Tesla, Einstein czy Stephen Hawking. Naukowcy czy inżynierowie z pewnością potwierdzą, że są to jedni z największych geniuszy, jacy chodzili po tej planecie.
Pewien astromon-amator narzekał na zbyt wolny rozwój nauki. Gdy zasugerowałem mu, żeby sam dołączył do naukowców i pomógł przyspieszyć jej rozwój, to odparł, że to nie na jego głowe
Przez pierwsze 10 lat nauki nie wyróżniałem się zbytnio inteligencją - wyróżniałem się jej kompletnym brakiem. Byłem kompletnym idiotą, który nie potrafił nawet tabliczki mnożenia na pamięć - zawsze ten najgorszy. Dopiero po obejrzeniu Iron Mana, zainspirowany głównym bohaterem, rozpocząłem własne poszukiwania wiedzy w dziedzinie technologii. Teraz znajomi straszą innych moją osobą - jestem znany jako haker, choć to grubo przesadzone. Do czego jednak zmierzam - moja nagła przemiana świadczyć może o tym, że w każdym drzemie olbrzymi potencjał intelektualny. Czemu zatem nie każdy jest naukowcem? Na podstawie swojego przypadku mogę powiedzieć, że wszelka wiedza jaką posiadam, została przeze mnie nabyta poza szkołą. Żeby się czegoś nauczyć, trzeba po prostu się tym interesować. Wiedzy nie da się wbić do głowy. Jeśli ktoś nie szuka wiedzy, to jej nie znajduje. Szukajcie, a znajdziecie.
Zrobiłem mały eksperyment. Udzielałem darmowych lekcji informatyki osobom, które o tą pomoc poprosiły. Wysłałem więc link z materiałem wideo, w którym nauczyciel z prawdziwego zdarzenia wprowadzał w tą całą terminologie i pokazywał podstawy podstaw. Film trwał 30 minut i na 3 osoby tylko 1 obejrzała ten film - jest teraz w technikum informatycznym i z tego co słyszałem, radzi sobie znakomicie. Reszta przez 13 miesięcy pisała, że nie ma czasu, bo impreza, bo zmęczenie. Jaki z tego wniosek? Nie ma ludzi nieutalentowanych, są ludzie leniwi.
Proszę o dyskusje. Czy zgadzacie się z moją tezą, a jeśli nie to czemu? Są to rozważania na temat tego, czy każdy człowiewiek rodzi się z takimi samymi szansami na bycie profesorem, czy jednak od urodzenia mamy takie a nie inne predyspozycje.
