Natasza pisze:Estio wydaje mi się, że jesteś na takim etapie, że powinnaś wzmacniać wiarę w samą siebie jako doskonałą Istotę
skoro mówisz, że zerwana została więź z czymś co nazywasz WJ- a jak widzisz, ono nie za bardzo lgnie z pomocą aby tę więź nawiązać
to zatrzymaj się na chwilę zrób bilans tego KIM TY JESTES i nie zastanawiaj się i nie trać grama swojego najcenniejszego czasu jakim jest przeżywanie życia dla tego czegoś co zwiesz WJ
skoncentruj się na sobie samej i odkryj jaka jesteś naprawdę, bo to Ty jesteś diamentem a nie żadne WJ
tylko TY

Natasza kochana
Czytam Twoj post i wiem i czuje wewnetrznie ,ze to co napisalas ma gleboki sens.
Wiele osob relacjonuje wychodzac np. z ciala ze nigdy nie spotkaly swojego WJ czy czegos czym mozna bylo by to okreslic. W jednej z ksiazek autor opisujacy swoje poczatkowe doswiadczenia poza cialem , w czasie jego wyjscia z ciala zostal ze tak powiem "zaatakowany" przez cos co na niego wlazilo, nie robilo mu krzywdy tylko wlazilo i sie czepialo, nie wiedzial co to...walczyl z tym sciagajac to i "drac sie w nieboglosy" proszac o pomoc i wzywajac wszystkich swietych o pomoc,wtedy wszedl ktos-on go odbieral jako opiekuna/swietlista osobe, WJ i sciagnol z niego to cos ,biorac to na rece...i odszedl...
Z pozniejszych jego opisow gdy juz troche obtrzaskal sie w swiecie duchowym mial mozliwosc ujrzenia tej sytuacji jeszcze raz....nie wiem czy ogladalas film z Harrym Potterem...to bylo wlasnie na podobnej zasadzie .To on sam sobie udzielil pomocy -nie jakies jego doskonale WJ tylko on. A mianowicie gdy byl ze tak powiem juz pozniej bardziej doswiadczony zobaczyl swoja wczesniejsza scene . Widzial drugiego siebie walczacym z tym czyms i krzyczacym. Tym cos co go wtedy oblazilo to byly kociaki...

Koty rowniez potrafia wychodzic z ciala...

Czekal bo chcial zobaczyc kto udzielil mu wtedy pomocy ale nikt sie nie pojawil...wtedy On podszedl do tego swojego drugiego jak by Ja i sciagnol z niego te koty

Wracajac teraz Natasza do twojego postu. Czy w takim razie moze to oznaczac ,ze to cos co bralam za WJ moglo byc mna sama....? I to ja sama siebie prowadzilam i ochranialam? Byc moze sa to za bardzo daleko idace wnioski , no ale pomyslec o tym warto...

Mam Natasza wiele roznych watpliwosci i pytan jak kazdy ale moze dzieki Wam uda mi sie to cos poskladac pomalutku
Zawsze sie tez zastanawialam jak to jest np. z uzdrowieniami tkz. cudownymi....
Czy to aby nie my sami ludzie tak jak potrafimy doprowadzic cialo do najgorszych chorob tak tez potrafimy sprawic by nasze cialo odzyskalo zdrowie. Bo z tego co zaobserwowalam wlasnie tak to dziala a nie zadni bogowie....uzdrowienie zawsze idzie od wewnatrz , od nas samych...ja akurat stykam sie z tym na codzien wiec wiem o czym pisze, obserwuje to i doswiadczam jednoczesnie

Gdy mialam wizje z tym kims kto przyszedl jako Jezus to on mi wtedy powiedzial jedna wazna rzecz....pokazal mi wpierw jak plynie przez nasza istote energia a potem powiedzial "wiara cie uzdrowi" nie powiedzial energia cie uzdrowi tylko wiara...wiec ja mu uwierzylam i przyjmowalam ta energie, wiedzac ze jesli w to uwierze to ona mnie uzdrowi...i tak sie stalo

Wiec idac tym torem jesli damy komus wode kranowke i wewnetrznie ten ktos bedzie przekonany ze to cudowna kranowka ktora ma moc uzdrawiania to ta kranowka faktycznie spowoduje jego uzdrowienie....albo spontaniczne albo stopniowo krok po kroku....Czyz Jezus nie powiedzial wiara przenosi gory?
Medycyna akademicka rowniez robila takie eksperymenty z placebo i doszla rowniez do wniosku ze wiara pacjenta w skutecznosc tabletki ma wielkie znaczenia.....bo od tego zalezy skutecznosc terapii, srodki chemiczne ktore zawiera tabletka to zaledwie 25% skutecznosci. Jesli uwierzysz np.ze pielgrzymka do np. Czestochowy i zobaczenie np. obrazu przyniesie Ci cudowne uzdrowienie to tak bedzie. W ten sam sposob rowniez nasze mysli/przekonania moga wplywac na ludzi,zwierzeta ,rosliny i ich zdrowie.... Jesli jest ktos powaznie chory i wie ze umiera ( nie wierzac ze ma szanse wyzdrowiec) a my dodatkowo wierzymy w jego smiertelna chorobe to wzmacniamy ten przekaz...I odwrotnie. Oczywiscie sama wiara to tez tylko czesc procesu zdrowienia...ale jest to duzy procent wplywajacy na calosc tego procesu....To bardzo szeroki temat by teraz poruszac.
Zastanawia mnie rowniez jak to jest z tkz. cudownymi obrazami, posazkami placzacymi itd. Czy to wlasnie nie my sami wywolujemy takie zjawiska? W filmie nasz dom jest powiedziane ze wyobraznia jest wszystkim. I tutaj przychodzi mi taka refleksja ze te wszystkie ufa/demony/stwory i inne takie to nic innego jak twory/projekcja ludzi za rowno tych zyjacych wcielonych jak i tych ktorzy byli przed nami nazywanymi przez Natasza starszymi...???