ostatnie żywoty są następujące:

- kobieta, która zmarła przedwcześnie w wieku 29 lat (nie wiem dlaczego i gdzie żyła).
- zakonnik/mnich w Bangladeszu. Prawdopodobnie nie misjonarz, lecz buddysta - odnośnie tej religii/filozofii to nie wyznaję jej w obecnym wcieleniu, lecz czytałem o niej sporo i wydaje mi się być bliska intelektualnie i emocjonalnie. W tym wcieleniu jednak był jakiś problem - wystąpiłem z tej wspólnoty zakonnej, bądź musiałem ją opuścić na skutek jakiś wydarzeń
- bogata osoba, prawdopodnie z rodziny arystokratycznej we Francji lub Hiszpanii (znam nawet jego lata życia 1673-1729). Z tym wcieleniem nie mam jednak dobrych skojarzeń, prawdopodnie było zmarnowane na przyziemnych rozrywkach.

Do tych rewelacji karmicznych podchodzę z dystansem oczywiście, być może jest to gra wyobraźni i sugestii. Niemniej biorę powyższe warianty pod uwagę :)
Acha, odnośnie drugiej wojny też mam silne skojarzenia - nie wiem czy czasem to wcielenie kobiety nie było jakąś ofiarą tego konfliktu, ale tu nie mam zupełnie pewności.
Jul
 
Posty: 346
Rejestracja: 31 paź 2008, 23:41

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: Paweł » 21 lis 2009, 16:24

Mi wydaje się że w poprzednim wcieleniu musiałem być kimś wysoko postawionym. Mam też bardzo wysokie zamiłowanie do starych, antycznych rzeczy.
Paweł
 
Posty: 204
Rejestracja: 09 paź 2009, 15:08
Lokalizacja: Szczecin

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: natalia » 14 gru 2009, 17:28

Nie wiem kim byłam w poprzednim wcieleniu/wcieleniach, oczywiście zakładając, że reinkarnacja istnieje. Ale myślę, że coś w tym może być.

Pamiętam, że jako dziecko, takie od kilku do może 10 lat, bardzo często miałam odczucia, że już w takiej sytuacji, w tym miejscu, w podobnych okolicznościach byłam/ brałam udział. I bardzo się wtedy nad tym zastanawiałam, i nie potrafiłam sobie tego wytłumaczyć. O tym, że tego typu odczucia zwie się 'de ja vu' dowiedziałam się dopiero w wieku kilkunastu lat i skojarzyłam właśnie, że ja je przecież przeżywałam.

A co do snów, to czasami miałam/miewam dziwne i przykre. Śni mi się, że przed kimś uciekam, że próbuję ratować jakieś dzieci, że ktoś/ludzie mnie gonią, nieraz z bronią, chcą strzelać/ strzelają, a ja biegnę przed siebie jak najszybciej byleby mnie nie dogoniono, próbuję się chować. Wszystko dzieje się bardzo szybko, Co najmniej 2 razy w tych snach tymi, co mnie gonią, próbują zabić są NIEMCY, a dziećmi, które próbuję ratować SĄ DZIECI ŻYDOWSKIE -chyba (to 1 raz). Czyli tak jakby śnią mi się okoliczności związane z II wojną światową. I pamiętam, że ja te sny bardzo przeżywam. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale ja wiem, że ja śpiąc i śniąc o tym bardzo psychicznie cierpiałam, odczuwałam strach, silny stres. Nawet jak się budziłam, nie było mi fajnie. Przez kilka godzin co najmniej, jak nie cały dzień chodziłam przybita bo pamiętałam o śnie i złych emocjach, z nim związanych.

I wcale tych snów nie miałam np. po obejrzeniu filmu, przeczytaniu książki, zwiedzeniu muzeum, wysłuchaniu czyichś relacji związanych z tym tematem itd. Te sny miałam "ot tak".

Dziś studiuję historię, ogólnie mam zainteresowania humanistyczne, trochę przyrodnicze, lubię przeszłość szeroko pojętą itd. itp. Ale w historii nie specjalizuję się bynajmniej w II wojnie światowej i jakoś bardzo nie wałkuję tego okresu.Owszem interesuje mnie, ale nie zajmuję się tym tematem. Za to NIEMCÓW jako narodu nigdy nie lubiłam i chyba nie polubię, nie uważam ich za przyjaciół, a przeciwnie, za wrogów naszego państwa, nigdy mi się ich język nie podobał - i choć nigdy się go nie uczyłam, jestem pewna, że miałabym akurat z nim ogromne problemy. (Z angielskim, rosyjskim, łaciną wielkich problemów nigdy nie miałam). Próbowałam nauczyć się liczyć do 10, ale i tego już nie umiem, do 7 policzę i koniec moich możliwości, a i ta nauka przyszła mi nie lekko. Tę awersję do tej nacji mam od dziecka, choć nikt nigdy mnie nie uczył takiej postawy, ani w domu ani w szkole. I też nie wiem, skąd mi się tak wzięło, czy to jest wynik tego, że taką postawę przyjmowałam w miarę poznawania historii i wmówiłam sobie, że Niemców nie lubię, boję się, że są źli, bo od dawna walczyli z naszym narodem, że tyle zła uczynili podczas ostatniej wojny światowej itd. itp., czy może skądinąd mi się to wzięło ???
Awatar użytkownika
natalia
 
Posty: 29
Rejestracja: 14 gru 2009, 16:33

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: forrest » 14 gru 2009, 20:32

Andrzej Kaczorowski w swojej książce "Reinkarnacja w hipnozie" opisał przykłady osób mających powtarzające się sny, będące przyczyną problemów; m.in. przytoczył trochę przykładów z wojny. Ponieważ w przytoczonych przez niego przypadkach treści snów zawierały się w zacytowanych (spisanych z nagrań) przez niego rozmowach z osobami poddanymi hipnozie (które szukały pomocy z powodu tych snów i tego, co powodują one już po obudzeniu się...), to można wysnuć wniosek, że co najmniej w części przypadków sny takie są echem tego, co się doświadczyło w poprzednim życiu. I rozwiązaniem takiego problemu we wszystkich przypadkach było przypomnienie sobie w stanie hipnozy tych zdarzeń; i przypomnienie sobie chwil, w których odczuwało się głęboki spokój.
Co do przykładu przytoczonego przez Leszka, to zgadza się - takie rzeczy dzieją się z ludźmi, którzy podczas 2 wojny światowej wyrządzili dużo zła - Andrzej Kaczorowski opisał również przykłady z obozów (miał do czynienia zarówno z tymi, którzy w poprzednim życiu byli oprawcami, jak i z ofiarami).
Każdy przykład jest spisanym z nagrania dialogiem prowadzonym z osobą zahipnotyzowaną - wydaje mi się, że cytowania są ok.
"Spirytyzm będzie naukowy albo nie będzie go wcale." - Allan Kardec
Awatar użytkownika
forrest
 
Posty: 457
Rejestracja: 10 sty 2009, 23:25
Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: sigma » 15 gru 2009, 01:34

Lektura "Dzieci z dworca ZOO" skłania raczej do refleksji nad losem jednostki, nie narodu. I, w konsekwencji, do spostrzeżenia, raczej nieuniknionego, że człowiek doświadcza rzeczywistości zależnie od tego między jakimi ludźmi przyszło mu żyć. Czyli do jakiego narodu, z racji czasu i miejsca narodzin, przynależy. Z tego punktu widzenia nie ma narodów "lepszych" i "gorszych". Jest za to sporo miejsca na refleksję, dlaczego tu i teraz a nie wtedy i tam...

Może o to chodzi w życiu ? Tak naprawdę ?

ps.: "Dzieci z dworca ZOO" to nie jedyna książka przybliżająca rzeczywistość niemiecką. Takich książek jest wiele, niektóre z nich napisane przez niemieckich emigrantów w USA, tyglu narodów. Nikogo do niczego nie chcę przekonać, piszę po prostu o tym co wiem.
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: sigma » 15 gru 2009, 02:06

I jeszcze coś przybliżającego człowieka którego wyzwaniem stało się sprostanie okolicznościom miejsca i czasu pojawienia się w rzeczywistości. Wilm Hosenfeld, Niemiec. I film (chyba nie tylko ale ja obejrzałem tylko film) "Pianista".

Podaję przydatne linki:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wilm_Hosenfeld

http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82ady ... w_Szpilman

Helmut Hosenfeld to rówieśnik moich nieżyjących już Rodziców. Mam ochotę napisać coś wpisującego się w tę historię. Ale nie napiszę. A dlaczego ? Bo nie... Taki jestem. I uprzejmie proszę o zaakceptowanie mnie takim jakim jestem.

Pozdrowionka :)

Piotrek
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: sigma » 16 gru 2009, 01:10

forrest pisze:...to można wysnuć wniosek, że co najmniej w części przypadków sny takie są echem tego, co się doświadczyło w poprzednim życiu. I rozwiązaniem takiego problemu we wszystkich przypadkach było przypomnienie sobie w stanie hipnozy tych zdarzeń; i przypomnienie sobie chwil, w których odczuwało się głęboki spokój...


Przysłowie dalekowschodnie powiada że "chwila niecierpliwości może zniweczyć lata cierpliwości". Niektórzy uważają że istotny jest stan osoby w chwili śmierci, to jak doświadcza rzeczywistości rozstając się z nią. Trudne sny rzeczywiście mogą być pokłosiem burzliwego całego poprzedniego wcielenia ale może też chyba być tak że tylko jego końca.

Przekonamy się...

:o
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: sigma » 16 gru 2009, 12:10

A o swoich snach z dzieciństwa ciekawie (z tym że bardzo zwięźle) pisze Ole Nydahl w książce pt. "Buddowie dachu świata" (wyd. Czerwony Słoń). Książka, nawiasem mówiąc, warta przeczytania choćby dlatego że jest autobiograficznym zapisem wzrostu duchowego obfitującego na początku w liczne zakręty :).

Wklejam link do książki:

http://www.empik.com/buddowie-dachu-swi ... zka,2567,p

ps.: Pierwotny tytuł tej książki brzmiał: "Moja droga do lamów".
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: sigma » 18 gru 2009, 15:33

O, i jeszcze coś mi przyszło do głowy. Mianowicie w buddyźmie tybetańskim istnieje praktyka rozpoznawania w małych dzieciach inkarnacji zmarłych mistrzów duchowości. Przynajmniej jedna książka na ten temat na pewno została wydana w języku polskim. Możliwe że to ta książka:

http://www.khandro.pl/dets/det_kintron.html#

Podkreślam że nie czytałem tej książki nigdy więc pewności mi brak. Książka widnieje na stronie wydawnictwa "Khandro" ale wydało ją ówczesne wydawnictwo "Mudra". Wklejam link:

http://www.mudra.pl/
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Kim byliśmy w poprzednich życiach

Postautor: sigma » 05 sty 2010, 16:52

Napiszę dzisiaj coś bardziej nawiązującego do moich doświadczeń życiowych, mniej do Biblii czy buddyzmu. Szczerze mówiąc, trochę mi trudniej pisać :). Skąd mam wiedzieć czy to moja podświadomość, treści które w nią zapadły od mojego obecnego poczęcia czy też może rzeczywiście pamięć wcieleń poprzednich ?

Ale jest możliwe że to wspomnienia z poprzedniego wcielenia.

Z dzieciństwa pamiętam koszmarne sny. Powtarzające się co jakiś czas, tego nie pamiętam dokładnie. Chyba co kilka miesięcy. I te sny powtarzały się do końca podstawówki.

Dwa były podobne do siebie. Znajdowałem się w nich w pomieszczeniu bez wyjścia.

W jednym z nich wiedziałem że coś spada z góry. A ja nie mam dokąd uciec.

W drugim z nich uciekałem przed ognistą kulą, odbijającą się od ścian pomieszczenia. Też nie miałem dokąd uciec.

I był jeszcze jeden sen.

W trzecim ze snów postać widoczna z daleka nagle się przybliżała. Czegoś chciała ode mnie. Pamiętam że mając trzydzieści kilka lat oglądałem "Strażnika Teksasu" :). Pamiętam ptaka który siedział na płocie. Chyba jakiś drapieżnik. Zamachał skrzydłami i zaczął lecieć, zbliżając się. Kiedy był blisko, nagle, przez moment, okazało się że ma twarz starego Indianina. W tej scenie Chuck Norris nie wiedział co ma zrobić a Indianie północnoamerykańscy odwoływali się chyba w takich okolicznościach do duchów przodków (Norris jest półkrwi Indianinem). Pamiętam że o ile oglądanie "Strażnika Teksasu" było zdecydowanie rozrywką to oglądając tę scenę pierwszy raz mało co nie spadłem z krzesła z wrażenia. Celowo później obejrzałem ją jeszcze parokrotnie, bo tego w ogóle nie rozumiałem. Za każdym razem czułem przeszywający niepokój.

Urodziłem się w roku 1963. Jakie wtedy, w tamtym mniej więcej czasie były wojny na świecie ? Chyba głównie w Azji...

W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zamieszkałem na całe pięć lat w jednym z akademików Politechniki Krakowskiej na nowohuckich Czyżynach. Tak się złożyło że moimi sąsiadami przez cały czas mieszkania w akademiku, pomimo tego że zmieniałem pokoje i piętra, byli Arabowie. Muzyka, której chętnie słuchali, moich kolegów przyprawiała o ciężką frustrację. A we mnie wyzwalała niepohamowaną wręcz tęsknotę...

Ponieważ tego w ogóle nie rozumiałem, zainteresowałem się jakie wrażenia wzbudzi u mnie muzyka z serca Afryki (mieliśmy kolegów z Kenii, Nigerii i Zimbabwe). Kompletnie żadnych, chociaż celowo sprawdziłem.

Chodzę czasem do baru prowadzonego przez Wietnamczyków. Kilka razy włączyli magnetofon z nagraniami swojej muzyki. Obudziła się we mnie ta sama tęsknota co wtedy, wiele lat wcześniej podczas słuchania przez ścianę muzyki arabskiej... Wszak melodia całkiem podobna, chociaż Liban od Wietnamu dzieli wielka odległość.

Nie wiem czy byłem Azjatą. I czy to ma jakieś znaczenie. Tak na "tu i teraz".

Wzrastałem w środowisku kompletnie zlaicyzowanym od przynajmniej dwóch pokoleń. To nie miało związku z poglądami politycznymi (chociaż gdyby miało to laicyzacja pozostałaby laicyzacją), raczej ze zdecydowanym antyklerykalizmem. Ale moja śp. Mama bardzo dbała o maleńki posążek Buddy. Stał zawsze na swoim miejscu. Kiedy byłem mały i "poznawałem świat", zainteresowałem się kto to właściwie jest. Malutki, siedzi i patrzy się przed siebie ? Mama wyjaśniła że to Budda i że on stworzył wielką religię. Zainteresowałem się jaką ale Mama nie wiedziała dokładnie...

:)

Ale Mama była głęboko przekonana o rzeczywistości kołowrotu wcieleń. Wiele razy do tego wracała przed śmiercią. Mówiła że będzie musiała się ponownie narodzić. Ja zawsze słuchałem, nic właściwie nie mówiłem.
Kiedy Mama była bardzo chora, raczej wiadomo było że wkrótce umrze, zorganizowałem wizytę księdza. Spowiedź, Komunia, później herbatka, ciasteczka... Rozmowa o niczym właściwie. I nagle Mama zadała pytanie: "Co ksiądz myśli o reinkarnacji ?". Ksiądz oznajmił że "Jezus Chrystus nic nie mówił na ten temat"... I oddalił się błyskawicznie. Pewnie miał jeszcze kilka mieszkań do nawiedzenia...

Zawsze fascynowała mnie Azja, od Mniejszej przez Bliski aż do Dalekiego Wschodu

Mam zwyczaj nie absorbować innych sobą. Napisałem to co napisałem bo inni Forumowicze też pisali o sobie wcześniej w tym wątku.

Czy to ma sens, a jeżeli tak to jaki ? Nie wiem.

I nie wiem też co stało się po śmierci Mamy z posązkiem Buddy. Ale mam własny, Buddę z tobołkiem na plecach, śmiejącego się...

:)
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

PoprzedniaNastępna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość