Xeniu, nie ma żadnego obowiazku zgadzania się ze mną. Masz swoje zdanie, jednak nie oznacza to automatycznie, ze tak jest naprawdę.
Argument o ziemskich dzieciach ma się jakby nijak do dziecięctwa bozego.


cthulhu87 pisze:Nie sądzę, że łączy się to z egoizmem. Myślę, że chęć bycia częścią Boga, albo nawet zlania się z Bogiem w jedną całość wynika przede wszystkim z głębokiej ludzkiej potrzeby bliskości i uwolnienia od cierpienia. Freud porównywał doświadczenie mistycznego zjednoczenia z Bogiem z poczuciem błogiej jedności, jakie dziecko miało z matką jeszcze w okresie płodowym. Dziecko, które rodzi się, dorasta i którego umysł stopniowo napełnia się bogactwem wrażeń otrzymanych ze świata zewnętrznego, zaczyna odróżniać swoje ja od nie-ja. Pierwsze odróżnienie między dzieckiem a matką pojawia się na przykład w chwili, gdy dziecko chce otrzymać pokarm a matka nie zawsze jest dostępna. A więc podział na ja i nie-ja wiąże się zawsze z jakimś cierpieniem... Jeśli nie ma czegoś, co doznaje bólu, nie ma mowy o bólu.
Mirek pisze:Krzysztofie jak mozna porownywac rzecz martwą do żywej? Zawsze wyjdzie Ci niedorzeczność.
Mirek pisze: tylko ludzie zapomnieli kim są

Xsenia pisze:cthulhu87 pisze:Nie sądzę, że łączy się to z egoizmem. Myślę, że chęć bycia częścią Boga, albo nawet zlania się z Bogiem w jedną całość wynika przede wszystkim z głębokiej ludzkiej potrzeby bliskości i uwolnienia od cierpienia. Freud porównywał doświadczenie mistycznego zjednoczenia z Bogiem z poczuciem błogiej jedności, jakie dziecko miało z matką jeszcze w okresie płodowym. Dziecko, które rodzi się, dorasta i którego umysł stopniowo napełnia się bogactwem wrażeń otrzymanych ze świata zewnętrznego, zaczyna odróżniać swoje ja od nie-ja. Pierwsze odróżnienie między dzieckiem a matką pojawia się na przykład w chwili, gdy dziecko chce otrzymać pokarm a matka nie zawsze jest dostępna. A więc podział na ja i nie-ja wiąże się zawsze z jakimś cierpieniem... Jeśli nie ma czegoś, co doznaje bólu, nie ma mowy o bólu.
Piszesz to tak, jakby samotność była ciągłym cierpieniem. A to nieprawda. Można być samotnym i szczęśliwym. Owszem większość ludzi dąży do stadaale nie oznacza to że wszyscy. A chęć być częścią Boga, albo gorzej - bycia samym Bogiem, to przerost własnego EGO. I współczuję ludziom, którzy czują się Bogami. Bo im wyżej się wzleci tym dłużej i boleśniej się spada.
Atalia oczywiście, że każdy ma prawo do własnego zdaniaI oczywiste jest, że mogę się mylić
ale skoro ja mam być jak Bóg, to czy Bóg też się myli?


cthulhu87 pisze:Generalnie proponuję zdefiniować pojęcia, co dokładnie ma tu być jednością i z czym. I jak rozumieć tę jedność i o jakim Bogu mowa. Jeśli wam się chce i jeśli chodzi tu o dojście do prawdy, a nie takie tam... gadu gadu.
konrad pisze:Ja szczerze powiedziawszy stwierdzenie, że jesteśmy jednością z Bogiem, traktuję podobnie jak inne (np. wszystko jest energią), które ładnie brzmią, ale jak się w nie zagłębiamy, to niekoniecznie są logiczne i spójne.
Xsenia pisze:tylko nie rozumiem dlaczego teoria, że wszystko jest energią jest dla ciebie nielogiczna i niespójna.

konrad pisze:Jeżeli nawet przyjmiemy, że materia jest energią, czy też może się nią stać, to np. duchy nie są energią, bo nie są materią.
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości