przeżycia rodzinne i inne

Miejsce, w którym przeczytać można różne intrygujące opowieści związane ze Spirytyzmem.

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: atalia » 23 maja 2014, 11:32

Powiem tak - na temat rzekomego egoizmu po stracie osoby bliskiej niech wypowiedzą sie osoby, którym ( niestety ) zmarło dziecko.
Inaczej bedzie to tylko teoretyzowanie, w zaden sposób nie poparte faktami.
Niektórzy myślą, ze można powiedzieć sobie "nie cierp juz i nie tęsknij" i to w zupełnosci wystarczy.
Psycholodzy mówią, ze po śmierci dziecka nie ma mozliwości osiągnięcia równowagi psychicznej sprzed straty, co jest możliwe w przypadku śmierci innych bliskich, nawet rodziców czy współmałżonka.
Pewnie stwierdzenie to oparli na jakichś danych wynikających z badań a nie wyssali z palca.
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 12:30

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: oran » 23 maja 2014, 14:11

Krzysztoff pisze:
Zbyszek pisze:Duchy o osobach które, na sile pragną porozumieć się ze zmarłym, mówią jako typowych egoistach, myślących tylko o sobie, gdyż nie zdają sobie sprawy, ze duch osoby zmarłej, znając cierpienie, kogoś pozostawionego na ziemi, jeszcze bardziej cierpi...


Myślę że obwinianie osób które cierpią po stracie, za to że cierpią , że tęsknią i nazywanie tego egoizmem jest delikatnie mówiąc grubym nietaktem.

Szukanie pocieszenia i ukojenia to jest chyba normalna reakcja ludzką , chyba nie trudno to zrozumieć i z odrobiną empatii zaakceptować.


Powiem to tak,Krzysztoff ujął to Zbyszek napisał w sposób delikatny i subtelny,Atalia z jakiś przyczyn też, a ja napiszę bardzo wyrażnie i w moim przekonaniu dokładnie tak jak zapewne wiekszość społęczeństwa by taką wypowiedz odebrała- bredzisz Pan Panie Zbyszek- albo te duch z którymi "rozmawiasz".
oran
 
Posty: 210
Rejestracja: 22 sty 2011, 12:58

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: juniperus » 23 maja 2014, 14:18

Atalio i Krzysiu, Zbyszkowi i mnie nie chodzi o to, że ludzie cierpiący po stracie np dziecka są egoistami. To bardzo naturalne i oczywiste, że rodzice cierpią tak, że nie da się tego nawet opowiedzieć, ani wyobrazić. Dziwne byłoby, gdyby spłynęło to po nich jak po kaczce. Jeśli się kocha, wiadomo, że rozłąka będzie bolała. Wynika to z tęsknoty.
Egoizm, o którym mówi wiele duchów, ale i żyjących to stawianie swojego bólu, ponad dobro ducha naszego bliskiego. Jest to w sytuacji, gdy ktoś tak bardzo koncentruje się na swoim cierpieniu, że całkowicie pomija kwestię szczęścia ducha.
Pozostawanie ducha przy Ziemi nie niesie mu szczęścia, dlatego napisałam, że powinniśmy nalegać, by bliski nie pozostawał przy nas, ale szedł tam, gdzie jego miejsce i szczęście. Przecież nie rozstajemy się na zawsze, tylko na króciutką chwilkę, bo czym jest nawet kilkadziesiąt lat wobec wieczności?
Pomiędzy rozpaczą i bólem, a przytrzymywaniem ducha na siłę przy sobie jest na prawdę bardzo cieniutka granica. Często wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że nasza rozpacz uniemożliwia odejście bliskiego. Ból i rozpacz to jedne z najsilniejszych uczuć człowieka. Dlatego właśnie popadając w nich widzimy rzeczywistość bardzo subiektywnie i jest to zrozumiałe. I wtedy właśnie można przekroczyć tę granicę.
Można przecież płacząc po stracie mówić jednocześnie: "Kocham Cię bardzo Słoneczko, brakuje mi Ciebie i zawsze będę myślami z Tobą, ale nie zostawaj tu na Ziemi. Idź tam, gdzie Twoje szczęście - do Boga. Do zobaczenia po tamtej stronie". Pozwalamy sobie na cierpienie, płacz, ból, przeżycie żałoby, przez którą dla zdrowia psychicznego trzeba przejść, jednocześnie otwierając drogę swemu dziecku i umożliwiając mu odejście.
Niestety w Polsce spirytyzm jest bardzo mało rozpowszechniony i nasi rodacy nie wiedzą, jak zachować się po śmierci bliskiego. W wielu krajach na świecie, szczególnie na kontynencie azjatyckim i afrykańskim, śmierć bliskiego to powód do radości. Rodzina czule żegna go i świętuje uwolnienie go z ciała i powrót do domu. Niektórzy natychmiast po śmierci, palą wszystkie rzeczy bliskiego, by nic go tu nie trzymało. Zaciekawił mnie fakt, jak bardzo spirytystyczne jest ich rozumowanie.
Jeśli chodzi o dowiadywanie się o położeniu naszego bliskiego, tak jak mówi Zbyszek, można poprosić Opiekuna o informację, a Boga o taką możliwość. To cudowne, że matka chce wiedzieć, czy jej dziecko jest szczęśliwe i czy niczego nie potrzebuje. Wynika to z jej troski i miłości. Jeśli sam duch bliskiego będzie miał możliwość przyjść do niej lub do medium, będzie wiedział kiedy i w jaki sposób to zrobić. Ludzie, którzy przychodzili do Chico, szli właśnie z nadzieją, że ich bliski zechce również przyjść i coś przekazać. Duchy były więc wcześniej na to przygotowane i te, które mogły przychodziły. To dlatego Chico odbierał informacje, które następnie dalej mógł przekazać rodzinom. Nie ma w tym nic złego, ponieważ to inicjatywa samych duchów w odpowiedzi na prośby rodzin. Trzeba jednak wiedzieć, że nie wszyscy otrzymywali odpowiedź. W wielkiej Brytanii spotkanie z mediami odbywa się w taki sposób, że ludzie siedzą sobie w jakiejś sali z medium, które wskazuje na człowieka i mówi, że przyszedł duch taki i taki i przekazuje mu to i to. I również nie wszyscy otrzymują informację, ponieważ zdarza się, że z jakiegoś powodu duch nie może przyjść, lub człowiek nie może otrzymać informacji.

Inną rzeczą jest, jeśli ktoś przychodzi do medium i mówi: skontaktuj mnie z moim bliskim i następuje przywoływanie na siłę. Konsekwencje takiego kroku mogą być bardzo poważne. I historia opowiedziana przez Zbyszka jest jedną z wielu możliwości. Niestety jest to kwestia bardzo delikatna, ponieważ duchy mogą zachować się na prawdę różnie, dlatego trzeba zachować dużą ostrożność. Na samym początku dwukrotnie popełniłam taki błąd i wywoływałam. Dziękuję dziś Bogu, że dostałam wtedy reprymendę w tej kwestii i że nie przyszły duchy, które wywoływałam, ale te które aktualnie były obok mnie, ponieważ mogłabym zrobić im krzywdę. Na prawdę warto poczekać, aż przyjdą same.
Najbardziej niebezpiecznym okresem jest czas tuż po śmierci bliskiego, gdy jest on jeszcze w pewnym zawieszeniu pomiędzy światem ziemskim i duchowym. To wtedy trzeba zachować ostrożność i spokój. To bardzo nieodpowiedni czas na szukanie z nim kontaktu, gdyż musi on wówczas dokonać decyzji o dalszej drodze.
Jest tu na forum osoba, która niedawno straciła ukochane dziecko. Mam nadzieję, że któregoś dnia zechce się podzielić swoimi spostrzeżeniami. Absolutnie ją podziwiam i uwielbiam za to co zrobiła. Bardzo cierpiała, a jednocześnie znalazła w sobie siłę, by prosić dziecko, by szło właśnie w stronę "światła", a nie zostawało tutaj.
Ostatnio przeczytałam bardzo mądre zdanie, które mówiło, że prawdziwa miłość to taka, która daje, nie oczekując nic w zamian.
Czy Atalio i Krzysiu rozumiecie już tę subtelną różnicę. Jeśli nie, spróbuję to opisać jeszcze inaczej. Tylko dajcie znać.

Xsenia pisze:Spirytyzm wierzy w reinkarnację, więc jak można przywołać ducha osoby zmarłej jeśli tamta się reinkarnowała?
Czasami pomiędzy inkarnacją jedną, a drugą upływa mnóstwo czasu, w niektórych przypadkach nawet całe stulecia. Duch ma więc mnóstwo okazji, by przyjść.
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: atalia » 23 maja 2014, 14:40

Jeśli ktoś myśli, że jestem umartwiająca sie męczennicą, rozmyślającą dzień i noc o niesprawiedliwości, jaka mnie dotknęła, jest w błędzie. Żyję pełnią życia , niektórzy powiedzieliby, że może za bardzo, oddaję się pasjom ( literatura, podróże, ogród i klika innych) i na co dzień moje myśli są bardzo, ale to bardzo odległe od spraw "zaswiatowych". Zdaję sobie sprawę z tego , że życia to juz mi za dużo nie zostało i w związku z tym postanowiłam wycisnąć z życia, ile się da, oczywiście nikomu przy tym nie wyrządzając krzywdy, wręcz przeciwnie - pomagając w potrzebie.
Twierdzenie, że zatrzymuję tu mojego syna swoimi płaczami i lamentami jest tak odległe od prawdy, jak tylko to możliwe. Nie oznacza to, że przestałam go kochać i nie tęsknię za nim, czasami popadam też w nieco melancholijny nastrój, na pewno nie jest to jednak rozdzieranie szat. Dużo czasu już nas nie dzieli, więc?
Pewnie zauwazyliście, ze mało tu się ostatnio udzielam. Nie znaczy to, że przestałam być spirytystką. - co to to nie, uwielbiam tę naukę i na zawsze juz chyba pozostanie ze mną, jednak obecnie poświęcam czas na znacznie bardziej przyziemne czynności, ostatnio np. planuję kolejną podróż.
Nie zmienia to wszystko faktu, ze śmierć dziecka jest najgorszą rzeczą, jaka moze człowieka spotkać.
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 12:30

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: juniperus » 23 maja 2014, 15:26

atalia pisze:Jeśli ktoś myśli, że jestem umartwiająca sie męczennicą, rozmyślającą dzień i noc o niesprawiedliwości, jaka mnie dotknęła,
hmm jakoś Cię w ten sposób nie odbieram, wręcz przeciwnie :) Cieszę się, że masz pasje, w których się odnajdujesz. Wiesz, można nawet by Cię stawiać za wzór kobitkom, które postanowiły siedzieć i czekać na śmierć, a mam takie w swoim otoczeniu.
W wypowiedziach często poruszam różne kwestie dla tych, którzy w przyszłości pojawią się na forum np w wielkiej rozpaczy po stracie dziecka. Nie myślę więc, że jesteś umartwiającą się męczennicą. Z resztą już kiedyś na ten temat rozmawiałyśmy.

atalia pisze:Nie zmienia to wszystko faktu, ze śmierć dziecka jest najgorszą rzeczą, jaka moze człowieka spotkać.
Zdecydowanie z Tobą się zgadzam, gdyż rzecz, którą jest mi najtrudniej sobie wyobrazić jest właśnie śmierć mojego syna. Nie wiem, co czujesz, gdyż sama tylko liznęłam tego uczucia, gdy dwukrotnie moje dziecko było mówiąc w przenośni jedną nogą na tamtym świecie. To, co się dzieje w głowie matki w takich momentach, przekracza najśmielsze wyobrażenia, a gdzie jeszcze do sytuacji, gdy śmierć faktycznie następuje.

Pozostając w temacie, powiem Wam o pewnej rzeczy. Do niedawna miałam zamiar poprosić mojego męża, by po śmierci przyszedł mnie odwiedzić, by nie było mi tak smutno. Ostatnio zrozumiałam, że to egoistyczne podejście, ponieważ jego obietnica zobowiązywałaby go do tego, co mogłoby sprawić mu trudności lub zaburzyć drogę do Światła. Dlatego porzuciłam ten pomysł i nie poproszę go o to. Chcę, by był szczęśliwy i nie wolno mi utrudniać jego drogi własnymi zachciankami. Jeśli przyjdzie jego czas, chcę, by nie oglądał się na mnie i mój ból, ale szedł przed siebie. Dlatego powiem mu, by nie bał się iść do Boga i że ma nie zważać na moje uczucia.
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 23 maja 2014, 22:54

Chyba ktoś tu kogoś bierze zbyt dosłownie. Spokojnie ludziska. :) Nikt tu niczego nikomu nie zarzuca. Atalio dobrze wiemy, że nie jesteś męczennicą, więc dlaczego słowa Zbyszka wzięłaś tak bardzo do siebie? Przecież on w ogóle nie mówił o tobie. Nie musisz się z niczego tłumaczyć i nikogo przekonywać :)
Dlaczego Krzysztof tak odebrał te słowa, to już chyba tylko Krzysztof wie :). Juni doskonale wytłumaczyłaś to co Zbyszek chciał przekazać. Ja też go tak zrozumiałam. Ciekawe dlaczego inni tak nie odebrali jego słów. To tylko pokazuje, jak bardzo to co piszą inni odbieramy przez pryzmat własnych doświadczeń.
Oran według mnie Zbyszek nie przekroczył granicy dobrego zachowania, ale ty już tak. Następnym razem zanim coś napiszesz postaraj się uspokoić i starać się zrozumieć co druga osoba chciała przekazać słowami, które napisała, zamiast natychmiast na nią naskakiwać. Dobrze? :)
Juni ja wiem, że czas po drugiej stronie płynie w innym tempie niż w naszym. Jednocześnie nie wydaje mi się by były to wieki, tak jak piszesz. Bóg chyba nie pochwalałby takiego marnotrawstwa czasu? Oczywiście mogę się mylić. :)
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Krzysztoff » 24 maja 2014, 11:26

Xeniu, przeczytałem to co napisał Zbyszek , to co napisała Iza , no i po prostu się z tym nie zgadzam, z kilku względów.
Po pierwsze Iza piszesz o tym że w Afryce ludzie pozytywnie postrzegają śmierć. Dyskutujmy jednak trochę bliżej rzeczywistości - pokaż mi Iza taką matkę w Afryce która będzie się cieszyć ze śmierci swojego dziecka.

Kolejna sprawa - EGOIZM. Czy poczucie straty które czuje kochająca matka po utracie ukochanego dziecka, wynika z egoizmu ? Czy z miłości ? (pytanie retoryczne)
Matki "Chico Xaviera" odczuwają do końca życia żałobę i smutek nawet po otrzymaniu komunikatów przez Chico... , egoistki ? czy po prostu nie potrafią i nie mogą inaczej. Czy sytuacja ducha odcieleśnionego zasługuje na naszą empatię a sytuacja tych co pozostali i są w żałobie nie zasługuje ?

Spirytyzm to doktryna niosąca pocieszenie cierpiącym a nie połajanki i nazywanie ich egoistami. Myślę że to co robił Chico wskazuje że Duchy widzą sytuację najbardziej cierpiących na tym padole - czyli właśnie matek po stracie i myślę że te listy to także skierowanie naszej uwagi, naszego współczucia na to by pomagać ile się da takim osobom.
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: danvue » 24 maja 2014, 11:56

Ojojoj, znowu kłótnie! ;)

Wyobraźmy sobię parę kochających się ludzi. Nagle facet zaczyna chorować i POWINIEN wyjechać, załóżmy że nad morze, dla lepszego klimatu, gdzie będzie mógł zdrowieć itp.
Kobieta wtedy zaczyna płakać i lamentować, prosić, aby facet jej nie zostawiał samej. Czyż nie jest to wtedy miłość nacechowana egoizmem, po części?
-Czym szybciej mąż wyjedzie, tym lepiej dla niego.
-Kobieta wie, że jej mąż żyje dalej - ale tam, nad morzem.
-Kiedy Mąż nie może się skontaktować akurat z nią, Kobieta może spytać lekarzy tam nad morzem, w jakim stanie jest jej mąż.
-Mąż, kiedy już będzie dostatecznie zdrowy, może sam wrócić do żony, lub też żona, kiedy nadejdzie stosowna chwila, może odwiedzić męża.

W takiej to alegorii ja to dostrzegam.
Jeśli kochamy, chcemy dla drugiego człowieka wszystkiego co najlepsze, ważna dla nas jest jego radość i jego spokój.
Co nie znaczy, że nie zgadzam się z wami, że jest to najgorsze co może być. Smutek jest napewno ogromny i nawet się nie łudzę, że jestem go sobie w stanie teraz wyobrazić nawet.


Xsenia pisze:Juni ja wiem, że czas po drugiej stronie płynie w innym tempie niż w naszym. Jednocześnie nie wydaje mi się by były to wieki, tak jak piszesz. Bóg chyba nie pochwalałby takiego marnotrawstwa czasu? Oczywiście mogę się mylić. :)


Osobiście myślę, że dla Boga te setki czy nawet tysiące lat nie są czymś wielkim, i że daje każdemu tyle czasu, ile potrzebuję do tego, by chcieć iść dalej. Oczywiście mogę się mylić! ;)

A z tego co rozumiem, mojemu Opiekunowi nie chodziło o to, żebyśmy nie szukali kontaktu z drugą stroną. Skoro istnieją zdolności medialne, aby dać ulgę w cierpieniach tym w żałobie, to znaczy że jest to dopuszczalne i możliwe. Czym innym jest otrzymanie za pozwoleniem Boga i w odpowiednim momencie listu od swojego bliskiego zmarłego, a czym innym przywoływanie go na siłę czy trzymanie przy sobie.
"Nie szukaj kontaktu" odnosiło się do tego, żebym teraz nie siedział z ręką przygotowaną do pisania, pytając Boga i Opiekuna czy już jestem gotowy. Jeśli nadejdzie czas, jeśli wogóle w tym życiu nadejdzie - napewno będę o tym wiedział i będę pewny w stu procentach.
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 459
Rejestracja: 12 paź 2013, 17:31

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: juniperus » 24 maja 2014, 17:42

Krzysiu nadal nie dostrzegasz różnicy. Jest ona na prawdę bardzo subtelna, delikatna. Nigdzie nie napisałam, że smutek po stracie jest egoizmem. Błagam Cię Krzysiu, nie uogólniaj, ale czytaj bardzo wnikliwie moje posty. Zaznaczyłam wielokrotnie, że to oczywiste, normalne, że ludzie po stracie cierpią, bo wynika to z tęsknoty. To, na co cały czas próbuję zwrócić uwagę to moment, gdy osoba pozostająca na Ziemi zapomina o koniecznym spokoju bliskiego i usilnie ściąga go z powrotem. Danvue świetnie ujął tę kwestię. Krzysiu, no nie wierzę, że nie rozumiesz tego problemu. Nie twierdzę, że to celowe szkodzenie, gdyż wynika ono z bólu i często ludzie po prostu nie zdają sobie z tego sprawy. Nie ukrywajmy jednak, że duchom w ten sposób szkodzi się. Wszystko jest dobrze, gdy duch przejdzie już do tzw. światła, tam się "usadowi" i wtedy może odwiedzać bliskich, dawać o sobie znać, jak to było w przypadku, gdy Chico przekazywał wiadomości. Inna sprawa jednak, gdy jeszcze nie oderwał się od Ziemi. Kontaktowanie się z nim w tym momencie na prawdę może doprowadzić do tego, że przy tej Ziemi zostanie. Stanie się uwięziony. W którejś z książek przeczytałam, że jest on wówczas jakby opleciony przez nas łańcuchami, które go przykuwają do nas samych i uniemożliwiają odejście. Oczywiście owe łańcuchy to przenośnia. Takie przypadki się zdarzają i duch chciałby odejść, ale nie może, gdyż rodzina trzyma go. We własnej rodzinie miałam taki przypadek i egzorcysta, który im pomagał był tego samego zdania co ja. Cały czas chcę zwrócić uwagę na to niebezpieczeństwo i w żadnym wypadku nie twierdzę, że ból po stracie jest zły, czy nienaturalny.

Reasumując: poczucie straty nie jest egoizmem. Egoizmem jest siłowe przytrzymywanie. Między tymi dwiema rzeczami jest ogromna przepaść i różnica.

Masz rację, że spirytyzm powinien dawać nadzieję i pocieszać. Spirytyzm jednak odnosi się nie tylko do ludzi, ale i duchów. Musimy w każdej sytuacji znajdywać złoty środek. Nie byłoby dobre, gdybyśmy ogłaszali cierpiącym po stracie, że z jego bliskim jest na pewno wszystko w porządku i jednocześnie twierdzili, że można go wołać, przywoływać i rozmawiać kiedy chcemy, bo należy nam się wiedza o jego położeniu. Zapomnielibyśmy wówczas, że istnieje ryzyko utrudnienia duchowi odejścia. Dlatego w takich sytuacjach pomagając musimy pamiętać o pomocy zarówno żyjącym jak i duchowi. To właśnie dlatego napisałam, że żałobę trzeba przejść, że można płakać, czuć żal i tęsknotę - to jest troska o pozostającego na Ziemi. Uspokajanie go jednak, tłumaczenie, że musi dać duchowi odejść i nie ograniczać - to troska o ducha. Da się to pogodzić. I zawsze będę zdania, że pomagać należy obu stronom jednocześnie, a nie tylko żyjącym.
Wiem, że dla wielu może być to niepojęte i żyjący będzie ważniejszy niż duch, ponieważ nigdy nie miał możliwości z duchem cierpiącym porozmawiać. Wiele z nich na prawdę cierpi i pewnie łatwiej byłoby to zrozumieć, gdyby każdy mógł usłyszeć płacz ducha. Czy teraz Krzysiu rozumiesz to, co chcę przekazać, czy mam dalej próbować to tłumaczyć?
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: ilona » 24 maja 2014, 23:23

Jak czytam ze mozna cierpiec i pozwolic odejsc duchowi kochanej osoby to pytam sie jak to zrobic bo w tym calym bolu i szoku trudno pogodzic sie ze strata bliskiej osoby trudno nawet uwierzyc w to co sie stalo tym bardziej ze smierc przyszla nagle nie bylo czasu zeby sie przygotowac.Czy w takich chwilach rozpaczy zatrzymujemy ducha przy sobie? wyobrazamy sobie ze jest z nami ze za chwile zobaczymy ta osobe przy nas,czujemy w niektorych przypadkach zal do zmarlego ze nas zostawil ja nawet nie potrafilam myslec inaczej, czy to znaczy ze mam sie czuc winna ze jestem egoistka, ja naprawde z jednej stroony to sie wystraszylam a z drugiej to czuje zlosc bo w tamtym czasiew nie potrafilam inaczej i wiem ze nie tylko ja przez takie emocje przechodzilam
ilona
 
Posty: 9
Rejestracja: 18 kwie 2014, 18:49

PoprzedniaNastępna

Wróć do Opowieści spirytystyczne

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości