Witajcie!
Na tym forum jestem nowa. Szukałam miejsca, w którym spotkam ludzi mądrzych, doświadczonych i mających dużą wiedzę w zakresie spirytyzmu. Nareszcie trafiłam do Was...

Chciałabym prosić Was o pomoc, poradę, o kilka wskazówek, wszystko cokolwiek by mi w jakiś sposób pomogło.
Każdy kiedyś miał kogoś, kogo kochał nad życie, ja też kogoś takiego miałam. Dwa i pół roku temu straciłam miłość mojego życia. Czasem pojawia się w moich snach. Raz są to przebłyski, krótkie sceny, miałam też kilka długich snów o wysokim stopniu skomplikowania. Piszę do Was w sprawie "najświeższego" snu, który miałam przedwczoraj.
W tych długich snach zazwyczaj dominuje kolor biały. Raz był to biały hotel, z białymi ścianami, podłogami, meblami... Wszyscy ludzie byli ubrani na biało, on jeden jedyny na czarno.
Przedwczoraj wszystko rozgrywało się w plenerze, to było jakieś wesele czy inna impreza zorganizowana, wszyscy byli ubrani znowu na biało, przyjechaliśmy do dużego ogrodu w białych samochodach - byłam z moimi przyjaciółkami. Wiecie jak to jest, atmosfera wesoła, rozluźniona, byłyśmy radosne i beztroskie. Była ze mną moja najlepsza p[rzyjaciółka, jak zwykle zwróciła uwagę, że mamy gorsze auto od innych, ale się tym nie przejmowałam. Weszliśmy do ogrodu (było spokojnie z 50 osób).
Usiadłyśmy przy białych, okrągłych stołach, były na nim szklanki, talerze i takie tam. Zanim usiadłyśmy, zobaczyłam go - był oczywiście ubrany inaczej niż pozostali, tym razem jednak nie na czarno, miał na sobie zwyczajne, codzienne ubranie. Ucieszyłam się na jego widok strasznie.
I tutaj powinnam chyba wyjaśnić jedną rzecz. Otóż nie wiem czemu, ale od jakiegoś czasu kiedy mi się śni, przyjmuję koncepcję rzeczywistości - wydaje mi się, że wszystko to dzieje się naprawdę, a zatem on nie umarł, tylko sfingoał, upozorował swoją śmierć, albo wprowadzono mnie w błąd, zrobiono mi nieprzyjemny żart. Wiem oczywiście, że jest to nic innego jak mechanizm obronny przed bólem straty i przed ponownym przezywaniem żałoby czy coś w ten deseń.
No więc ucieszyłam się jak nie wiem co, on też był przeszczęśliwy, wciąż się uśmiechał (nigdy nie był typem wesołka, to w sumie było trochę dziwne), wziął mnie za ręce i powiedział, że strasznie się za mną stęsknił (kolejna sprzeczność - nie zwykł za zycia okazywać tak emocji i mówić takimi słowami). Ja mu na to odpowiedziałam, że nawet nie wie, jak strasznie rozpaczałam po jego śmierci (to było dziwne, bo przecież we śnie jakby wcale nie umarł). Tych kilka słów wymieniliśmy siedząc już przy stole.
I tutaj przechodzę do sedna sprawy. Otóż on się cieszył, ale chciał mi coś powiedzieć, widać było po nim, że bardzo chce się czymś ze mną podzielić. A ja? Tak się wczułam w sen, że powstrzymałam go przed powiedzeniem tego wszystkiego. TWylko my rozmawialiśmy, coś działo się z przodu, jakaś przemowa czy coś i naszą rozmową przeszkadzaliśmy innym - zobaczyłam, że niektórzy z irytacją na nas zerkają, więc powiedziałam do mojego ukochanego: "Poczekaj chwilkę, zaraz się skońćzy to porozmawiamy". I wtedy się obudziłam, było wpół wpół do drugiej w nocy.
Wiem, że moja wiadomość jest długa, mam nadzieję, że choć jedna osoba przez to przebrnęła i będzie w stanie mi pomóc. Chciałabym dowiedzieć się przede wszystkim, jak właściwie mogę nie tyle wrócić do tego snu (wiem, że to raczej niemożliwe), ile wywołać jakoś sytuację, kiedy będę mogła z nim porozmawiać, dowiedzieć się o co chodziło. I druga sprawa - co to znaczy, że w moich snach o nim dominuje kolor biały? Będę naprawdę wdzięczna za wszelką pomoc...